witas1972
Wszystko będzie w porządku. Na nim oparty jest świat.
89 obserwujących
729 notek
1360k odsłon
625 odsłon

Słoń zginął po Dniu chwały największej baonu "Zośka" 22 września 1944 r.

Wykop Skomentuj3

   W nocy z 22 na 23 września 1944 zginął Słoń. Nie byle jaki Słoń, porucznik Armii Krajowej Jerzy Gawin, legenda Szarych Szeregów, uczestnik najsłynniejszego odbicia Polski Podziemnej - Akcji pod Arsenałem (zaciął mu się wtedy pistolet maszynowy, co mogło położyć cały plan, jednak w pobliżu był niezawodny „Zośka" Tadeusz Zawadzki i Sten zaczął strzelać osłaniając wybawców zmasakrowanego przez Gestapo „Rudego" Jana Bytnara). Wszystko to uwiecznił w „Kamieniach na Szaniec” A. Kamiński.
   Walczący jak żaden inny oficer (poza „Xięciem”- Andrzej Samsonowicz) we wszystkich prócz Mokotowa dzielnicach powstańczej Warszawy. Śmierć miał również niebanalną. Stanął na czele szpicy, która miała otworzyć drogę za nic nie chcącym poddać się kilkudziesięciu niedobitkom obrońców kamienicy przy ulicy Wilanowskiej 1 po 7 dobach walk o największym natężeniu i zaciętości w całej Bitwie o Warszawę ’44. Obrońcom, którzy nie doczekali się kilkanaście razy zapowiadanej i kilkanaście razy odkładanej przez sowieckie dowództwo przeprawy na Pragę. Po ostatnim dniu, w którym odparto kilkanaście wściekłych natarć niemieckich na jeden tylko dom, postanowiono przebijać się do Śródmieścia, licząc na szczęście jakie dopisało im 31 sierpnia, 3 tygodnie wcześniej.
    Porucznik Słoń objął dowództwo czoła grupy zdesperowanych, wykończonych powstańców baonu Zośka kapitana Jerzego (Ryszard Białous) i żołnierzy batalionu 3.DP LWP majora Latyszonka. W nocnych ciemnościach natknęli się na stanowiska niemieckie. Zapytani o hasło "Parole, Parole ?", Odpowiedzieli zazwyczaj skutecznym odzewem - granatami. Przygotowani i na to Niemcy zaczęli strzelać z karabinów maszynowych. Kilku żołnierzy z kapitanem Jerzym i sierżantem LWP przeskoczyło okopy i po niesamowitych perypetiach dotarło do Śródmieścia, reszta cofnęła się w panice, Słoń tam został. Na zawsze.
    Utrata doświadczonych dowódców spowodowała pęknięcie emocjonalnej granicy i reszta powstańców poddała się hitlerowcom, nie bacząc już na to bardzo prawdopodobną możliwość rozstrzelania.
 


 
Poniższy opis tego Dnia Chwały Największej batalionu Zośka i niemieckiej hańby powszechnej pomoże uświadomić co przeszli młodzi żołnierze AK zanim zdecydowali się na tę ostatnią rozpaczliwą decyzję.
 
    22 września 1944 gdy dowództwo Armii Krajowej zaczęło realnie myśleć o kapitulacji, a 1. Armia Ludowego Wojska Polskiego zaprzestała prób forsowania Wisły, czyli pomocy Powstaniu, w tym dniu opuszczone przez jednych i drugich, a nawet swego dowódcę płk. Radosława (odszedł 20 .IX z częścią oddziałów kanałami na Mokotów) resztki – niedobitki słynnego batalionu “Zośka” rozegrały swój ostatni 24-godzinny bój –najcięższą, a zapewne i najszczytniejszą walkę w całym Powstaniu Warszawskim, co patrząc na szlak bojowy tego oddziału – obrona cmentarzy wolskich do 11 sierpnia, potem niezłomna 3-tygodniowa obrona Starówki (Stawki, Getto, PWPW, Jan Boży i okolice - róg Bonifraterskiej i Konwiktorskiej), po niej nie mające porównania w dziejach wojen Przebicie się do Śródmieścia przez kilka linii obrony niemieckiej (jedyny oddział któremu to się udało, reszta przedostała się zbawczymi wtedy kanałami ), następnie osamotniona obrona odciętego m.in. przez krótkowzroczność dowództwa Czerniakowa – jest trudne do wyobrażenia i niewątpliwie budzące wielki podziw. Dodawszy do tego kilka dni wcześniej śmierć ukochanego dowódcy (Andrzej Romocki "Morro"), który wyprowadzał swoich chłopców i dziewczęta z najgorszych kabał, zdaniem płk. Radosława “najlepszy dowódca kompani” z jakim ten świetny zawodowy wojskowy przez okres 30-letniej służby miał się spotkać i zaginiecie jednego z najwartościowszych ludzi z tego wyjątkowego oddziału porucznika “Xiążę” Samsonowicza podczas zapewniania możliwości przeprawy wiślanej jednostkom Armii LWP gienerała Berlinga, całkowitą izolację od innych powstańczych dzielnic, głód i pragnienie pomimo bliskości Wisły i przychodzącej z jej drugiej strony słabej, niewystarczającej pomocy, jest to raczej niemożliwe do wyobrażenia.

   Jak napisał pułkownik Adam Borkiewicz w swym życiowym dziele "Powstanie Warszawskie" :
    "Piątek 22.09 stał się dniem klęski oddziałów polskich broniących przyczółka (czerniakowskiego), a jednocześnie dniem ich chwały".
Określenie kanclerza RFN Schroedera symbol polskiej chwały, a niemieckiej hańby idealnie pasuje do kolei obrony domu przy ulicy Wilanowskiej :

image

   Po 16 dniach samotnej, niesamowicie zaciętej obrony dzielnicy Czerniaków (nierzadko piętro, korytarz, piwnica przechodziła kilkakrotnie z rąk do rąk, by zostać zburzona, spalona lub oddana Niemcom ) w rękach polskich pozostał tylko jedna dość pokaźna kamienica, której broniło około 200 powstańców, prawie wszyscy ranni lub kontuzjowani, wszyscy głodni i potwornie zmęczeni. Przy życiu i walce utrzymywała ich tylko nadzieja na rychłą, obiecaną przez dowództwo 1.Armii LWP przeprawę na praski brzeg Wisły. W nocy z 21 na 22 września nie doczekano się jej, ale rodacy z drugiego brzegu obiecywali przeprowadzić ratunek w godzinach rannych:“Tylko wytrwajcie!”– zapewniali oficerowie LWP przez czynną jeszcze radiostację.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura