Stephana Bandery na pewno nie zabraknie w zapowiadanym przez Zełenskiego ukraińskim Panteonie Narodowym. Być może nie znajdzie się w nim na pierwszym ani drugim miejscu, ale też nie na ostatnim. A czy w naszym panteonie znaleźlibyśmy miejsce np. dla Jeremiego Wiśniowieckiego, który z lubością nabijał na pal kozaków (z wajemnością zresztą z drugiej strony)? Czy powinniśmy umieszczać w nim Józefa Piłsudskiego, który sprzedał ukraińskich jeńców Moskwie i podpisał z Rosją traktakt pokojowy po tym jak powstrzymał planowany rajd bolszewików przez Europę w Bitwie Warszawskiej, w którym to nie zgodził się - wbrew wcześniej podpisanym umowom z Ukraińcami walczącymi u jego boku - na powstanie niezależnego ukraińskiego państwa i faktycznie podzielił sporne ziemie między Polskę a Rosję, czym dał powód do rosnącej od tamtej pory niechęci i nienawiści między naszymi narodami, którymi karmiły się później i na nich wyrosły skrajne, nacjonalistycze ruchy ukraińskie uważające Polaków za zdrajców, m.in. to, na czele ktrórego stanał kłopotliwy Stephan Bandera? Pewnie tak. Znalazłoby się w nim jeszcze więcej spornych postaci i bohaterów, z którymi Ukraińcy musieliby się pogodzić, a wszelkie próby sprzeciwu z ich strony zostałyby przez nas i naszych liderów politycznych potraktowane jeszcze ostrzej, niż mamy z tym teraz do czynienia po stronie ukraińskiej w reakcji na nasz sprzeciw wobec honorowania pamięci współautora rzezi wołyńskiej.
Jedno jest pewne: w ukraińskim panteonie nie zabraknie Stephana Bandery, a wymaganie teraz, żeby w warunkach wojennych ukraińscy żołnierze walczący w okopach dokonywali rewizji swojej historii, swoich bohaterów narodowych, których pamięć wpajano im od dzieciństwa... jest jak żądanie od biegacza, żeby w trakcie trwającego maratonu przekwalifikował się na ciężarowca. To tak jakby od nas w czasie Powstania Warszawskiego żądano rewizji naszej historii i pamięci o naszych bohaterach. Niejeden żołnierz i dowódca AK ma na rękach niewinną krew, ale jakoś nie odzieramy go z zasług, które oddał walcząc o naszą suwerenność i niepodlegość
Ukraiński prezydent i rząd działają w warunkach wojennych, w czasie pełnoskalowej agresji Rosji i to nie jest czas na rewizję swojej historii i bohaterów. W okopach walczą o przetrwanie żołnierze i podkopywanie teraz ich motywacji poprzez mieszanie im w głowach sprawami sprzed prawie wieku to działanie wręcz wrogie wobec nich, a korzystne dla naszego wspólnego wroga, któremu oni teraz dają odpór, dzięki czemu my możemy póki co spać w miarę spokojnie. Niech sobie umieszczą w tym panteonie samego diabła, byleby trzymali ruskich z dala od naszej granicy. Tamten diabeł większy i groźniejszy, bo zagraża wprost naszej niepodległości. Jak pozbędziemy się tamtego, z ukraińskim jakoś sobie poradzimy. Póki co to my wchłanialiśmy ich ziemie do nas, nie na odwrót, więc to oni raczej mieliby powody się obawiać nas.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)