threeme-ww threeme-ww
156
BLOG

Polska kłótnia o liczby (350, 320, 300? Rzecz o KDP)

threeme-ww threeme-ww Gospodarka Obserwuj notkę 17

Jak już pisałem wcześniej obecnie w Polsce ruszają - wreszcie - inwestycje infrastrukturalne na olbrzymią skalę. Powiem Wam, że temat ten niezmiernie mnie interesuje, infrastruktura drogowa, kolejowa i lotnicza jest jednym z wielu tematów, które są mi bliskie. Oczywiście jest to tylko obszar zainteresowań, uczciwie mówię, że moja wiedza jest tu czysto amatorska. Jak i pewnie większości z Was.

A dlaczego mnie, "ekoterrorystę" interesuje taki temat? Odpowiem pytaniem: a musi być powód, by coś kogoś interesowało? No dobrze, ale pewnie napiszecie, że kłóci się to - ta ogromna skala inwestycji - z ochroną środowiska i powinienem krytykować a może nawet i być przeciwko tym projektom...

Otóż... nie! 

Po pierwsze kolej - jest to środek transportu uważany za najbardziej ekologiczny zaraz po żegludze rzecznej. Z tym, że Polskie rzeki, po dekadach niedoinwestowania mają praktycznie zdegradowaną infrastrukturę umożliwiającą żeglugę towarową. To oznacza, że by móc korzystać z dobrodziejstw tej formy - taniego i ekologicznego - transportu, to najpierw trzeba drogo i nieekologicznie nasze rzeki przystosować do żeglugi. Szacunkowe koszty idą w dziesiątki miliardów złotych, co jest kosztem porównywalnym z rozwojem kolei a prognozowane szkody przyrodnicze są nawet większe. Dlatego też jestem przeciwny inwestycji w regulację pod żeglugę naszych rzek a jednocześnie jestem zwolennikiem budowy sieci nowych połączeń kolejowych.

Drugim argumentem przeciwko żegludze rzecznej jest stan zasobów wodnych Polskich. A te są, stety niestety, bardzo małe i zwolennicy rozwoju żeglugi muszą się z tym brutalnym faktem pogodzić. Mówiąc skrótowo: nasze rzeki latem często "szorują po dnie" I tak, można technologicznie temu przeciwdziałać, ale bilans korzyści do strat jest w tym przypadku nie do obrony. 

Kolej, nawet KDP wypada tu znacznie lepiej.

Jedno zastrzeżenie - kolej wysokich prędkości, czyli KDP (od Kolej Dużych Prędkości) ma wskaźniki zużycia energii na "pasażerokilometr" gorsze od kolei standardowej. Dzieje się tak głównie z uwagi na fizykę - im wyższa prędkość, tym mocniej rośnie opór powietrza i zużycie energii. Nadal jednak kolej, w wydaniu KDP, wygrywa pod względem ekologi z transportem lotniczym. Zużycie energi na pasażerokilometr jest mniejsze niż w transporcie lotniczym a koszty (finansowe, społeczne, środowiskowe) pozostają na akceptowalnym poziomie. Są też znowu niższe niż przy inwestowaniu w żeglugę rzeczną.

I tu pojawia się pytanie, które ostatnio mocno na Salonie wybrzmiało: czy potrzebujemy budować kolej od razu na tak wysokie parametry? Im wyższa prędkość, tym większe wymogi bezpieczeństwa - łagodniejsze łuki zakrętów, środki bezpieczeństwa i tym podobne. A to oznacza dużo wyższe koszty inwestycyjne. To jest pierwszy argument przemawiający przeciwko budowie połączeń na 350 km/h.

Drugim jest fakt, że Polscy producenci (PESA, Newag) nie produkują taboru kolejowego przystosowanego do jazdy z prędkościami powyżej 250 km/h.

Trzecim argumentem przeciwko jest fakt, że im wyższa prędkość przejazdu składów, tym wyższe opory aerodynamiczne, wyższe zużycie energii - co raczej na pewno oznaczałoby droższe bilety (choć niekoniecznie, gdy Hiszpania uwolniła konkurencję na swoich liniach KDP ceny biletów mocno spadły).

Czwartym argumentem jest geografia naszego kraju - odległości między miastami są zbyt małe, "by pociągi tak się rozpędzały"

Dobrze, to chyba najważniejsze argumenty przemawiające przeciwko "350" 

Teraz muszę wyjaśnić jedną rzecz. "350" jest wartością prędkości technologicznej - maksymalną dozwoloną względami bezpieczeństwa prędkością na danej linii. Jest jeszcze prędkość eksploatacyjna i - ta wartość jest najważniejsza - handlowa.

To, że linia przystosowana będzie do prędkości 350 km/h wcale nie oznacza, że pociągi poruszać się będą od razu i cały czas, na całej lini, z tą maksymalną prędkością. Nie. Przykłady wielu krajów z rozwiniętą KDP pokazują, że często pociągi na superszybkich liniach jeżdżą dużo wolniej od maksymalnie przewidzianych wartości. I nie jest to uważane za coś nieprawidłowego. 

W Japoni jechałem shinkansenem z Kanazawy do Kioto (nie cała linia jest KDP ale mówię tu o odcinku KDP) z prędkością około 250 km/h a momentami nieco ponad 200 km/h (sprawdzałem aplikacją na telefon) a jest to jedna z nowszych, szybszych linii. Jak widzicie "szału nie ma" ale też cena biletu, choć niemała, nie jest barierą ograniczającą popyt. Z pamięci było to chyba coś koło 200 zł. Dla tych, co chcą poruszać się szybciej, na przykład dla liczących każdą minutę biznesmenów w ofercie są połączenia szybsze, ale i dużo droższe. Na tej samej linii. 

Po drugie w krajach posiadających KDP dość częstym rozwiązaniem jest różnicowanie prędkości składów poruszających się trasą. Przykładowo na trasie umożliwiającej podróż z prędkością do 350 km/h część połączeń jest premium - z najwyższą prędkością 300-320 km/h (zawsze jest margines bezpieczeństwa), część to można by powiedzieć połączenia klasy biznes - 250 km/h a część to "zwykłe" ekspresy z prędkością 200 km/h. Rozwiązanie to umożliwia stworzenie elastycznej siatki połączeń, lepsze dopasowanie popytu do podaży, niższe koszty eksploatacji. 

I tu pojawia się pytanie: po co, w takim razie, skoro pociągi nie od razu mogą poruszać się z maksymalną prędkością (decydować powinna ekonomia i konkurencja) budować na najwyższe prędkości? Po co ponosić wyższe koszty eksploatacyjne?

Odpowiedź, która pewnie nie wszystkim zadowoli: Ponieważ budowa infrastruktury kolejowej, zwłaszcza tak technologicznie wymagającej, jest cholernie droga i kłopotliwa. W praktyce więc są to inwestycje na wiele dekad. Lepiej więc od razu budować na "max" niż potem, powiedzmy po dekadzie czy dwóch modernizować za kolejne miliardy linie, które i tak na starcie kosztowały w cholerę kasy. Do mnie ten argument przemawia.

Kolejnym argumentem przemawiającym za budową od razu na najwyższe prędkości jest plan rozwoju w Polsce hubu lotniczego. Wczoraj pod notką zostałem skrytykowany za post, w którym stwierdziłem że zysk czasu 45 minut na połączeniu Warszawa - Poznań wynikający ze zwiększenia prędkości  usprawiedliwia dużo wyższe wydatki na budowę.

I tu trzeba właśnie uwzględnić budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego, CPK, Port Polska, jak zwał, tak zwał. To nowe lotnisko według rządowych strategii (opracowanych NIE przez obecny rząd) ma być regionalnym hubem lotniczym. Polska ma stać się - i według ekspertów są na to bardzo duże szanse)  regionalnym węzłem komunikacyjnym. Mamy obsługiwać połączenia lotnicze dla części pasażerów z Czech, Litwy, Słowacji, a nawet wschodnich Niemiec. 

Chodzi o to, że często jest tak, że szukając dalekodystansowych połączeń - sam miałem taką sytuację - znajdujemy akceptowalnie cenowo połączenia z Warszawy, ALE na przykład przez Pragę czy Berlin. Dla mnie jest to dziwaczna polityka linii lotniczych, ale tak jest. Szukając połączeń bezpośrednich z Warszawy do Tokio mamy co prawda ofertę LOTu, ale cóż, są to połączenia drogie. Rok temu znalazłem więc dużo tańsze połączenie z Kopenhagi, przez Pragę. Zyskałem nieco ponad dwa tysiące złotych, co nawet po odliczeniu kosztu biletu autobusowego Poznań - Praga nadal było dużym zyskiem. Swoją drogą szkoda, że LOT ma tak drogie połączenia bezpośrednie do krajów Azji, moim skromnym zdaniem traci przez to sporo klientów, co ogranicza jego zyski, co z kolei pewnie może zmuszać go do droższych biletów. Nie wiem, może jednak LOT mógłby, przynajmniej w ramach eksperymentu, czasowo obniżyć ceny biletów do Tokio czy Seulu o tysiąc złotych? Już to by sprawiło, że część ludzi szukających tanich, ale bezpośrednich połączeń zdecydowałaby się na usługi naszego przewoźnika. Ja sam wolałbym lecieć z Warszawy a nie z Pragi i naszą, rodzimą linią a nie SASem. Już choćby z uwagi na rozrywkę pokładową, co prawda znam język angielski, ale przecież zawsze przyjemniej jest oglądać filmy w naszym języku.

Chodzi mi o to, że duży hub lotniczy oferujący bezpośrednie połączenia lotnicze do Tokio, Seulu, Bangkoku ale też Nowego Jorku w możliwie przystępnych cenach NA PEWNO skusiłby klientów nie tylko z Polski, ale też część z krajów sąsiednich. Dziś często jest tak, że Polacy - na przykład z Poznania - wybierają Berlin. Nie dlatego, że tak chcą, ale dlatego, że zmusza ich do tego rachunek ekonomiczny. Sieć KDP docelowo ma być właśnie "wspomagaczem" budowanego pod Warszawą lotniska.

Ale by taki regionalny hub lotniczy skutecznie ściągał do siebie chętnych z całej Polski, ale też i częściowo z krajów sąsiednich sama oferta połączeń nie wystarczy. Musimy zaoferować też szybki i wygodny transfer do lotniska. A tu już, te kilkadziesiąt minut różnicy na dystansie Warszawa - Poznań może mieć duże znaczenie. Przyjęte jest powszechnie, że by odprawić się na taki długodystansowy lot trzeba być na lotnisku 2-3 godziny przed odprawą a nikt nie chce spędzać tam ani minuty więcej, niż jest to absolutnie konieczne. Stąd dobrze skomunikowane lotnisko, z częstymi połączeniami z największymi miastami uznawane jest za warunek niezbędny do sukcesu zarówno samego lotniska, jak i narodowego operatora lotniczego.

I tu robi się ciekawie. Jak się okazuje po przeprowadzeniu kwerendy internetowej spośród naszych sąsiadów największe szanse rozwoju bardzo ważnych i ekonomicznie obiecujących połączeń mamy z... Czechami i Litwą. Czechy mają równie ambitnie co my plany budowy KDP - a to przecież kraj to powierzchni naszych kilku województw! Oni mogą a my nie? Moim zdaniem krytycy budowy KDP od razu na 350 km/h powinni ten fakt przemyśleć. Drugim krajem z największą szansą połączenia transgranicznego jest... Litwa, która buduje połączenie kolejowe w ramach Via Baltica. Dla Litwy nasz kraj - spojrzenie na mapę wszystko wyjaśnia - jest bardzo ważny i powinniśmy ten fakt jak najmocniej wykorzystać. Jak analizuje część ekspertów CPK ma szansę (to zawsze jest szansa, nigdy pewność) być hubem lotniczym dla krajów bałtyckich. A już to jest dla nas, dla naszej gospodarki, bardzo dobrą wiadomością. 

Na marginesie mała moja uwaga: przez wieki nasze położenie geograficzne w Europie było naszym przekleństwem. Bylismy atakowani z północy (chyba mimo wszystko najrzadzie, pewnie przez barierę Bałtyku), z południa, wschodu i zachodu. Dziś to samo położenie geograficzne jest dla nas gigantyczną szansą rozwojową - ale tylko pod warunkiem, że zaoferujemy podróżnym i przewoźnikom sieci nowoczesnych połączeń drogowych, kolejowych, lotniczych. Z dużymi, nowoczesnymi portami morskimi, węzłami logistycznymi.

Stan obecny już jest co najmniej zadowalający. Autostrady mamy juz praktycznie ukończone, drogi ekspresowe zrealizowane mniej więcej na 50%, porty w Gdańsku, Gdynii i Szczecinie przeżywają ogromny boom rozwojowy - Gdańsk już ma przeładunki czyniące go najwiekszym portem Bałtyku i jednym z największych portów Europy. Teraz pora "wziąć się" za mocno niedoinwestowaną przez dekady kolej.

Niestety najmniejsze szanse na stworzenie połączenia transgranicznego mamy obecnie z Niemcami - oni "walczą" obecnie z dekadami zapóźnień inwestycyjnych na kolei i z tego co czytam nie w głowie im budowa nowych lini KDP - przynajmniej w kierunku wschodnim. Barierą jest również to, że landy wschodnie są dużo słabsze gospodarczo niż landy zachodnie i południowe.

Piszę "niestety" nie dlatego, że - jak pewnie część złośliwców będzie próbowała mi imputować - jestem jakimś fanem Niemiec. Piszę "niestety" gdyż Niemcy nadal są naszym najważniejszym partnerem handlowym a przez ten kraj przebiega wiele bardzo ważnych, strategicznych połączeń europejskich. Skomunikowanie, połączenie naszych kolei, nie tylko KDP, z siecią niemiecką umożliwi połączenia z połową europy. Tylko tyle i aż tyle.

Nawet jednak uwzględniając bardzo małe obecnie, w perspektywie dwóch dekad, szanse stworzenia połączenia transgranicznego z Niemcami nie jest tak źle. Już połączenia z samymi Czechami i Litwą dadzą nam wiele korzyści, zwłaszcza południowy sąsiad wydaje się mi tutaj kluczowy - daje dostęp do Austri i Węgier. 

To oczywiście nie stanie się dziś, jutro. Realizacja transgranicznych połączeń KDP to kwestia nawet dwóch dekad, ALE gdy już powstaną to jest to potencjalnie tak zwany gamechanger. Zmiana reguł. Mając do dyspozycji połączenie kolejowe dużych prędkości Warszawa - Praga czy nawet Warszawa - Wiedeń z czasem podróży powiedzmy 6 godzin większość klientów zamiast samolotu wybierze właśnie kolej. Tym bardziej, że lotniska położone są z dala od centrum miast (dochodzi koszt transferu do lotniska) a podróż koleją nie wymaga odprawy.

Z kolei CPK wychodząc z ofertą bezpośrednich połączeń lotniczych do Tokio, Seulu, Singapuru itp itd w konkurencyjnych cenach i mając do dyspozycji sieć transgranicznych połączeń z czasem dojazdu na przykład Praga - lotnisko w Baranowie z czasem podróży około 5 godzin niemal na pewno będzie ściągał podróżnych z Czech.

Jest też potencjalny rynek Ukraiński - ale tu jest wiele niepewności związanych z trwającym konfliktem i przebiegiem odbudowy gospodarczej tego kraju.

Dlatego też, jak wskazują zwolennicy rozwoju "KDP 350" budowa na najwyższe prędkości ma duże uzasadnienie ekonomiczne. Nie dziś, ale za dekady. A linie taką buduje się właśnie na dekady i to właśnie modernizacja już zbudowanej lini za lat dziesięć, dwadziećia jest mniej racjonalna, niż budowa od razu na najwyższe parametry.

Można się kłócić, czy ta argumentacja jest właściwa czy nie, do mnie przemawia. Oczywiście na tym świecie nic nie jest pewne, powyżej opisałem szanse - jest ich dużo i są w mojej opinii mocne - ale nie brakuje też ryzyk i barier. Jednak gdybyśmy patrzyli dwadzieścia, trzydzieści lat temu na ryzyka i koszty związane z budową sieci autostrad i dróg ekspresowych dziś ich byśmy nie mieli. Podjęliśmy pewne ryzyka, zainwestowalismy niemało i dziś zbieramy bardzo konkretne owoce.  

I na koniec jeszcze krótko po raz kolejny chcę Wam uświadomić coś, co jak widzę nie chce się do Was przebić. 

Polska już osiągnęła ogromny sukces. Z biednego postkomunistycznego kraju staliśmy się krajem G20 i jest to pozycja w pełni zasłużona, gdyż obecnie zajmujący miejsce w G20 kraj - RPA - boryka się z ogromnym kryzysem nie tyle ekonomicznym, co częściowo już nawet egzystencjonalnym. Nasz PKB według prognoz w perspektywie pięciu najbliższych lat ma szansę nawet na pozycję G18. A dalej... dalej będzie już cholernie trudno, to poziom rozwoju najbogatszych, najsilniejszych państw świata do których, niestety, nadal nam daleko. Jednak uważam, że obecne miejsce naszego kraju jest już ogromnym sukcesem którego na co dzień sobie nie uświadamiamy a na pewno nie doceniamy.

Jednak by dalej dynamicznie się rozwijać MUSIMY ponieść ogromne wydatki infrastrukturalne, bez nich - jak wskazuje wielu ekonomistów - nasz PKB będzie rósł coraz wolniej i wpadniemy w pułapkę państw średniorozwiniętych.

Musimy ponieść te niezbędne wydatki nawet jeśli oznacza to duży wzrost zadłużenia Polski.


threeme-ww
O mnie threeme-ww

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Gospodarka