239 obserwujących
1030 notek
1929k odsłon
  3256   0

Danse Macabre de Corpse Diplomatique

Pomysł, aby nieprzytomnego, znajdującego się  w śpiączce lub w stanie wegetatywnym (zależy których lekarzy pytać) Polaka w brytyjskim szpitalu mianować dyplomatą i wystawić mu paszport dyplomatyczny RP, był jednym z najbardziej groteskowych pomysłów dyplomacji Rzeczypospolitej.

Paszport dyplomatyczny bowiem można sobie najwyżej powiesić na ścianie w charakterze miłej sercu pamiątki, jeśli nie posiada się akredytacji wydanej przez rząd kraju, w którym pełni się misję dyplomatyczną.


Pomińmy już nawet, że przywileje dyplomatyczne przewidziane przez Konwencję Wiedeńską o stosunkach dyplomatycznych i konsularnych - nietykalność osoby, mieszkania i pojazdu dyplomaty, czyli zakaz aresztowania dyplomaty i rewizji w jego domu lub samochodzie, oraz wyłączenie od odpowiedzialności karnej przed sądami kraju akredytacji, mają się nijak do sytuacji człowieka w śpiączce lub stanie wegetatywnym (zależy których lekarzy pytać).


Właściwy urok pomysłu polskiego MSZ, który czyni polską dyplomację pośmiewiskiem każdego dyplomatycznego salonu na świecie, to przyjęcie założenia, że Polska może każdego uczynić urzędnikiem jednego z najważniejszych resortów w państwie bez jakiegokolwiek postępowania rekrutacyjnego, oraz bez jego wiedzy, zgody, a nawet świadomości tej nominacji.


Mówiąc inaczej, Polska uważa że jest w swoim suwerennym prawie mianować następnym ambasadorem RP w Londynie konia ze stadniny janowskiej imieniem Incitatus (dalekiego potomka rzymskiego czworonożnego senatora o tym samym imieniu, mianowanego przez cesarza Kaligulę), zaś Brytyjczycy zobowiązani są tą nominację przyjąć, wciągnąć JE Incitatusa na listę akredytowanych dyplomatów zagranicznych i zorganizować mu audiencję tronową z JKM Elżbietą II w celu złożenia listów uwierzytelniających.

Wszystko wywodzi się z całkowicie nieuzasadnionego przekonania Warszawy, że w jakikolwiek sposób nadal rządzi Polakami od wielu lat stale zamieszkałymi za granicą, a jej jurysdykcja administracyjna nad obywatelami faktycznie lub nominalnie polskimi rozciąga się do granic Wszechświata widocznego przez największe teleskopy.


W związku z tym RP uważa, że może kogo zechce mianować dyplomatą, albo np. nakazać mu płacenie podatku za psa w ambasadzie RP, ponieważ osobnik posiada polskie DNA czyli nasz ci jest, nasz ci jest!


Dawno nie widziałem podobnej demonstracji prymitywnego rasizmu, co w przypadku naszego śp. Rodaka w UK - nasz ci on  jest, nasz ci on jest, zakrzyknęło MSZ RP, chociaż noga naszego śp. Rodaka od wielu lat w Polsce nie postała, i brak dowodów, że miał ją zamiar jeszcze kiedykolwiek tam postawić.


W ten sam sposób, MSZ RP może mianować Wiarusa ambasadorem III RP w Australii, nie pytając o zgodę ani rządu Australii, ani samego Wiarusa, oraz nie zawiadamiając go o tym fakcie. MSZ RP wystawi Wiarusowi polski paszport dyplomatyczny, który z powodu braku w zasobach MSZ Wiarusowego adresu zamieszkania, MSZ wyśle na poste restante na poczcie głównej w Sydney. Następnie MSZ urządzi konferencje prasową, gdzie swoje działania odpowiednio nagłośni.


Następnego dnia Wiarus, całkowicie nieświadomy swojej nowej godności, zostanie wezwany do działu kadr w pracy, gdzie zakomunikują mu sucho, że zostaje zawieszony w obowiązkach do wyjaśnienia, ponieważ niezgodnie z kontraktem zataił przed pracodawcą fakt, że jest urzędnikiem obcego (tj. polskiego) państwa, oraz posiada jego ważny paszport dyplomatyczny.


Następnie Wiarus będzie odkręcał tą sytuację, najpierw  w australijskich sądach pracy, a potem w sądach powszechnych,  przez dwa lata i trzy instancje, na koszt własny.


Ludzie, czy was pogięło???














Lubię to! Skomentuj135 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka