.
„Wolnej, suwerennej Polski nikt w świecie, poza nami, do niczego nie potrzebuje” (prof. Jerzy Przystawa)
1 obserwujący
20 notek
3158 odsłon
80 odsłon

JOW jak z Orwella?

Wykop Skomentuj

W 2015 roku Instytut Spraw Obywatelskich (INSPO) wydał ekspertyzę dra Pawła Przewłockiego pt. „Single TransferableVote (STV) – Preferencyjna Ordynacja Wyborcza” STV. Na końcu ekspertyzy, w jej części aneksowej został umieszczony interesujący wywiad przeprowadzony przez Marcina Gerwina z Peterem Emersonem. Jego tytuł brzmi: „Okręgi jednomandatowe to pomysł jak z Orwella”.

Profesor Jerzy Przystawa zauważył, iż „Nie ma nic dziwnego ani nienaturalnego w tym, że wszystkie decyzje demokratycznie – a więc zgodnie z wolą większości – podejmowane, znajdują swoich kontestatorów” JP. Kim zatem jest Kontestator polskiego rozmówcy?

Peter Emerson to syn angielskiej katoliczki i irlandzkiego protestanta. Jest dyrektorem Instytutu de Borda, organizacji pozarządowej z Belfastu w Irlandii Północnej, która promuje wykorzystanie procedur głosowania we wszystkich spornych kwestiach wyboru społecznego. Emerson jest zwolennikiem systemu wyborczego Borda, systemu preferencyjnego, który zalecał dla społeczeństw takich, jak np. Bośnia. Pracował w kilku innych strefach konfliktu, m.in. na Bałkanach, na Kaukazie i w Afryce Wschodniej.

Dla celów niniejszych rozważań ważne jest również przytoczenie kilku danych o ojczyźnie Petera Emersona.

Otóż Irlandia Północna to kraina niewielka: 14,1 tys.km2 z 1,8 mln mieszkańcami (najmniejsze polskie województwo tj. opolskie ma 9,4 tys.km2 i 1,0 mln ludności), z czego ok. 1,2 mln stanowią osoby mające prawa wyborcze. Jako część Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, administrowana jest przez rząd brytyjski, w imieniu którego działa minister do spraw Irlandii Północnej.

Znany jest powszechnie konflikt o podłożu etniczno-politycznym rozgrywający się na obszarze Irlandii Północnej w ostatnich dziesiątkach lat XX wieku. Prawie 60 proc. ludności stanowią protestanci, a ponad 40 proc. katolicy. Z tego choćby powodu sposób wybierania przedstawicieli społeczności irlandzkiej do gremiów przedstawicielskich jest sprawą niezwykle trudną.

Jak poradzili sobie z tym problemem Anglicy, którzy w realizacji swojej misji wolnego obywatela zafundowali Zjednoczonemu Królestwu lokalne parlamenty dla 3 odrębnych nacji („nation”): Szkocji, Walii i Irlandii Północnej? Otóż północnoirlandzcy wyborcy wybierają:
1)    do Izby Gmin (650 członków): 18 deputowanych w okręgach jednomandatowych, gdzie mamy ok. 67 tys. wyborców na okrąg – wg ogólnokrajowej ordynacji FPTP. W referendum w 2011 roku ponad połowa północnoirlandzkich głosujących (56%) poparła tę ordynację;
2)    do Zgromadzenia Irlandii Północnej (lokalnego parlamentu):108 posłów, po 6 z każdego z ww. osiemnastu okręgów – wg metody STV.

Peter Emerson wyspecjalizował się w systemach wyborczych w państwach, w których występują silne konflikty, jak Bośnia i Hercegowina (3,8 mln ludności: Bośniacy 48%, Serbowie 33%, Chorwaci 15%), Lesotho (2,0 mln: protestanci 50%, katolicy 46%), Papua-Nowa Gwinea (7,3 mln: protestanci 68%, katolicy 30%, ponad 800 języków). Czy jednak wiedza północnoirlandzkiego Eksperta może być pożyteczna w rozważaniach o naprawie mechanizmu wyborczego do polskich instytucji przedstawicielskich, w tym do sejmu?

Około 30 milionów polskich wyborców to społeczność mocno homogeniczna etnicznie, religijnie czy społecznie. Daleka od zróżniczkowanych społeczeństw będących przedmiotem dociekań dyrektora Instytutu de Borga. Stąd nie należy oczekiwać jakiejś wartości dodanej w reformowaniu polskich mechanizmów wyborczych.

Polska ma naturalne warunki do stosowania u siebie rozwiązań a la JOW, nie tylko z racji prostoty jaką ze sobą niesie, ale i z tego, iż wymusza myślenie obywatelskie, wspólnotowe dalekie od zaszczepionego 70 lat temu homo sovieticus’owe. Mechanizm ten zawiera w sobie układ odpornościowy przeciwko różnym wirusom politycznym, wewnętrznym, jak i zewnętrznym – poprzez skuteczną kontrolę każdego pojedynczego wybrańca przez wybierających.

Przytoczone w tytule wywiadu porównanie systemu wyborczego JOW z Orwellem bierze się stąd, iż „Okręgi jednomandatowe oznaczają, że wyborca musi jednej z opcji powiedzieć ‘tak’, sugerując tym samym, że mówi ‘nie’ wszystkim pozostałym kandydatom czy kandydatkom. To tak, jak w Folwarku zwierzęcym – ta świnka jest dobra, a ta nie”.

Oczywiście jest to bzdura, gdyż w różnorakich życiowych wyborach zawsze zmuszeni jesteśmy we własnym interesie do podjęcia jednej decyzji najroztropniejszej. „A przecież, gdy szukamy naszej ‘drugiej połowy’, oceniamy przyjaciół, lekarza, nauczyciela, krawca, artystę, fryzjera, partnera do uprawiania sportu, adwokata, kolegę i choćby przedstawiciela narodu w parlamencie, stawiamy jakąś osobę ponad inną. Całe życie jest niekończącym się wyborem, dokonywanym dzięki naszej potentia ad utrumlibet, czyli wolnej woli: kto wybierze A, automatycznie ‘dyskryminuje’ B” *).

Mówiąc o tych sprawach winniśmy rozważyć ważną konstatację natury ogólnej: we wszelkich wyborach do gremiów publicznych poprzez procedurę wyborczą tworzony jest pewien zbiór osób – przedstawicieli zwanych pospolicie elitą. W systemie JOW mamy jej spersonalizowaną formę wybierania posiadającą ten bezsprzeczny walor nad sposobem gromadnym (proporcjonalnym), że „w personalizmie odpowiedzialność jest surowsza, gdy tymczasem odpowiedzialność zbiorowa bywa najlepszym wykrętem od wszelkiej odpowiedzialności” **).

W jednym północnoirlandzki rozmówca ma rację: „okręgi jednomandatowe są niebezpieczne w strefach konfliktów”. I to jest niekwestionowaną przez nikogo prawdą. Tylko, że Polacy do tych społeczności zantagonizowanych – jak zaznaczyłem powyżej – nie zaliczają się.

Gwoli precyzji zaznaczę, że wypowiedź Petera Emersona jest pełniejsza i została ujęta w formie klasycznego zdania warunkowego, takiego oto: „Jeżeli okręgi jednomandatowe są niebezpieczne w strefach konfliktów, to nie powinno się ich stosować gdziekolwiek. Kropka”.

Powyższe rozumowanie jest błędne. Jeżeli bowiem planeta ma strefy normalne i strefy skonfliktowane to wnioskowanie uogólniające na podstawie praw rządzących w jednej z tych stref – i to wyjątkowej – jest pospolitym naciąganiem tezy. Kończący wymienione zdanie rzeczownik „kropka” jest tylko dowodem na samozadowolenie twierdzącego.

Po przeczytaniu powyższego wywiadu daje się zauważyć, że Peter Emerson traktuje swego polskiego odbiorcę jak przedszkolaka w zakresie wiedzy o mechanizmach wyborczych, co daje mu okazję do prezentowania swojej metody de Borga. Reklamowanie nowatorskich procedur wybierania (czynnego prawa wyborczego) w Polsce, kraju w którym wszyscy obywatele pozbawieni są prawa kandydowania (biernego prawa) jest nieporozumieniem. Ta fasadowa polska demokracja, do której większość Polaków już się przyzwyczaiła – a są nawet dość prężni jej obrońcy – być może nie jest widoczna dla obcokrajowca. Nie zmienia to jednak powyższego smutnego faktu.

Powieść Orwella Folwark zwierzęcy niesie inne ważniejsze – niż podane przez Emersona – spostrzeżenie funkcjonujące w ustroju totalitarnym: „Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych”. I tak jest w III RP, gdzie nasz Profesor zabiera ekspercki głos usiłując wspomóc rodzimych „równiejszych” polityków w planowanych naprawach mechanizmu wyborczego.


*Erik von Kuehnelt-Leddihn, „Demokracja – opium dla ludu?”
**Feliks Koneczny, „O cywilizację łacińską”

Pierwodruk na stronie jow.pl z lipca 2016 roku

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka