witas1972
"Wszystko będzie w porządku. Na nim oparty jest świat."
92 obserwujących
756 notek
1414k odsłon
  873   4

Niesłusznie zapomnieni bohaterowie Powstania Warszawskiego

  Ich poświęcenie i ofiara było daremne. Miało być. Temat desantu oddziałów 3.DP 1.armii WP niestety pozostaje niewyjaśniony do dziś. Najprawdopodobniej miała to być typowa sowiecka „pokazucha”, skierowana do dwóch adresatów: swojej i zachodniej opinii publicznej, ale i do żołnierzy polskich "ludowych" armii – w myśli przekazu: „pomogliśmy, zrobiliśmy wszystko co było możliwe, ale wróg w tym miejscu i czasie był silniejszy”. Również, aby położyć kres wzrastającemu i u „berlingowców” oburzeniu, że LWP i Armia Czerwona nie dopomaga walczącej Warszawie. Taki typowy sowiecki krwawy teatr.
   A przecież zamilczanie, zapominanie o tak wspaniałej postawie Polskiego żołnierza, mniejsza o to z jakiej armii, przez kogo dowodzonej, ale naprawdę godnej postawie wykazanej w polskiej stolicy i w celu wspólnym dla wszystkich Polaków i innych porządnych ludzi jest niesłuszne, niesprawiedliwe, moim zdaniem nawet podłe.
   Wspólne walki żołnierzy LWP i czerniakowskiej AK rozpoczęły się tragicznie – zginął ukochany dowódca wyborowej kompani „Rudy” porucznik Andrzej Romocki "Morro".

image
   
Następnej nocy na 16 września 1944 nastąpiła pierwsza poważna przeprawa ze wschodniej brzegu Wisły na przeciwległy brzeg Powiśla Czerniakowskiej. Do 4-ej rano zdołano wysłać łodziami 300 żołnierzy 1.batalionu pod dowództwem szefa sztabu 9.pułku majora Latyszonka.
   Tegoż ranka już pierwsze czyny heroiczne – poległ zastępca dowódcy chorąży Marian Solarski, ratując ciężko ranną łączniczkę kapitana Motyla (Zbigniew Ścibór-Rylski - o Nim później). Żołnierze 3.dywizji znaleźli się natychmiast w ciężkim boju, zanim zdążyli adoptować się do nowych, ekstremalnych warunków. Podkreślić należy, że większość nie miała żadnego doświadczenia bojowego, niedokładnie, na chybcika, po sowiecku przecie przeszkolona,  a na dodatek w większość nich była pierwszy raz w dużym mieście… (byli to rekruci ze wschodnich terenów Polski). Na bardzo wysokie straty w zabitych i rannych nie trzeba było długo czekać....

   "Na półpiętrze spotykam się z Danusią, która stoi oparta o poręcz i trzyma w ręku jakąś książkę spoglądając na mnie swymi smutnymi oczami.
- Co się stało, Danusiu?
- Nic specjalnego. Wiesz - dodaje po chwili, siląc się na uśmiech - bardzo się boję o Wandę. Wyobraź sobie, iż przed chwilą usiadła tutaj na schodach odpocząć trochę i wzięła do reki znalezioną gdzieś tę książkę. To wybór poezji Staffa. Otworzyła na chybił trafił i przeczytała tytuł wiersza - "Trupie miasto". Zamknęła, znów otworzyła i... wiersz "Cmentarz". Po chwili powtórzyła to parokrotnie i znów ytafiła na wiersze o podobnych tytułach. Opowiadając mi o tym, była bardzo przejęta i powiedziała, że przeczuwa coś niedobrego, że to dla niej zły znak. Na pewno zginie albo będzie ranna.
- Danusiu, uspokój najpierw siebie, bo sama jesteś tym najbardziej przejęta, a potem powiedz Wandzi, że niewiele czytałem Staffa, ale myślę, że to tomik o wyjątkowo żałobnej tematyce.
Danusia patrzyła na mnie bez przekonania. Ona wszystko przeżywa głębiej aniżeli my wszyscy. Często też przeżywała i za nas. W tej chwili schodzi ze schodów Tomek i Danusia powtarza mu tę samą historię z Wandzią. (...)
Od str. Zagórnej, gdzie gęsto padają strzały, zbliża się młody żołnierz z pepeszą w ręku. Podchodzi spokojnie do skraju podwórza, nie wiedząc, że znajduje się ono pod obstrzałem. Stojący oficerowie machają rękami, dając znak, aby nie przechodził tędy. Chłopiec idzie dalej nie zwracając na to najmniejszej uwagi, i podchodzi do muru. W tej chwili pada długa seria. Od Czerniakowskiej.
- Dajcie jakiś sznur, rzucimy mu i w ten sposób wyciągniemy go spod ognia! – krzyczy Śnica.
Spoglądam na dół. Pod niewielkim murem leży w kałuży krwi żołnierz. Widzę jak pociski dziurawią jego mundur. (…)
Oficerowie bezradnie patrzą na słabnącego z upływu krwi żołnierza. Ktoś rzuca granat dymny - wzmaga to natężenie niemieckiego ostrzału, Pociski kaleczą ziemię wokół rannego. Niemiecki celowniczy coraz dokładniej przenosi ogień. Los rannego zdaje się być przesądzony...
Przed grupą stojących oficerów zjawia się nagle Wandzia.
- Panie kapitanie - zwraca się do Motyla - ja podam mu tę linę.
Nie czekając na zgodę, chwyta koniec grubej liny i skacze pod mur. W pół sekundy za nią biegnie długa, świetlna seria elkaemu. To już drugi elkaem ostrzeliwuje nasze podwórze.
Porucznik Śnica, zorientowawszy się, o co chodzi, krzyczy do niej:
- Wanda, zawracaj z powrotem! Wanda, co ty robisz, przecież to pewna śmierć!...
Lecz w tej chwili Wanda szykuje się do decydującego kroku - do rannego. Stoi z zaciśniętymi ustami, oparta rękoma o mur, i czeka na dogodny moment. Wreszcie zrywa się naprzód. Długi skok do bramy, w której leży pod ogniem ranny żołnierz 3 dywizji. Już dopada rannego, jeszcze trzy metry... jeszcze tylko metr... W tej chwili na podwórzu zagrzmiały długie serie z obu naraz niemieckich elkaemów. Widzieliśmy dokładnie, jak jasne ognie wciskają się w plecy Wandzi, która wygięła się ku tyłowi i pada martwa u stóp rannego żołnierza...
Żołnierz chwycił koniec liny i po chwili sanitariuszki bandażowały jego rany.
Na podwórzu zapanował spokój. Oficerowie rozeszli się do swoich oddziałów.
W bramie wychodzącej na podwórze stało kilku kolegów, patrząc w milczeniu na garaż, pod którym  spoczywało martwe ciało Wandzi w staromiejskiej panterce.
Podchodząc do nich wyczułem na sobie czyjś wzrok. Za mną stała Danusia. Z jej jasnych, dużych oczu spływały łzy..."

(„Pamiętnik żołnierzy baonu „Zośka” – relacja „Boruty” Witolda Sikorskiego)

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura