255 obserwujących
1142 notki
2058k odsłon
  2464   18

Praktyka ***** teorię

Staroradzieckie przysłowie 'praktika jebiot teoriju' znam jeszcze z PRL i uroczo surrealnych konwersacji z przyjacielem fizykiem kwantowym, zajmującym się zjawiskami, które z punktu widzenia teorii nie mogły się zdarzyć.

Ostatnio odnajduję echa tego samego surrealizmu w wynurzeniach ekspertów-teoretyków, gotowych do intelektualnych wzlotów w stratosferę aby uzasadnić, że do granicy należy już, natychmiast, bez gadania dopuścić media antyrządowe, ponieważ ***** *** jest to podstawowe prawo człowieka, a pozbawienie aktywistów tego prawa lub jego ograniczenie jest zbrodnią przeciwko ludzkości.

Ostatnio swoje PLN 0,03 dodał do głosów ekspertów prof. Wawrzyniec Konarski, rektor niepublicznej szkoły wyższej o której nigdy przedtem nie słyszałem, posiadającej również filię w Pułtusku.

Uczelnia ta posiada prestiżowe 4 miejsce w krajowym rankingu Uczelni Niepublicznych 'Perspektywy 2021'. Nie udało mi się natomiast jej odnaleźć w QS World Ranking of Universities (universityrankings.ch), Times Higher Education World University Rankings (www.timeshighereducation.com), ani Academic Ranking of World Universities czyli rankingu szanghajskim (www.shanghairanking.com).

Rektor to były profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były profesor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, były profesor nadzwyczajny w Instytucie Studiów Międzykulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego (ISM UJ), były kierownik Zakładu Polityki Etnokulturowej ISM UJ, były wiceprezes Polskiego Towarzystwa Nauk Politycznych).

Rektor-ekspert grzmi:
https://www.salon24.pl/newsroom/1182525,ekspert-limitowanie-dostepu-dziennikarzy-na-granicy-podwaza-wiarygodnosc-intencji-rzadu


(...) Myślę, że wszelkie próby limitowania dostępu dziennikarzy na granicę, ograniczania obecności tam mediów, które są na szczęście jeszcze spluralizowane, zasługuje na krytykę. I jest ogromnym błędem ze strony rządzących. (...) Bo jeśli rząd odwołuje się do racji stanu i bezpieczeństwa, to musi mieć świadomość, że wartości te nie mogą być zawężone wyłącznie do jednej opcji politycznej. A jeśli premier apeluje do opozycji, by stworzyć wspólną płaszczyznę współpracy wobec tego zagrożenia, to zarówno on, jak i rząd, którym kieruje, musi być konsekwentny. Jak się powiedziało „a” trzeba powiedzieć „b”. To znaczy, jeśli chce się od opozycji realizowania racji stanu, to prawo do relacjonowania sytuacji na granicy nie może zostać ograniczone wyłącznie do prorządowych mediów.


Media antyrządowe, jak powszechnie wiadomo, aż przebierają nogami do realizowania racji stanu. Powiem więcej, mają swoją własną, lepszą rację stanu.

Racja stanu opozycji totalnej i związanych z nią mediów antyrządowych przewiduje obalenie przez "ulicę i zagranicę" demokratycznie wybranego rządu własnego państwa, a następnie ograniczenie lub likwidację suwerenności własnego państwa.


Podstawowa trudność we wcieleniu tej racji stanu w życie i płynąca z niej fundamentalna pretensja do rządu polegają na tym, że rząd nie chce dać się obalić.

Od zawsze sądziłem, że nie ma takich konfliktów w których chętnie dopuszcza się do rejonu działań korespondentów będących całym sercem po stronie npla, ze wszystkich sił starających się podkopać wysiłki własnego państwa i pokazać w jak najczarniejszych barwach własnych żołnierzy.

Ponieważ jednak  nie posiadam przygotowania teoretycznego nabytego na uczelni profesora Konarskiego, w skromności swojej postanowiłem poszukać opinii w tej sprawie jakiegoś eksperta-praktyka.


No i znalazłem takiego eksperta. Pan Marcin Mamoń (ur.1968), były działacz opozycji antykomunistycznej, dziś reżyser-dokumentalista i dziennikarz. Jest reżyserem niezależnym, autorem i producentem filmów dokumentalnych. Ma doświadczenie z uzyskiwania materiałów filmowych w krajach i rejonach ogarniętych konfliktami zbrojnymi, m.in. w Syrii, Iraku, Ukrainie, Czeczenii, na Kaukazie, w Afganistanie, Pakistanie, Somalii, Strefie Gazy i Kongo (DRC). Jest członkiem organizacji Reporters Without Borders oraz Frontline Freelance Register.

W 2005 r. był aresztowany w Rosji, na Kaukazie. W 2013 r. był przetrzymywany w Egipcie. W 2015 r. został porwany wraz z operatorem Tomaszem Głowackim na terenie Syrii przez Dżabhat an-Nusra (syryjska Al-kaida) i uwolniony po skomplikowanych negocjacjach.


W zgodzie z zasadą 'praktika jebiot teoriju' referencje p. Marcina Mamonia, doświadczonego korespondenta wojennego z 20-letnią praktyką w tym niebezpiecznym zawodzie, przemawiają do mnie bardziej, niż rektorskie gronostaje dr hab. Wawrzyńca Konarskiego, byłego profesora różnych uczelni.


Opinia p. Mamonia brzmi:

https://plus.dziennikpolski24.pl/chce-wiedziec-dziennikarze-na-wojnie-z-ojczyzna-felieton-marcina-mamonia/ar/c15-15910029

Od 2000 r. - II Wojny Czeczeńskiej i wkrótce tzw. Wojny z Terroryzmem - wjazd do stref konfliktu stał się ściśle reglamentowany przez główne strony konfliktów. Do Czeczenii można było legalnie dostać się tylko za specjalną zgodą rosyjskich służb (FSB) i pracować w ich asyście. Podobnie traktowali media Amerykanie podczas inwazji w Iraku w 2003 r. Bez specjalnego „przeszkolenia” żaden dziennikarz nie mógł relacjonować amerykańskich działań w Iraku. Kiedyś, po zakończeniu zdjęć, Amerykanie siłą odebrali mi wszystkie materiały, podejrzewając słusznie, że ich publikacja może zaszkodzić wizerunkowi amerykańskiej armii.

Fundamentalną różnicą między tym, co obserwujemy dzisiaj na granicy z Białorusią a innymi konfliktami, których garstka naszych dziennikarzy miała okazję doświadczyć, jest to, że tym razem mówimy o kraju, który nie wywołał konfliktu, a jedynie broni się przed agresją. Naszą naturalną reakcją powinna być solidarność z zaatakowanym, tym bardziej że chodzi o Ojczyznę - wspólnotę, z którą, w co wierzę, każdy z nas choć trochę się identyfikuje.

Tymczasem w obliczu bezprecedensowej agresji ze strony ZBIR-a (Związek Białorusi i Rosji), wrogiem nr 1 dla dziennikarzy - zaangażowanych w niszczący naszą wspólnotę wewnętrzny konflikt polityczny - jest rząd i pilnujący granic żołnierze.

Oni (żołnierze) mają bowiem „mokre sny o wojnie, by się na kimś powyżywać” - jak pisze w mediach społecznościowych jedna z dziennikarek, która stwierdza jednocześnie nie spodziewała się, że „takie tam jest gówno” (na granicy, po polskiej stronie). Żołnierzy nazywa więc "imbecylami"; i "totalnym dnem". Wszystko dlatego bo zatrzymali na 90 minut jej kolegów, zakuli ich w kajdanki i użyli wobec tych - okazuje się - wrażliwych chłopców niecenzuralnych słów. Zdjęcia ze śladami po kajdankach na przegubach ich rąk trafiły natychmiast na ekrany rosyjskich i białoruskich telewizji.

Nic dziwnego, że np. media belgijskie twierdzą dziś, że "Polacy są gorsi niż reżim Asada w Syrii", a dziennikarzy nie wpuszczają na granicę, bo muszą mieć coś do ukrycia. To akurat wie Łukaszenko. Wszczął śledztwo w sprawie ludobójstwa, którego nasi żołnierze mieli dopuścić się na migrantach przy przejściu granicznym w Kuźnicy.


  


Ceterum censeo, że na granicy polsko-białoruskiej nie ma i nie może być miejsca dla Oko Press, Krytyki Politycznej, polityka.pl, natemat.pl, Wirtualnej Polski, Gaz Wyb, Onetu, TVN24 etc.

Mogę rozważyć PAP i Polskie Radio.











Lubię to! Skomentuj80 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura