293 obserwujących
1354 notki
4275k odsłon
  6218   2

"KGB nie takich ludzi zabijało". Zdrada Czeczki i jego marny los

- Nie zakładam taryfy ulgowej. Trudno wyobrazić sobie, że Czeczko wyjdzie z tej zdrady żywy. - mówi mi kpt. rezerwy Sławomir Pitera, żołnierz 21. Brygady Strzelców Podhalańskich. Zachęcam do lektury wywiadu!

25-letni Emil Czeczko postanowił zdezerterować i przejść na białoruską stronę. Jakie - Pana zdaniem - mogły być motywacje młodego człowieka w obliczu wojny hybrydowej i powszechnej wiedzy na temat strony agresora - Białorusi i Rosji?

Taką sytuację należy rozpatrywać w szerokim aspekcie. Obecnie posiadamy jeszcze zbyt małą wiedzę, by stanowczo ocenić, co pchnęło tego młodego człowieka do podjęcia tak haniebnej decyzji. Może to być dobrowolne przejście na stronę białoruską, czyli złamanie przysięgi wojskowej, zdradę kolegów z wojska, a przede wszystkim państwa, ale może to też być wymuszone działanie pod wpływem szantażu ze strony wrogich służb lub nawet uprowadzenie. Media donoszą o tym, że członek rodziny 25-letniego dezertera ma białoruskich znajomych. 

Mowa o siostrze Czeczki, która - tak podawano nieoficjalnie - ma białoruskiego chłopaka.

A więc właśnie. Nie wiadomo, czy służby reżimu Aleksandra Łukaszenki nie zaszantażowały Emila Czeczki np. zrobieniem krzywdy rodzinie. Teoretycznie groźba mogłaby wyglądać tak, że rozkazali przekroczyć granicę, a następnie wystąpić w wywiadzie i przekazać informacje, uderzające w Polskę, by ochronić bezpieczeństwo swoich bliskich. Drugą opcją jest dezercja tylko i wyłącznie z własnej woli - czy młody żołnierz sam podjął taką decyzję? Byłoby to nie do usprawiedliwienia, nie do zrozumienia. To czyn niegodny Polaka w mundurze!

Konflikt z prawem mógł zaważyć na decyzji o opuszczeniu polskiej strony granicy? Wszystko działo się szybko. Czy można wykluczyć, że jazda Emila Czeczki po spożyciu alkoholu - na tydzień przed ucieczką - była kolejnym elementem operacji białoruskich służb, która miała na celu kompromitację polskiej armii?

Wydaje się, że jazda pod wpływem alkoholu i narkotyków stanowi zbyt małe przewinienie do podjęcia tak olbrzymiej w skutkach decyzji o zdradzie. Wschodnie służby są zdolne to wszystkiego, należą do bardzo skutecznych i znakomicie wyszkolonych w prowokacjach - co do tego nikt nie ma wątpliwości. Teorii o celowości „wpadki” żołnierza podczas podróży też nie można wykluczyć, choć - w moim przekonaniu - jest ona mało wiarygodna. Rozumiałbym jeszcze, gdyby Czeczko - za namową służb rosyjskich lub białoruskich – np. zaatakował kogoś publicznie, pobił w sklepie lub pod kościołem, żeby wywołać większy szum i skompromitować polską armię. Tak się nie stało.

Czeczko pozostawił broń na posterunku. Musiał wiedzieć, że za dezercję z bronią w ręku czekałaby go surowsza kara?

Dezercja to zawsze ucieczka. Dodatkowo zagrożona niską karą w stosunku do wagi przestępstwa, bo to zaledwie do 10 lat pozbawienia wolności. Za to przestępstwo kodeks karny powinien ostrzej „dyscyplinować” - na co najmniej 25 lat, o ile nie dożywotnio! Przecież dopuszczenie się zdrady w sytuacji wojny hybrydowej jest dodatkową okolicznością obciążającą. W czasie wojny dopuszczalna powinna być kara śmierci.

Skoro Czeczko pozostawił broń, to oznacza, że wszystko wcześniej zaplanował i nie działał pod wpływem silnych emocji.

Takie działanie na pewno jest zaplanowane, choć nie wskazują na to dotychczas ujawnione okoliczności. Wydarzenia poprzedzające dezercję nie były aż tak groźne dla Czeczki, by opuścić kraj i przedostać się na Białoruś. Chłopak musiał głębiej się zastanowić: czy warto przekreślać sobie życie i jednym ruchem całkowicie obrócić swój los do góry nogami?

Szef MON Mariusz Błaszczak postanowił odwołać przełożonych zbiega: dowódców baterii, plutonu i 2. dywizjonu w Węgorzewie. To wystarczający krok?

Zdecydowanie nie. Uściślając: to wystarczający krok personalny, ale za taką decyzją ministra obrony narodowej muszą pójść dalsze, dotyczące choćby oficerów służb specjalnych, odpowiedzialnych za kontrwywiad i zabezpieczających nasze obiekty wojskowe. Mówię o oficerach „obiektowych”. Jeśli Czeczko był szpiegiem, to powinny polecieć kolejne głowy albo - przynajmniej – powinni odpowiedzieć dyscyplinarnie.

Opozycja domaga się dymisji ministra Mariusza Błaszczaka.

Bez przesady, trudno sobie wyobrazić, by szef MON nadzorował i siedział w głowach kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy rozsianych po całej Polsce! To zakrawałoby na populizm, wręcz śmieszność. Od tego minister ma odpowiednich ludzi i służby, a jego rolą jest obecnie wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Jak to się stało, że żołnierz, wobec którego pojawiły się wcześniej zarzuty o pobicie matki, później jazdę na podwójnym gazie i pod wpływem narkotyków, mógł strzec naszej granicy? Kontrwywiad nie sprawdza wojska?

Bezpośredni przełożeni zostali odsunięci właśnie ze względu na niedopełnienie obowiązków i dopuszczenie Czeczki już po kontroli drogowej do służby na granicy. Jeżeli oficerowie mieli wiedzę o występkach 25-latka, powinni niezwłocznie odsunąć go od służby, zwłaszcza w obliczu napiętej sytuacji na granicy. Jak wiemy, tak się nie stało.

Lubię to! Skomentuj19 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka