2 obserwujących
28 notek
12k odsłon
  85   0

O energetyce na językach, czyli wiedzieć co się mówi.

Ostatni tydzień przyniósł kolejny odcinek polsko-czeskich negocjacji nt Turowa oraz niemałą ilość wypowiedzi dotyczących perspektyw polskiego gazownictwa.
W obu obszarach faktycznie nic się ważnego nie wydarzyło, ale warto odnieść się do kilku wydarzeń medialnych.
W zakresie Turowa za najciekawsze wydarzenie uznałbym „szarżę” jednego z członków zarządu zaangażowanej spółki energetycznej z dnia 17 stycznia.
Otóż właśnie tej pani media przypisują wydobycie na światło dzienne "koronnego" argumentu na rzecz odstąpienia Czech od oskarżania nas w sprawie Turowa przed europejskim trybunałem. Tym taranem, którym miał „pozamiatać” było upublicznienie w przeddzień spotkania ministerialnego w Warszawie informacji, że Czesi dopuścili do eksploatacji jedną kopalnię węgla kamiennego bez naszej zgody.
Pewnie osoba ogłaszająca tą rewelację już widziała siebie w blasku fleszy „na ściance”.
Widać, że była zupełnie nie świadoma, że o ile czasem takie argumenty jak o czeskiej kopalni mogłyby zadziałać to jednak na pewno nie w sytuacji ich nagłaśniania przez spółkę „w sporze”.
I nie zadziałało, a Premier Czech wskazał na jeszcze kilka poważnych kwestii do ustalenia.
Panie zachowaj nas od przyjaciół …
A w kontekście tej historii o blitzkriegu polskiej prezes powraca konstatacja nt naszego niedawnego ambasadora w Czechach.
Na pierwszy rzut oka całkowity brak profesjonalizmu i chlapanie jęzorem, gdzie nie potrzeba.
Ale z drugiej strony , jeśli natknął się na kwiatki w postaci wypowiedzi a’ la Pani Prezes to też „krew mogła go zalać” …i się w niemieckim medium „wylała”
A z gazem to poszło trochę inaczej…
Wśród dyskusji o celowości budowy nowej infrastruktury importowej i zagrożeniu cenowym pojawiły się też dywagacje nt brakach w podaży gazu dla polski po wygaśnięciu kontraktu „jamalskiego”.
W kontekście tych wypowiedzi, których autorzy zdawali się mieć nie lada radość z wieszczenia prawdziwego krajowego kryzysu gazowego następnej zimy, pojawiły się informacje z konferencji Prezesa PGNiG w PAP.
Na pytanie o perspektywy zaspokojenie popytu w roku 2023 pan Prezes wskazał na Baltic Pipe i Gazoport. W domyśle pozostało zapewne wydobycie krajowe.
Tak, czy inaczej pokazane liczby nie zapewniają pokrycia popytu krajowego. I o to dziennikarze już nie dopytywali. Pytań zabrakło, ale wywiad Prezesa zamiast uspokojenia przyniósł tylko dodatkowe wątpliwości.
Gazu nie zabraknie bo …?
W tym kontekście warto wspomnieć wcześniejsze wypowiedzi byłego premiera Pawlaka i pana o nazwisku, bodajże, Winter promujące nowy kontrakt jamalski jako alternatywę wykluczającą dla Gazoportu i Baltic Pipe.
Wypowiedzi te odegrały skutecznie skutecznie funkcję „walenia w pręty klatki”.
Pojawiły się kategoryczne zapewnienia, że ani jednej molekuły w kontrakcie wieloletnim ze wschodu nie wpuścimy! Być może coś rewersem z giełdy niemieckiej. Oczywiście bez specjalnego wyjaśnienia czym taka molekuła wieloletnia ( z Jamału?) gorsza od zakupionej na spocie (z rurociągu Nord Stream?).
Niezależnie od przyczyn słowo się rzekło (chlapnęło?). Czy opcja uzupełniającego kontraktu wieloletniego została w ten sposób kategorycznie wykluczona?
Pewnie nie, ale będzie trudniej. Dla nas !
Pani Prezes coś powiedziała, Pan Prezes czegoś nie dopowiedział (?).
Czytając wypowiedzi ich i wypowiedzi im podobne człowiek miota się między depresją i wściekłością.
Pomiędzy depresją i wściekłością bo to nie ostatnie lat siedem jak chcieliby niektórzy. To nie jest także lat 15 lub 17. To tak „od zawsze”.
Nie stać nas na profesjonalizm?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale