wiele hałasu o nic wiele hałasu o nic
122
BLOG

Lot nad kukułczym gniazdem, czyli komentowanie polskiej sceny politycznej

wiele hałasu o nic wiele hałasu o nic Polityka Obserwuj notkę 7

Komentowanie polskiej sceny politycznej mija się z celem, którym powinno być czynienie jej bardziej zrozumiałej i racjonalnej. Jak jednak uczynić bardziej zrozumialym i racjonalnym coś nie mające z żadnym rozumem i racjonalnością zbyt wiele wspólnego, albo nic? Równie dobrze mógłym zająć się komentowaniem dyskusji i relacji między pacjentami zamkniętego zakładu psychiatrycznego z poważnymi problemami i ograniczeniami intelektualnymi. No chyba, że miałbym je opisywać właśnie pod tym kątem.

Polska scena polityczna, aktualne spory i problemy, sięgnęła dna. Fakty, logika straciły wszelkie znaczenie. W żywe oczy, z uśmiechem na ustach ludziom wmawia się, że czarne jest białe, pies to kot (wszak również ma ogon i chodzi na czterech łapach), a ci zamiast wyśmiać piewców takich teorii i wysłać do Tworek, wszczynają poważne dysputy, dzielą się na obozy i urządzają referenda, w których mamy decydować czy czarne jest białe, czy na odwrót i czy pies to kot etc.

Kryterium oceny rzeczywistości i dokonywanych wyborów przestały być fakty i ich poszukiwanie, bo zaprzeczanie im i zakłamywanie rzeczywistości zbyt długo uchodziło czyniącym to płazem. Już nie ma więc faktów, ale są fakty prasowe, ich interpretacje, a nie one same. Wyłudzenie nie jest już więc wyłudzeniem, ale ktoś mówi, że nim jest. Ktoś inny temu zaprzecza i mamy słowo przeciwko słowu. Prokuratura zebrała dowody? Dowody sfabrykowano. Zapadł wyrok? Wyrok na zlecenie polityczne. Ten "fakt" zaistnieje, do którego uda się przekonać więcej wyborców. Tak zaczyna się anarchia i kończy demokracja. U celu anarchii jest zawsze autorytaryzm, bo tam, gdzie nie ma faktów, a tylko ich interpretacje, między którymi jedynie ogłupiały wyborca może na ślepo wybierać kierując się prymitywną sympatią i antypatią, tam zarządzający tymi interpretacjami nie mogą dążyć do niczego innego.

Każda autokracja zasadza się na anarchii, bo tym jest ignorowanie prawa i instrumentalne go traktowanie, zarządzanie nie na podstawie faktów, a ich ukrywanie i manipulowanie nimi. Anarchią u podstawy był faszyzm i komunizm, od niej się zaczynał i na niej się skończył. Pomiędzy było tylko sprawianie pozorów porządku, którym było usankcjonowanie bezprawia i kłamstwa. Do tego już tylko dążymy. Jakie są szanse, że ten proces, który już trwa ponad dekadę, zostanie jakoś zatrzymany i odwrócony? Niestety nie widzę na to w tych okolicznościach szansy. Jak będziemy mieli "szczęście", wybuchnie wojna, która znowu przerwie proces faszyzacji naszego kraju. Tak jak to zrobiła w latach 30' ub.w.

Historia przerwana wówczas znowu się powtarza. Niemcy powoli wpadają w łapy skrajnych nacjonalistów i neofaszystów, a jak wpadną w nie do końca - żegnaj Unio Europejska, bo bez Niemiec nie ma UE. Gorzko wtedy Polacy zapłaczą, a najbardziej ci, którzy przez 24 godziny na dobę wieszali na niej psy i wspierali partie stojące w jednym rzędzie z tamtymi, wrogimi nam zagranicznymi ruchami. Jak ja wtedy będę się śmiał, o ile tych podłych czasów doczekam. Na pewno nie będę z tego powodu płakał. Zawołam jeszcze do naszych "sojuszników", o ile jeszcze będziemy jakichś mieli: zostawcie tych Polaków samych sobie, oni muszą dostać w dupę, bo widać nie wystarczająco jeszcze dostali, żeby uszanować to, co znowu stracili głównie na swoje własne życzenie. Czyli jak zwykle. Czy to jeszcze kiedyś odzyskają? Nie przejmujcie się tym. My lubimy być okupowani, zniewalani. Wtedy czujemy się wspólnotą. Jak nie mamy swojego państwa. Jak je mamy to szczujemy na siebie samych i robimy wszystko, żeby je stracić. My nie potrzebujemy sojuszników i ich pieniędzy na naszą armię. My potrzebujemy bata, bo bez niego nie czujemy, że żyjemy. Musimy więc go znowu poczuć. Jak go nam zbyt szybko zabierzecie, nie uszanujemy tego. To powiem do naszych "sojuszników". O ile jeszcze jakichś będziemy mieli. Szczerze wątpię.

Nasi sąsiedzi nie śpią, a my za wszelką cenę dążymy do tego, żeby ze wszystkich zrobić sobie wrogów i głosujemy na nacjonalistyczne siły wspierające rozkład europejskiej wspólnoty. Mierżą nas sojusze i unie, chociaż - czego historia również dowiodła nie raz - tylko wtedy byliśmy jeszcze jakąś siłą. Mierżą nas rządy prawa i demokracja, bo nie możemy wówczas toczyć swoich wewnętrznych wojenek o przysłowiowe dwa palce na miedzy rozkradając i dewastując przy okazji bezkarnie państwo. Jeszcze niedawno zastanawiałem się jak bardzo musimy dostać w dupę, żeby coś w końcu do nas dotarło. Już się nie zastanawiam, bo dotarło do mnie, że nie ma takiej granicy. My się nigdy nie zmienimy. Następnego wymazania z map świata już jednak nie odwrócimy nawet za tysiąc lat, tym bardziej, że nie jesteśmy narodem wybranym, wbrew swoim mesjanistycznym zapędom.

Dlatego komentowanie polskiej sceny politycznej i powoli już nie tylko polskiej mija się z celem, skoro ktoś nie jest w stanie sam do pewnych rzeczy dojść, to już nikt i nic tego nie zmieni. To tak jak z tabliczką mnożenia: można się wyników nauczyć na pamięć, ale dlaczego 8 razy 8 daje 64 każdy musi już zrozumieć sam, w przeciwnym razie skazani zostajemy na walkę z wiatrakami, bo zawsze znajdą się cwaniacy, którzy zaczną twierdzić z profesorską miną, że jest inaczej i znajdą wystarczającą ilość takich, którzy będą to powtarzać i oddadzą na kogoś takiego głos. Niestety nie da się trzech milionów ludzi zamknąć w zakładzie psychiatrycznym i dlatego rzeczywistość takich miejsc przedostała się na zewnątrz. Komentowaniem zaś problemów ludzi z takimi deficytami wiedzy i intelektu powinni co najwyżej zająć się specjaliści od zdrowia psychicznego.

Wraz z Donaldem Trumpem, który nadał wszystkiemu co głupie, mijające się z faktami i nauką, urzędowej powagi, przestał to być już tylko nasz wewnętrzny problem. Powagi naukowe zostały już dawno temu wyśmiane i zastąpione przez kanały szkolonych za publiczne pieniądze pijarowców. Cała nadzieja w AI, która rozwiąże wszystkie nasze problemy, a ostatnim, który rozwiąże, będziemy my sami. Tak czy owak, wszystko do tego zmierza. Dlatego czekam już tylko na cud. Jeden już przywrócił nas na mapy. Tylko drugi może sprawić, że się na nich utrzymamy do końca następnej dekady. I, obawiam się, że nikt za tymi krnąbrnymi i niezdolnymi do współpracy Polakami, nie zatęskni.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka