288 obserwujących
699 notek
1570k odsłon
430 odsłon

Political fiction 2 Powrót Wolanda

Wykop Skomentuj2


Ławeczka w Łazienkach. Redaktor Kochnik rozmawia z młodym poetą, tłumacząc mu oczywisty błąd w jego wierszach.
– Twoja twórczość antyreligijna jest już nnnnie na czasie – tłumaczy podłamanemu twórcy. – Udawadnianie, że Bóg nie istnieje albo że Jezusa wymyślono, dobre było za bobooolszewików. Teraz bóg musi pracować dla, dla, dla nas.
– Jak to? – wykrzyknął przerażony poeta.
– Bóg musi być tolerancyjny, popierać gegegender, a najlepiej promować gejów.
– Ale to spowoduje, że ludzie znowu zaczną w niego wierzyć – bronił się ostatkiem sił.
– I o tototo chodzi – tłumaczył redaktor Kochnik. – Jak nie będą wierzyć w naszego boga, to uwierzą w swojego i cała nasza praprapraca na nic. Jeszcze mi każą służyć do Mszy albo zarządzą celibat, kto to, k…, wytrzyma.
Koło ławki przechodził elegancki cudzoziemiec. W sposób niezauważony dla rozmówców przysłuchiwał się ich dialogowi. W pewnym momencie chrząknął i odezwał się do redaktora.
– Jeśli można – rzekł z lekkim akcentem, wskazującym na długi pobyt za granicą.
– Co można? – spytał niechętnie redaktor. Odczuwał jeszcze skutki cotygodniowej debaty naczelnych u Jurka Świni. Kac na upał nigdy nie jest przyjemny.
Niezrażony cudzoziemiec kontynuował: – Pan zdaje się jest postępowcem?
Kochnik ożywił się: – Pewnie ostatnim w tym zaścianku – niemal uśmiechnął się, dumny ze swojej postawy i inteligencji.
– I jako postępowiec życzy pan sobie, żeby bóg jednak istniał? – dopytywał przybysz.
Kochnik postanowił powtórzyć swój wywód, tłumacząc, że lepszy bóg z postępowymi zasadami niż zakazany Bóg, który narzuca reguły rodem ze średniowiecza.
– To w takim razie diabeł też istnieje?
Początkowo redaktor Kochnik chciał parsknąć na cudzoziemca, reagując na słowo diabeł jak oparzony. Potem jednak zdobył się na kolejny wykład.
– Diabeł jest niepotrzebny. Nasz bóg jest po jednej i drugiej stronie. Nikt nie jest wywywwykluczony ani gorszy, więc piekła nie może być.
– A co z tymi, którzy mordowali, gwałcili, kradli?
– To mniejszości etyczne. Mają prawo do swojego popopostrzegania wartości.
– Czyli diabła całkiem nie ma?
– Oczywiście nie ma jak diadiadiabli – Kochnik wyraźnie się rozluźnił.
– Jeśli chodzi o mnie, to nic się nie zmienia, nie ma i nie ma – cudzoziemiec powiedział do kogoś niewidzialnego z boku. Nawet bóg już może być, a mnie ciągle nie ma – kontynuował wypowiedź do niewidzialnej osoby. 
Przerażony poeta pomyślał, że przybysz ma na sobie nadajnik. Szepnął na ucho Kochnikowi:
– Uważaj, szpieg albo z „Gazety Polskiej”. Trzeba go wylegitymować.
Wstał i przybierając oficjalny ton, chciał zapytać o nazwisko. Nagle stanął jak wryty. Cudzoziemiec trzymał w ręku otwarty paszport.
– Przepraszam zapomniałem się wylegitymować, profesor Woland, mistrz czarnej magii.
„Jednak szpieg” – pomyślał poeta.
– A gdzie pan mieszka?
– U tego pana od dziś? – Woland wskazał na redaktora.
Spojrzeli na ławkę, gdzie jeszcze przed chwilą siedział szef jednej z największych gazet.
Kochnik w tym czasie wsiadał do taksówki. Zastanawiał się, jak CBA wpadło na jego transakcje z Jerzy Przewalalskim deportowanym właśnie z USA. „Pewnie sk… zaczął sypać” – pomyślał. „Trzeba wiać do brata”.
Cdn.

Tekst pochodzi z najnowszego tygodnika " Gazeta Polska" nr. 38; data: 19.09.2018.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości