Wydawnictwo Fronda Wydawnictwo Fronda
36
BLOG

45 tysięcy cudów i nikt nie chciał w to uwierzyć — kim naprawdę jest ten zakonnik z Libanu

Wydawnictwo Fronda Wydawnictwo Fronda Kultura Obserwuj notkę 0

Lekarze rozkładali ręce. Dokumentacja medyczna nie pozostawiała wątpliwości — choroba była nieuleczalna, rokowania zerowe. A potem wydarzyło się coś, czego żaden protokół kliniczny nie potrafi wyjaśnić. Pacjent wyzdrowiał. Całkowicie. W sposób, który medycyna kwalifikuje jednym słowem: niemożliwy. I to nie raz, nie sto razy — ale ponad 45 tysięcy razy od 1898 roku.


Cichy zakonnik z libańskich gór, który nigdy nie szukał rozgłosu, który całe życie spędził na modlitwie i surowej ascezie, stał się po śmierci kimś, o kim mówi się w szpitalach, gabinetach lekarskich i domach na wszystkich kontynentach. Święty Szarbel Makhlouf — bo o nim mowa — jest dziś uznawany za największego cudotwórcę naszych czasów. Nie według dewocyjnych broszurek. Według oficjalnie zweryfikowanych, medycznie potwierdzonych danych.


Skala zjawiska jest tak wielka, że trudno ją ogarnąć. 45 tysięcy oficjalnych przypadków to liczba, która przechodzi przez procedury weryfikacyjne w sanktuarium w Annai — miejscu pochówku świętego w libańskich górach. Każda historia musi przejść przez sito weryfikacji: dokumentacja medyczna, zeznania świadków, analiza okoliczności. Ojciec Louis Matar, archiwista sanktuarium, każdego roku przyjmuje kolejne setki świadectw z całego świata. I każdego roku część z nich nie daje się wytłumaczyć żadną kategorią współczesnej nauki.


Ale jest coś, o czym statystyki milczą. Nikt bowiem nie zlicza nawróceń, które dokonały się przy grobie świętego. Nikt nie prowadzi rejestru małżeństw, które stały na krawędzi rozpadu i zostały ocalone. Nikt nie liczy dzieci, które przyszły na świat po latach bezskutecznych starań — wymodlonych, jak mówią rodzice, właśnie u Szarbela. Te cuda są równie realne, choć nie mieszczą się w żadnej rubryce protokołu medycznego.


Książkę „Światowe cuda świętego Szarbela” Andrzeja Sochala → Zamów teraz.


Kim był człowiek, który to wszystko zapoczątkował? Józef Makhlouf — bo takie było jego świeckie imię — urodził się w 1828 roku w Beka-Kafra, niewielkiej wiosce w libańskim masywie górskim. W wieku dwudziestu trzech lat wstąpił do zakonu maronickiego, przyjmując imię Szarbel. Przez kolejne dekady żył w klasztorze, potem przez dwadzieścia trzy lata — w pustelni. Modlitwa, post, milczenie. Nic, co mogłoby trafić na pierwsze strony gazet. Nic spektakularnego.


A jednak już za życia krążyły o nim niezwykłe opowieści. Umarł w Wigilię Bożego Narodzenia 1898 roku — podczas odprawiania Mszy świętej, przy słowach konsekracji. I tu zaczyna się historia, która do dziś nie daje spokoju badaczom i teologom. Przez czterdzieści pięć nocy po pogrzebie z jego grobu emanowało tajemnicze światło. Ekshumacje ujawniały, że ciało nie ulega rozkładowi. Świadkowie mówili o zapachu kwiatów unoszącym się w miejscu pochówku.


Weryfikacja tych zjawisk trwała przez dziesięciolecia. Kościół — z natury ostrożny wobec podobnych doniesień — potrzebował czasu. Beatyfikacja nastąpiła dopiero w 1965 roku, kanonizacja w 1977. Ale przez te wszystkie lata cuda nie czekały na kościelne pieczęcie. Przychodziły ludzie z całego świata. Z Europy, z obu Ameryk, z Afryki, z Azji. Z diagnozami onkologicznymi, neurologicznymi, ortopedycznymi. Z chorobami, wobec których medycyna bezradnie milczała.


I wracali. Zdrowi. Albo z czymś, co ich zdrowie poprzedzało — z poczuciem obecności, które opisują niemal identycznie, niezależnie od języka, kultury i kontynetu: „Poczułem, że ktoś mnie dotknął. Że coś się zmieniło. Że to nie mogło być przypadkowe.”


Książkę „Światowe cuda świętego Szarbela” Andrzeja Sochala → Zamów teraz.


Andrzej Sochal, dziennikarz i autor, który od lat bada i dokumentuje świadectwa związane z kultem świętego Szarbela, dotarł do źródeł w sposób, który nie jest oczywisty dla postronnego obserwatora. Przeprowadził wywiad bezpośrednio z ojcem Louisem Matarem — człowiekiem, który w sanktuarium w Annai pełni funkcję swoistego „strażnika pamięci”. To on przyjmuje świadectwa, weryfikuje je, archiwizuje. To on wie, co zostało odrzucone jako niewystarczająco udokumentowane, a co przeszło przez wszystkie filtry i znalazło się w oficjalnym rejestrze.


Ojciec Louis opowiada o przypadkach, które nawet po latach nie przestają go zdumiewać. O operacjach, które — według relacji chorych i ich rodzin — zostały dokonane „w sposób mistyczny”, bez skalpela, bez sali operacyjnej, bez chirurga. O stanach zapalnych, które ustępowały w ciągu jednej nocy po modlitwie przy grobie. O nowotworach, które znikały z obrazów diagnostycznych między jednym badaniem a następnym.


Czy to możliwe, żeby ktoś to wszystko dokumentował przez ponad sto dwadzieścia lat i żebyśmy o tym tak mało wiedzieli? A jednak — kult świętego Szarbela poza Libanem i środowiskami maronickimi wciąż pozostaje zjawiskiem stosunkowo niszowym. Zwłaszcza w Polsce, gdzie świadomość o jego istnieniu rośnie dopiero od kilku lat, między innymi za sprawą wcześniejszych publikacji Sochala, które stały się bestsellerami.


Nowy tom idzie jednak dalej — poza polskie granice. Zbiera świadectwa z różnych zakątków świata, pokazując, że fenomen świętego Szarbela nie jest lokalną dewocją ani regionalnym folklorem. To zjawisko o zasięgu globalnym, które dzieje się tu i teraz, w epoce tomografów komputerowych i sekwencjonowania genomu.


image


Książkę „Światowe cuda świętego Szarbela” Andrzeja Sochala → Zamów teraz.


Osobny rozdział poświęcony jest wydarzeniu, które samo w sobie nosi znamiona historycznego przełomu: wizycie apostolskiej papieża Leona XIV w Libanie i przy grobie świętego Szarbela. Liban — kraj od lat targany kryzysami politycznymi, ekonomicznymi i militarnymi — przyjął papieża jako znak czegoś więcej niż dyplomatycznej kurtuazji. Świadkowie tego wydarzenia, których zebrał ks. Sochal, mówią o atmosferze, której nie potrafią opisać słowami. O poczuciu, że coś się w tym miejscu zamknęło i otworzyło jednocześnie. Że ta wizyta była ważna nie tylko dla Libańczyków, nie tylko dla chrześcijan Bliskiego Wschodu — ale dla całego regionu naznaczonego dekadami bólu.


I tu wracamy do pytania, które po lekturze tych świadectw staje się nieuchronne: dlaczego właśnie on? Co sprawiło, że skromny pustelnik z górzystej wioski w Libanie — człowiek, który nie napisał żadnej teologii, nie prowadził żadnej misji, nie zostawił po sobie żadnej nauki poza przykładem życia w ciszy i modlitwie — stał się po śmierci centralnym punktem odniesienia dla setek tysięcy ludzi na całym świecie?


Może właśnie dlatego, że nie próbował nic udowodnić. Że żył tak, jakby jedyną sprawą wartą całkowitego poświęcenia był Bóg. I że ta dysproporcja między skromnością życia a skalą tego, co dzieje się po śmierci, jest właśnie tym, czego racjonalny umysł nie potrafi zamknąć w żadnej kategorii.


45 tysięcy potwierdzonych przypadków. Archiwum, które rośnie każdego roku. Ludzie, którzy przyjeżdżają do Annai z całego świata i wracają z czymś, czego nie umieją nazwać — albo właśnie z tym, co od lat nazywali niemożliwym.


Czy te liczby w końcu zmuszą naukę do zadania pytania, którego dotąd unikała?



Od debiutu w 1994 roku aż po dzień dzisiejszy wydawnictwo Fronda wydaje awangardowy kwartalnik oraz nietuzinkowe książki w trzech głównych kategoriach: – publicystyka konserwatywno–prawicowa, – książki historyczne odkłamujące historię Polski i świata, – literatura katolicka podawana w nowatorskiej formie. Czytelnicy doceniają publikacje wydawnictwa Fronda za niezaprzeczalną wartość merytoryczną oraz wyrazistość. Nie byłoby to możliwe bez znakomitych autorów, takich jak: Gilbert Keith Chesterton, Szymon Nowak, Sławomir Cenckiewicz, Tadeusz Płużański, Dorota Kania, Jerzy Targalski, Maciej Marosz, Piotr Gontarczyk. Z roku na rok wydawnictwo bardzo prężnie się rozwija i z małej oficyny, oferującej swoim odbiorcom wartościowe, aczkolwiek niszowe publikacje, stało się przedsiębiorstwem z ogromnym potencjałem, wydającym także bestsellery, takie jak: „Dziewczyny Wyklęte” Szymona Nowaka czy seria „Resortowe dzieci”. Fronda (w starofrancuskim proca) jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na polskim rynku wydawniczym. Obecnie, oprócz książek i kwartalnika Fronda Lux wydawanych przez FRONDA PL Sp. z o.o., funkcjonuje całkowicie niezależny, prowadzony przez inną firmę portal Fronda.pl.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura