Plus ça change, plus c'est la même chose
Im bardziej coś się zmienia, tym bardziej jest tym samym
"Donald Tusk w Berlinie ponownie podniósł temat wypłat zadośćuczynień dla żyjących polskich ofiar II wojny światowej. Temat wrócił w niedawnej kampanii wyborczej, gdy Karol Nawrocki obiecał starania o ich uzyskanie. - Jeżeli nie uzyskamy szybkiej i jednoznacznej deklaracji Niemiec ws. wypłat zadośćuczynień dla żyjących polskich ofiar II wojny światowej, to rozważę decyzję o wypełnieniu tej potrzeby przez Polskę. Pospieszcie się, jeśli chcecie naprawdę wykonać ten gest - stwierdził Tusk. Chodzi o osoby, które bezpośrednio ucierpiały w wyniku działań Niemiec podczas wojny. - Jest ich w tej chwili, według szacunków fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, około 50 tys. takich osób. - Pospieszcie się, jeśli chcecie naprawdę wykonać taki gest - zwracał się do strony niemieckiej premier. - Jeśli nie uzyskamy jakiejś szybkiej i jednoznacznej deklaracji, to będę w przyszłym roku rozważał decyzję, że Polska wypełni tę potrzebę z własnych środków. Więcej o tym nie chcę już mówić."
To mokry sen każdego księgowego - im dłużej się poczeka, tym mniej trzeba będzie wypłacić. Z własnych środków, czyli z pieniędzy polskich podatników. Niemcy zabetonowały w swoim prawie wewnętrznym wyłączenie roszczeń odszkodowawczych dla ofiar wojny od dziedziczenia, nie przejmując się tym, że te kwestie reguluje prawo międzynarodowe, a nie prawo krajowe państwa agresora - Bundesrepublik jest prawnym spadkobiercą III Rzeszy, a zbrodnie wojenne w myśl prawa międzynarodowego nie przedawniają się
Co dalej po wypłacie z polskiego budżetu odszkodowań za zbrodnie niemieckie? Zwrot za benzynę lotniczą zużytą przez niemieckie bombowce nad Warszawą, czy kilometrówka za przejazd czołgów od granicy Rzeszy do linii Bugu, z odsetkami?
Polska otrzymała również z wielką pompą zwrot 0,014% zrabowanych dóbr kultury.
https://www.gov.pl/web/kultura/historyczny-dzien--nowy-etap-polsko-niemieckich-relacji-w-obszarze-restytucji-dobr-kultury
"Wiem, że była to osobista decyzja kanclerza - chwalił Tusk szefa gabinetu niemieckiego, dziękując Merzowi za zwrot dokumentów z pieczęciami Władysława Jagiełły, Kazimierza Wielkiego i Kazimierza Jagiellończyka. - Serce rośnie, że te dokumenty po wielu latach starań wracają do Polski - wspomniał, mówiąc o zagrabionych Polakom dziełach kultury."
Polska otrzymała 73 dokumenty z XIII-XV wieku dotyczące zakonu krzyżackiego i stosunków polsko-krzyżackich, zrabowane z Archiwum Głównego Akt Dawnych w czasie II wojny światowej oraz XIV-wieczną głowę gotyckiej rzeźby św. Jakuba Starszego z ok.1340 roku, skradzioną z Malborka w 1957 roku i zakupioną w Niemczech przez Germanisches Nationalmuseum w Norymberdze.
Szacuje się, że Niemcy zrabowali w Polsce około 516 000 pojedynczych dzieł sztuki, w tym obrazy, rzeźby, dzieła rzemiosła artystycznego, starodruki i rękopisy. Zwrot 73 dokumentów i jednej głowy rzeźby reprezentuje wobec tego 0,014% zrabowanych podczas wojny w Polsce dzieł sztuki.
=====================================
Donald Tusk:
"Oma Anna to był fenomen. Nigdy nie ruszyła się poza Gdańsk. Dla niej wszystko się wokół Gdańska kręciło. To był jej die ganze Welt. Do końca życia, a dożyła ponad 90 lat, mówiła wyłącznie po niemiecku, w gdańskim żargonie. Mimo że zmarła dopiero 3 lata temu, polskiego nie nauczyła się nigdy.Trochę tak jakby bojkotowała otaczającą rzeczywistość. Zakupy robiła używając łamanej polszczyzny. Bowke, obiad! - wołała mama wychyliwszy się ze strychowego okna. Bowke, kolacja! - nawoływał ojciec donośnym głosem. Przez całe dzieciństwo, kiedy biegałem po podwórku, byłem chłopakiem bowke. A kiedy narozrabiałem, byłem Pomuchelkopf (dosłownie głowa dorsza)". A jak w odwiedziny przychodziła babcia Anna, z niemiecka nazywała mnie zdrobniale Krümel - kruszynka. Tak, jakby nic się nie zmieniło i 3 Maja nadal była Nordpromenade. Mamę brało wówczas na wspomnienia. Opowiadała o Sopocie swojego dzieciństwa - o sklepach i restauracjach na Seestraße; o Blumenkorso - kwietnej defiladzie, w której uczestniczyła". Jak sięgnąć pamięcią, w rodzinie zdarzały się imiona ze smaczkiem przedwojennego Gdańska: Beatrix, Sigrid, Jürgen, Raimund. Język niemiecki znam z domu na tyle, że wychwytuję twardy dialekt gdański. Podczas rodzinnych spotkań u Tusków wśród starych i młodych panowała pełna swoboda przechodzenia z polskiego na 'gdański'. Pamiętam, że kiedy Omie Annie powiedziałem, że cała nasza rodzina to Kaszubi, znowuż obraziła się na mnie na śmierć i życie. Kaszubskość to było jak szpecące znamię. Babcia Dawidowska miała silniejsze poczucie niemieckości niż polskości. Kiedy co jakiś czas pojawiała się szansa dostania paszportu i możliwość wyjazdu na tak zwane niemieckie papiery - Oma Anna pakowała walizki. Podczas II wojny światowej zginął Artur (brat babci Anny), który był w Wehrmachcie. Babcia Anna przechowywała kondolencyjne listy wysłane przez dowódców w imieniu Kaisera i Führera po śmierci ojca i brata. Stryj Buni urodził się w 1935 roku przy Ludolf Königsweg (obecnie Legnicka). Jako chłopiec miał kłopoty z językiem polskim, bo przez całą wojnę, dzięki jakimś koneksjom rodzinnym, wychowywał się w Berlinie".
Olga Dębicka, "Fotografie z tłem. Gdańszczanie po roku 1945", wyd. słowo/obraz/terytoria 2003.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)