Ars Longa Vita Brevis
Krótko (albo i nie) o rzeczach ważnych i nieważnych
14 obserwujących
40 notek
65k odsłon
  3390   4

Bezwstydny pułk - natarcie (cz.1)

09 05 2022 Warszawa / fot Krzysztof Hoffmann / YanH.pl
09 05 2022 Warszawa / fot Krzysztof Hoffmann / YanH.pl

image

Teraz zaś te nocne i nieustraszone wołki znów grasują przy granicy z Polską, odgrażając się, że tak czy siak tu wjadą. Bowiem misją ich i przeznaczeniem jest niesienie światła żywym i nadziei zmarłym. Tak, nie pomyliłem się - nadziei zmarłym, oczywiście swoim. Tym, co leżą w brackich, nadgryzionych zębem czasu grobach i tym, którzy zalegają tysiącami w ukraińskich domach pogrzebowych, chłodniach stacjonarnych i mobilnych, pakach ciężarówek i w kostnicach. Nikt się do nich nie przyznaje lecz bezwstydny pułk Chirurga ma to za nic. Tam gdzie rozum milczy, odzywają się upiory i motocykliści.

O Chirurgu będzie trochę później.


***

Coraz głośniej bowiem słychać ryk silników lecz to nie harleye jeszcze a bohater poprzedniego tekstu, a więc Siergiej Wadimowicz, jedzie przez Warszawę. Miasto odmówiło mu obstawy i ochrony zatem Jego Ekscelencja sunie przez stolicę tak jak najzwyklejszy jej mieszkaniec, stojąc w korkach i czekając pod światłami. Nie ma tutaj "bystrej smugi" ani milicjantów na motorach na początku i na końcu tej kolumny wstydu. Często za to jest czerwone a mijani Warszawiacy Dwojga (i nie tylko) Nacji prezentują chętnie i w niewymuszony sposób swój środkowy palec, czasem nawet oba. Nie odrobił lekcji Siergiej Wadimowicz, nic przez weekend nie dotarło mu do głowy. Albo i dotarło i odrobił lekcje ale tak być miało i to nie bezmyślny upór a realizacja planu, która jak na razie idzie znakomicie. Warto nieco poukładać fakty:

     Czwartek, 5 maja. Po Warszawie rozpoczyna krążyć plotka. 9 maja, w ruski dzień zwycięstwa, coś się będzie grubo działo. Może coś wybuchnie, może gdzieś się zacznie mordobicie, może jakaś wyjątkowo wstrętna prowokacja wyprowadzi na ulice żądnych krwi kiboli Legii, którzy tak jak przed dekadą na Poniatoszczaku wezmą w dłonie kije i kamienie i wyruszą na ulice by wysyłać napotkanych Rosjan tam gdzie paszoł ich wojenny korabl. Miasto jak na razie milczy, milczy Ministerstwo Zagranicy a nieliczni politycy jacy zabierają głos w tej sprawie, mówią wyjątkowo cicho jak na siebie.

     Piątek, 6 maja. Chwilę przed południem rusza w eter oficjalna wrzutka z Belwederskiej, która bezczelnością, ostentacją i zerową wrażliwością razi nawet wielu rusofilów choć za cara czy Lenina nigdy nie powiedzą tego głośno. Siergiej Wadimowicz informuje, że w najbliższy poniedziałek na cmentarzu w Parku Sztywnych będzie miała miejsce huczna uroczystość ku pamięci Bohaterów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej a po mieście przejdzie nieśmiertelny pułk tak, jak ten w Moskwie. A więc trąby i fanfary, uniesione pięści i powiewające grigoriwki a nad wszystkim las gierojów w kartonowych formach. Jednocześnie ambasador żąda wsparcia z Ministerstwa przy organizacji happeningu zaś od miasta wyłączenia ulic, zatrzymania ruchu ulicznego, ustawienia metalowych barier, przede wszystkim zaś Policji i aniołów stróżów z bezpieczeństwa. Informacja błyskawicznie trafia na "jedynki" wszystkich mediów i zaczyna się kołowrót. I o dziwo wszyscy mówią w miarę jednym głosem. To "No Pasaran!" z Ratusza i od Prezydenta Trzaskowskiego osobiście, idzie w miasto jak śniegowa kula. Znów na płotach, ścianach i śmietnikach pojawiają się kolejne mazy, z których "Putin chujło" bez wątpienia jest najuprzejmiejsze. Presja z biegiem godzin rośnie, zaś Trzaskowski jako obywatel miasta i prezydent staje po właściwej stronie, jednoznacznie deklarując jakikolwiek brak współpracy przy tym żenującym happeningu, nie wydając na organizację zgody, dodatkowo naciskając Ministerstwo na odpowiedź w takim samym tonie. Facebook, Twitter i Instagram toną pod memami i zwykłymi wyzwiskami a na miejskich telebimach wyświetlają się niebiesko - żółte barwy wojny. Atmosfera nieco uspokaja się w sobotę, kiedy Siergiej Wadimowicz z żalem informuje, że zamyka temat. Ale tylko trochę - jednak wielu to wystarcza by odtrąbić sukces. Żaden pułk nie będzie nam się snuł po mieście. "Wygraliśmy" - krzyczą polskie fora, "Putin chujło" - krzyczą ukraińskie, a z rusnetu leje się półpłynne łajno w polską stronę. Przy granicy, po kaliningradzkiej stronie, miota się odziany w skóry i wojenne emblematy Chirurg, rycząc imperialistycznym motocyklem Гарлей na komunistyczno - narodowej, betonowej szosie E28 od granicy polskiej do Kaliningradu. Żali się agencji Ria Nowosti, że Polacy to niewdzięczne, faszystowskie mendy - nie dość, że sikają na pomniki bohaterów to na wskroś turystycznego rajdu, ot - wycieczki miłujących pokój Rosjan - nie chcą wpuścić do swojego quasi-państwa. Widzisz, towarzyszu i obywatelu Chirurg. My nie chcemy tutaj słyszeć i oglądać tych "turystów" bo zbyt wiele razy ich oglądaliśmy, od Iwanów i Dymitrów po Leninów i Breżniewów - nigdy z tych wycieczek nic dobrego nie wynikło. Żeby wspomnieć tylko all inclusive z dnia siedemnastego września trzydziestego dziewiątego. Chirurg jednak miota się z wściekłością, macha w ruskiej telewizji piąchą, obiecując że i tak przejedzie. A Warszawa wzdycha z ulgą i radością, wreszcie mogąc skupić się na grillu i majowym słońcu. Moim i nie tylko moim zdaniem, które ponad dobę później się potwierdza, bezpodstawnie i przedwcześnie.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka