Prosta sprawa
Tylko prawda jest ciekawa
56 obserwujących
230 notek
591k odsłon
  4065   0

Temida ślepa czy leniwa?

 Kierowca, który 16 lat temu zabił jedną osobę, a dwie ciężko ranił do tej pory nie trafił do więzienia, aby odsiedzieć prawomocny wyrok. To dowód na mocne układy w sądzie lub bezradność wymiaru sprawiedliwości.

Sprawca wypadku jest ścigany listem gończym, a pasażer który zacierał dowody – robi karierę polityczną i jest teraz prezydentem Świętochłowic.

Wypadek na drodze pod Częstochową w nocy z soboty na niedzielę, 14 września 1997 roku zmienił życie kilku osób. Dwóch przyjaciół z liceum w Chorzowie Mariusz K. i Dawid K. po północy wracało z pokazu sztucznych ogni na zamku w Olsztynie koło Częstochowy. Autem kierował Mariusz, obok niego siedział Dawid. Polonez uderzył w grupkę kilku osób, które szły poboczem. Na miejscu zginął 18–letni Tomasz Kręciwilk, poważnie ranni zostali jego koledzy – Mariusz Lenczewski i Norbert Radecki. Szybko przyjechała policja i pogotowie.

Policyjny protokół sucho podaje fakty: „Pogoda na miejscu wypadku dobra, bez opadów. Ujawniono szkła kierunkowskazu prawdopodobnie pochodzące od samochodu osobowego polonez caro. Na rozbitym szkle znajdują się numery SW 720306. Sprawca odjechał z miejsca wypadku”.

Zanim policyjno-prokuratorska machina ruszyła, kilka godzin później na komisariat policji w Świętochłowicach przyszedł Józef K., który powiedział – jak czytam w aktach sprawy – „że jest właścicielem poloneza caro. Dał samochód swemu synowi, który jechał do Olsztyna koło Częstochowy  na pokaz ogni sztucznych i laserów. Po powrocie do domu dowiedział się od syna, że w nocy potrącił  mężczyznę, który nagle wtargnął na jezdnię”.

Mariusz K. został zatrzymany, usłyszał zarzuty i zamiast na lekcje - trafił na kilka tygodni do aresztu. Podczas pierwszego przesłuchania Mariusz K. powiedział, że prowadził samochód a razem z nim jechał Dawid K.

„Jechałem z prędkością około 50 km/h, droga była nieoświetlona, a z przeciwnego kierunku nadjeżdżały samochody (droga była jednokierunkowa – przyp. TS). Usłyszałem uderzenie. Zatrzymałem się po kilkudziesięciu metrach. Wysiadłem wraz z Dawidem. Od dziewczyny, która stała obok leżącego mężczyzny usłyszeliśmy, że nic mu nie jest i aby nie  wzywać policji, bo jest pijany. Pokrzywdzony wstał z pobocza i podszedł do całej grupy. Dawid trzymał w ręku tablicę rejestracyjną mojego samochodu. Odjechaliśmy. Po pewnym czasie byłem tak rozdygotany, że zatrzymaliśmy się na poboczu, aby się zdrzemnąć”.

Dawid K. nie miał wyrzutów sumienia, tak jak ojciec jego kolegi, i nie zgłosił się na policję. Zapewne odpoczywał po pełnej wrażeń nocy. Także policjanci nie chcieli niepokoić syna ważnej osoby w resorcie górnictwa w niedzielę. Został przesłuchany dopiero w poniedziałek. Zeznał: „Ruch na drodze odbywał się w obu kierunkach. Mężczyźni byli w dobrym stanie zdrowia, nikt nie skarżył się na urazy. Dziewczyna z ich towarzystwa powiedziała, żebym wziął tablicę rejestracyjną i odjechał. Mariusz K. mówił, żeby nie zgłaszać sprawy na policję, bo nikomu nic się nie stało”.

Protokoły sekcji Tomasza Kręciwilka, która stwierdziła, że był trzeźwy, jednoznacznie stwierdzają, że został uderzony z dużą siłą. Samochód jechał tak szybko, że ofiara została odrzucona kilkanaście metrów dalej. Na pewno prędkość auta była większa, niż dozwolona w tym miejscu. Dwóch pozostałych rannych przeżyło wypadek tylko dlatego, że impet samochodu został złagodzony wpierw uderzeniem w kolegę, który zginął. 

Postępowanie trwało kilkanaście miesięcy. Mariusz K. został oskarżony o to, że:

·        „naruszył nieumyślnie zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym w ten sposób, że kierując samochodem osobowym marki polonez jadąc drogą w kierunku Brzyszowa nie obserwował należycie drogi przed pojazdem, a zwłaszcza nie zachował bezpiecznego odstępu od wymijanych uczestników ruchu, w wyniku czego potrącił idących lewą krawędzią jezdni oraz poboczem w kierunku Częstochowy trzech pieszych: w następstwie czego jeden z nich poniósł śmierć na miejscu. Ponadto zbiegł z miejsca wypadku”.

Dawid K. natomiast został oskarżony o to, że

·         - „będąc pasażerem samochodu osobowego marki polonez kierowanym przez Mariusza K. i wiedząc o tym, iż kierujący ten uczestniczył w wypadku drogowym potrącając idące w kierunku Częstochowy osoby, pomimo, że wysiadł z tego samochodu i widział na poboczu drogi znajdujące się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia ofiary wypadku -  pieszego Tomasza Kręciwilka, Norberta Radeckiego i Mariusza Lenczewskiego nie udzielił im pomocy chociaż mógł jej udzielić bez narażania siebie lub innych osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub poważnego uszczerbku na zdrowiu”

·        -  „poprzez zabranie z miejsca zdarzenia tablicy rejestracyjnej należącej d pojazdu marki polonez, którym kierował Mariusz K. uczestniczący w wypadku utrudnił w ten sposób postępowanie zmierzające do wykrycia sprawcy i pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej a w szczególności zacierając ślady przestępstwa tj. o przestępstwo z art. 252 par 1 DKK”.

Lubię to! Skomentuj36 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale