
Otóż, PT Rodacy, nie jesteście jedynymi na świecie hodowcami niebezpiecznych wariatów politycznych.
Wybory powszechne w ubiegłą sobotę spowodowały w Australii sytuację patową, w której żadna z dwóch głownych partii politycznych nie osiągnęła większości 76 miejsc w 150-miejscowej izbie niższej parlamentu.
Języczkiem u wagi stało się trzech posłów bezpartyjnych i jeden arbuz (tj. poseł Partii Zielonych - z zewnątrz zielony, w środku czerwony), bez których żadna z dwóch głównych partii (socjaldemokratyczna Australian Labor Party i konserwatywna Liberal Party) nie będzie mogła niczego przeprowadzić przez parlament.
Na domiar złego, partia Zielonych zdobyła dodatkowe miejsca w australijskim senacie, które dały jej taką samą rolę języczka u wagi w izbie wyższej.
Krótkie sprawdzenie programu Zielonych pozwala szybko ustalić, że zielona skóra eko-aktywistów jest na tych arbuzach raczej cienka. Zieloni mianowicie pragną:
* Wprowadzić przedmiot 'kształcenie dla pokoju' w szkołach i na uniwersytetach;
* Zamknąć jedyny w kraju reaktor atomowy (jedyne w Australii źródło izotopow medycznych, których nie da się importować z powodu zbyt krótkiego okresu półrozpadu), bo reaktory są złe dla planety.
* Zakazać poszukiwań, eksploatacji i eksportu uranu (Australia ma 40% światowych rezerw uranu, na jego wydobyciu wisi kilkanaście tysięcy miejsc pracy plus potężny dochód z eksportu), bo energia atomowa jest zła dla planety.
* Wycofać się z paktu wojskowego ANZUS (Australia, Nowa Zelandia, USA), podstawowej wojskowej gwarancji bezpieczeństwa kraju.
* Zezwolić indywidualnym żołnierzom całkowicie zawodowych australijskich sił zbrojnych na branie lub niebranie udziału w poszczególnych operacjach wojskowych, wedle własnego uznania każdego szeregowca (koncept znany jako 'wojsko a la carte').
* Zakazać armiom sojuszniczym udziału w ćwiczeniach w Australii.
* Zredukować budżet wojskowy (siły zbrojne strzegące kontynentu jak Europa od Lizbony do Uralu mają zaledwie około 55 000 żołnierzy, rezerwy 23 000.)
* Zakazać zawijania do australijskich portów okrętom wojennym o napedzie atomowym lub z bronią jądrową na pokładzie (takie posunięcie zakończyłoby z dnia na dzień prawie 70-letni sojusz wojskowy pomiedzy Australią a USA).
* Podnieść natychmiast pomoc gospodarczą dla krajow niedorozwiniętych Trzeciego Świata do 0,7% dochodu narodowego, bez względu na względy budżetowe (obecnie pomału myśli się o jej podniesieniu do 0,5% do 2015 roku)
I co teraz będzie? Jednostronne rozbrojenie i Australijska Republika Radziecka? Nie bójta żaby.
Po prostu nowy rząd mniejszościowy, kto by go nie utworzył metodą łechtania odpowiednich narządów Zielonych, nie przetrwa pół roku. I znowu, cholera, bedą przedterminowe wybory. Każdorazowe przeprowadzenie wyborów federalnych kosztuje tutaj ca. 170 milionów dolarów…
No nic, znowu trzeba będzie sprzedać trochę więcej uranu (i węgla, rudy żelaza, boksytów, diamentów, złota, srebra, miedzi, cynku, ołowiu, niklu, tytanu, cyrkonu, kobaltu, tantalu i innych rzeczy, które na szczęście można z tej ziemi bez większego kłopotu wykopać).
Lepiej wam już?


Komentarze
Pokaż komentarze (20)