Blog
Wojciech Sumliński
Wojciech Sumlinski
Wojciech Sumlinski dziennikarz
102 obserwujących 102 notki 825604 odsłony
Wojciech Sumlinski, 11 czerwca 2016 r.

Rozmowa, której "nie było"

Sekwencja wydarzeń, oparta o akta bezprecedensowej sprawy sądowej, nazywanej przez media „aferą marszałkową” przez długi czas została zakryta przed opinią publiczną, obwarowana klauzulą najwyższej tajemnicy, a nawet tajności. Nie dopuszczono do ujawnienia i poznania podstawowych faktów, ani nawet do transmisji tak bezprecedensowego wydarzenia, jakim było przesłuchanie przed sądem pod odpowiedzialnością karną urzędującego prezydenta. Polacy mieli nigdy nie dowiedzieć się o jego roli w spisku zawiązanym na szczytach władzy, ani w ogóle o istnieniu samego spisku, a jedynie o kłamstwach, które najważniejsi ludzie w państwie, z Bronisławem Komorowskim na czele, zbudowali na kanwie tej sprawy. Tymczasem kulisy tej historii – jak żadnej innej - pokazują, czym naprawdę była III RP i ujawniają fakt, w który tak wielu przez tak wiele lat powątpiewało – fakt istnienia w Polsce mafii państwowej.

Co zatem wynika z procesowego zapisu wydarzeń? Oto fakty:

   W grudniu 2006 roku od oficerów Centralnego Biura Śledczego dowiaduję się o istnieniu Fundacji Pro Civili oraz o tym, co oficerowie CBŚ określili jako „działania osłonowe Bronisława Komorowskiego w odniesieniu do tej fundacji”. W tamtym czasie mam już świadomość, jak niebezpieczni to ludzie, proszę więc o pomoc informatora z ABW. Niechętnie, nie kryjąc obaw, obiecuje pomoc, ale pomaga niewiele, bo niedługo po naszym spotkaniu ginie w wypadku samochodowym, w niejasnych okolicznościach. Przypadek? Oficerowie CBŚ z którymi rozmawiam przekonują, by nie wierzyć w takie „przypadki”, zwłaszcza, że okoliczności wypadku budzą wątpliwości. Zaczynam obawiać się o siebie i bliskich - to ludzkie, zwłaszcza dla kogoś kto wie, z czym ma do czynienia. W tamtym czasie wydaje się, że jedyną siłą, która może mnie osłonić przed potencjalnym niebezpieczeństwem - takim czy innym - jest opinia publiczna. Konkluduję, że wiedza Polaków o Pro Civili oraz o Komorowskim być może uchroni mnie przed ewentualną cegłą spadająca na głowę w drewnianym kościele. Na przełomie 2006/2007 roku odbywam więc z marszałkiem trwającą kilkanaście minut rozmowę, na potrzeby programu śledczego „30 minut”. Komorowski opowiada obszernie i szczegółowo, jak wielką zbrodnią, w jego ocenie, była likwidacja WSI, ale już chwilę później, dopytywany o fundację żołnierzy WSI o nazwie Pro Civili, zasłania się niewiedzą i niepamięcią, by na koniec w sposób zawoalowany grozić i przerwać spotkanie.

To niezwykła rozmowa - bo według Bronisława Komorowskiego, marszałka Sejmu, a potem prezydenta Polski, tej rozmowy… nigdy nie było. Czym zatem jest jej fragment, który ocalał i kilka dni temu został wyemitowany w TVP? Czymże innym, jeśli nie dowodem na kłamliwe zeznania składane pod odpowiedzialnością karną przed prokuratorem, a potem przed sądem, przez prezydenta Polski?

To niezwykła rozmowa, bo na wiele następnych lat jej zapis znika bez śladu, zupełnie tak, jakby rzeczywiście nigdy jej nie było i nawet sąd nie może uzyskać dostępu do nagrania, bo nikt z władz TVP nie potrafi powiedzieć, co się z nim stało...

To jednak okazuje się dopiero później, w toku procesu. Tymczasem wydarzenia ze stycznia 2007 roku nabierają tempa. Bo oto zaledwie kilka dni po „rozmowie, której nie było”, w pierwszej połowie stycznia 2007 roku oficer WSI i znajomy Bronisława Komorowskiego, pułkownik Leszek Tobiasz, rozpoczyna swoją operację – wielką prowokację. Człowiek ów do stracenia ma niewiele, sporo zaś do wygrania. W tamtym bowiem czasie prokuratura garnizonowa prowadzi przeciwko niemu szereg postępowań karnych, w wyniku których grozi mu wieloletnie więzienie. Czy zbieżność dwu tych wydarzeń i dat - mojej rozmowy z Bronisławem Komorowskim i rozpoczęcia przez jego znajomego z WSI prowokacji, która ma doprowadzić do mojego aresztowania i zniszczenia Komisji weryfikującej żołnierzy WSI, to kolejny przypadek? Sporo tych przypadków, bo oto okazuje się, że w tamtym czasie - w styczniu 2007 roku, jak wykaże proces - pułkownicy wojskowych służb specjalnych, Leszek Tobiasz i Aleksander Lichocki, budują wielką pajęczynę. Ma w nią wpaść nie tylko wścibski dziennikarz, ale też członkowie Komisji Weryfikującej żołnierzy WSI i przede wszystkim jej szef, Antoni Macierewicza. Szantażując ustosunkowanego oficera wywiadu PRL, Mariana Cypla oraz poprzez usiłowanie wmieszania w brudną grę dwóch biskupów, Antoniego Pacyfika Dydycza i Sławoja Leszka Głodzia, pułkownicy szukają drogi dojścia do Komisji Weryfikacyjnej WSI i po raz pierwszy rozmawiają o mnie. Jak wykaże proces, w tym samym czasie zainteresowanie moją osobą wykazuje także Bronisław Komorowski, który rozpytuje o mnie na prawo i lewo, m.in. Krzysztofa Winiarskiego, agenta Centralnego Biura Śledczego, który kilka lat później opowie o tym szczegółowo w sądzie. Kontekst rozmów jest zawsze taki sam i sprowadza się w zasadzie do jednej tylko kwestii – czy jest coś, czym można skompromitować Sumlińskiego. Jak na gruncie logiki i zdrowego rozsądku, a przede wszystkim na gruncie prawdy, pogodzić to szczególne zainteresowanie Komorowskiego dziennikarzem, którego – jak zeznał pod odpowiedzialnością karną w prokuraturze i w sądzie -  nie znał i nigdy nie spotkał? Czy jest ktoś, kto potrafi wyjaśnić ten paradoks bez nazywania Bronisława Komorowskiego kłamcą?

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Dziękuję Panie Aleksandrze za kolejny pełen empatii wpis, który po raz kolejny pokazuje mi,...
  • No cóż, piszę o faktach - nie o stanie formalnym. Pozdrawiam - WS
  • Nigdy nie byłem niczyim cynglem. Oczywiście nie raz, nie dwa, probowano uczynić ze mnie...

Tematy w dziale