.
„róbmy to, co trzeba, a będzie to, co być może" /książę Adam Czartoryski/
1 obserwujący
30 notek
5251 odsłon
120 odsłon

Polsko – białoruskie powinowactwo wyborcze?

Wykop Skomentuj

W pierwszej mojej notce na Salonie24 pt. „Prawo kandydowania a prawo zgłaszania w wyborach” dowodziłem ciągłości systemu wyborczego III RP z analogicznym funkcjonującym w PRL.
     W następstwie opublikowanych niedawno na Salonie dwóch notek dotyczących demokracji i autokracji przyjrzałem się systemowi wyborczemu funkcjonującemu u naszego wschodniego sąsiada czyli w Republice Białoruś.
     Co prawda Republika Białoruś została zaklasyfikowana do czwartej, najniższej grupy państw określanych mianem „reżimy totalitarne” ale III RP, ze swoją 30 letnią bohaterską walką o demokrację, znalazła się na końcu drugiej grupy pn. „demokracje wadliwe” i już za niedługo może spaść do trzeciej ligi zwanej „systemy hybrydowe".
     Zatem moje porównanie ma jakiś sens tym bardziej, że naukowcy opracowujący wskaźnik demokracji (Democracy Index) biorą pod uwagę różne kryteria w tym m.in. proces wyborczy funkcjonujący w analizowanym państwie.
     Oto kilka danych porównawczych dotyczących prawa wyborczego do organu ustawodawczego czyli do Izby Reprezentantów RB i Sejmu RP:
1.    W Konstytucji RB mamy następujący zapis:
„Artykuł 69. Prawo do zgłaszania kandydatów na posłów należy do stowarzyszeń publicznych, kolektywów pracy i obywateli zgodnie z prawem.”
Przyznam się, że nie zgłębiałem tego zapisu zawężonego do treści „Prawo do zgłaszania kandydatów na posłów należy do /…/ obywateli” w białoruskim Kodeksie wyborczym, który ma 156 artykułów i 130 stron.
Ile głosów poparcia musi uzyskać kandydat, aby znaleźć się na ballot – karcie? A może funkcjonuje zasada depozytu? Oto jest pytanie.
Formalnie – dla obywatela - wygląda to nieźle choć w warunkach białoruskiej autokracji domniemany zapis może być martwy.
   
W polskiej Konstytucji czegoś podobnego nie ma. Za to ustawa niższej rangi – czyli Kodeks wyborczy z 2011 roku – nie pozostawia złudzeń:
 „Art. 84.§ 1. Prawo zgłaszania kandydatów w wyborach przysługuje komitetom wyborczym.”
Wyłączność prawa kandydowania na posła ograniczonego do prawa zgłaszania mają zatem niekonstytucyjne organizmy zwane komitetami. W III RP suweren czyli obywatel jest „zerem”.
Na marginesie przypomnę tylko, że ordynacja wyborcza z 1952 roku mówiła, iż: „Prawo zgłaszania kandydatów na posłów przysługuje organizacjom politycznym, zawodowym i spółdzielczym, Związkowi Samopomocy Chłopskiej, Związkowi Młodzieży Polskiej, jak również innym masowym organizacjom społecznym ludu pracującego”.

2.    W Konstytucji RB jest zapis, że wybory deputowanych są:
powszechne, wolne, równe, bezpośrednie i tajne.
Wyżej wymienione pięć zasad jest zgodne z wytycznymi dla państwa demokratycznego ujętymi w Kodeksie dobrej praktyki w sprawach wyborczych Rady Europy z 2003 roku.
Paradoksalnie Republika Białoruś, jako jedyne państwo w Europie, nie należy do Rady Europy a Polsce, która jest członkiem Rady, nie chce się nawet urzędowo przetłumaczyć wspomnianego dokumentu.
     Być może dlatego Konstytucja III RP uznaje tylko 4 zasady kodeksowe Rady pomijając bezceremonialnie zasadę wyborów wolnych. Widocznie jej autorzy mieli – po przejściach lat 1980 i 1981 -  mocną awersję do nazwy „wolny”, która jest synonimem takich przymiotników jak „samorządny” czy „niezależny”.

3.    Systemy wyborcze obu naszych państw są - z punktu widzenia teorii i praktyki wyborczej - diametralnie różne:
- w RB mamy system większościowy:
Izba Reprezentantów ma 110 deputowanych wybieranych w 110 okręgach wyborczych; z tego wynika, że 1 okręg liczy ok. 82 tys. mieszkańców. System ten jest stosowany w mateczniku nowożytnej demokracji czyli w Zjednoczonym Królestwie i zwany jest popularnie JOW.
- w III RP mamy system proporcjonalny:
Sejm ma 460 posłów, którzy wybierani są w 41 okręgach wyborczych, gdzie 1 okręg liczy prawie milion mieszkańców. Praojcem tego systemu jest ludowa demokracja PRL.

4.    W związku z ww. pkt.3 wymaga pewnego wyjaśnienia obserwacja o treści: jak funkcjonuje system JOW do najniższej Izby Parlamentu w warunkach państwa zaliczonego do tzw. „reżimu autorytarnego”.
Formalnie Białoruś jest państwem demokratycznym, o czym świadczy zapis w artykule 1 białoruskiej konstytucji: „Republika Białoruś jest jednolitym demokratycznym socjalnym państwem prawa”.
     W warunkach ordynacji JOW - dla przeciętnego obywatela Białorusi – liczy się kandydat na deputowanego a nie lista partyjna jak w III RP. W wolnych wyborach wygrywa najlepszy. To od wyborców zależy, czy zwycięskim kandydatem będzie osoba nominowana przez partię wodzowską czy ktoś inny.
W 2016 roku posłanką do Izby Reprezentantów została Anna Kanapacka ze Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. Ledwo co została deputowaną a już zamanifestowała konieczność zmiany systemu większościowego, dzięki któremu dostała się do Izby zamiast wzmacniać „demokrację” a osłabiać „autokrację” – jeśli oczywiście większość wyborców tego by sobie życzyła. Pani Kanapacka w następnych wyborach do Izby w 2019 roku odpadła w swoim jednomandatowym okręgu.

     Z tego pobieżnego oglądu białoruskiej demokracji „autokratycznej” można wysnuć wniosek oto taki, że na odcinku praw wyborczych Białoruś jest przed Murzynami, czyli Polską. Indeksy indeksami ale wirus JOW stoi u wschodnich bram Rzeczpospolitej.
I to pomimo tego, iż ten jowowirus pasożytuje na społeczeństwie innej cywilizacji (vide: Feliks Koneczny).

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka