1635 to jest jedno z największych "okien możliwości" Rzeczypospolitej, które przepadło.
Po Lützen w 1632 ginie Gustaw II Adolf, po Nördlingen 6 września 1634 armia szwedzka w Rzeszy praktycznie przestaje istnieć. Została tylko armia Banera obozująca w Leitmeritz w Czechach, która się rozpada. Na tron wchodzi 6-letnia Krystyna, rządzi kanclerz Axel Oxenstierna. A 30 maja 1635 pokój praski wzmacnia Habsburgów i osłabia protestanckich książąt niemieckich - Szwecja nagle jest sama przeciwko całemu obozowi cesarskiemu.
Po naszej stronie jest dokładnie odwrotnie. Władysław IV jest świeżo po zwycięstwie smoleńskim 1634, ma zreformowaną artylerię, 20-25 tys. zaciężnego wojska plus Kozaków. Sejm uchwalił podatki na wojnę. I co robią obie strony? Idą do Sztumskiej Wsi.
Dlaczego w ogóle negocjowano, skoro można było bić?
Bo nikt w Europie nie chciał naszej wojny, poza nami.
1. Francja. Richelieu w 1634 faktycznie wstrzymał subsydia dla Szwecji po Nördlingen. Ale w kwietniu 1635 w Compiègne je wznowił - 1 mln livres rocznie - i 19 maja wypowiedział wojnę Hiszpanii. Potrzebował Szwecji w Rzeszy za wszelką cenę. Dlatego Francja mediowała 20-letni rozejm między Szwecją a Polską 12 września 1635. Gdybyśmy zaatakowali, Francja musiałaby ratować Szwecję pieniędzmi i flotą. 2. Anglia i Holandia. One żyły z polskiego zboża. Cła szwedzkie w Piławie, Elblągu i Kłajpedzie nałożone rozejmem w Altmarku uderzały w ich kieszeń, ale wojna blokująca Gdańsk uderzałaby jeszcze bardziej. Grozili interwencją morską. 3. Szlachta i magnateria. Pamiętała wojnę 1626-1629. Altmark był upokarzający, ale wojna też. Hasło było: odzyskać Prusy, odpuścić Inflanty. Koroniarze godzili się na odstąpienie Inflant w zamian za Prusy, Litwini odwrotnie. Nikt nie chciał finansować dwóch frontów, bo na południu wisiała Turcja i Tatarzy budziaccy. 4. Sama Rzeczpospolita. Dla zabezpieczenia interesów skierowała jednak na Pomorze i Inflanty dość znaczną, opromienioną sukcesami armię. Czyli Władysław blefował - pokazał szablę przy stole.
Efekt znamy: 12 września 1635 rozejm na 26,5 roku. Szwedzi zwrócili zdobycze w Prusach, w Inflantach zachowano status quo z Altmarku, cła zniesiono. Historycy słusznie piszą, że po śmierci Gustawa Adolfa Szwedom zaczęło się wieść gorzej, dzięki czemu udało się anulować większość niekorzystnych punktów z Altmarku.
Co gdyby Władysław uderzył zamiast negocjować?
Miał dwa kierunki i oba były do wygrania militarnie.
Wariant 1: Uderzenie na Prusy Książęce i Królewskie.
Tam stało ok. 7-10 tys. Szwedów Hermana Wrangla, rozrzuconych w załogach Piławy, Memla, Elbląga, Malborka. Bez floty, bez zaopatrzenia z zimą na karku. Polskie wojsko po reformach Władysława miało przewagę w piechocie ogniowej, kozakach i artylerii. Piława i Elbląg padłyby w 2-3 miesiące. Najważniejsze - odzyskalibyśmy cła bez negocjacji.
Problem polityczny: Prusy Książęce to lenno Jerzego Wilhelma Hohenzollerna. Gdybyśmy weszli tam z armią, elektor brandenburski musiałby wybrać - albo wojna z nami, albo zerwanie ze Szwecją. Prawdopodobnie wybrałby nas, ale za cenę potwierdzenia lenna i może ustępstw.
Wariant 2: Uderzenie na Inflanty.
To marzenie Litwy. Ryga od 1621 szwedzka. Garnizony słabe, teren bagnisty. Litwini z Radziwiłłami mogliby wziąć Dyneburg i Mitawę. Ale utrzymanie Rygi bez floty byłoby koszmarem logistycznym. I to mniej bolałoby Szwecję niż utrata ceł pruskich.
Najlepszy był wariant mieszany, który planował Koniecpolski: korpus koronny na Piławę, korpus litewski na Rygę. Szwecja nie mogła wysłać Banera z Czech - był związany przez cesarskich.
Militarny wynik w 1635-36: prawie pewny sukces. Oxenstierna nie miał czym walczyć. Musiałby podpisać pokój oddający wszystko co zabrał Gustaw Adolf w Prusach, a może i część Inflant - np. Mitawę i zachodnią Kurlandię.
Co dalej? Efekt domina, którego bali się mediatorzy
I tu zaczyna się prawdziwa historia alternatywna.
1. Szwecja bankrutuje wcześniej. Cła pruskie to było 2/3 budżetu wojennego Szwecji w latach 1629-1635. Bez nich i bez Piławy nie ma pieniędzy na armię w Niemczech. Francja musi dopłacać jeszcze więcej, albo Szwecja wychodzi z wojny 30-letniej już w 1636. Pokój westfalski w 1648 byłby zupełnie inny - bez szwedzkiego Pomorza Zachodniego, bez Bremy i Verden. Habsburg wygrywa więcej. 2. Nie ma Potopu w 1655. To jest kluczowe. Cała szwedzka inwazja 1655 opierała się na bazach w Prusach i Inflantach, na znajomości terenu i na flocie. Gdybyśmy wyrzucili Szwedów w 1635 i trzymali Piławę z flotą Władysława, Karol X Gustaw nie miałby skąd uderzyć. Nie ma najtragiczniejszej wojny XVII wieku. Rzeczpospolita wchodzi w wojnę z Rosją 1654-67 z całym potencjałem, a nie z ruiną. 3. Ale jest cena. Wyczerpujemy skarb. Sejm z 1635 uchwalił podatki na pół roku, nie na 3-letnią wojnę. Kozacy zaporoscy, użyci w Prusach, wracają bez zapłaty i buntują się wcześniej niż w 1648. Na południu Turcja - Murad IV w 1635 kończy wojnę z Persją i ma wolne ręce. Tatarzy budziaccy mogliby najechać Podole, gdy nasze wojsko jest pod Rygą. Władysław, zamiast budować flotę i twierdze, topi pieniądze w garnizonach w Inflantach.
W skrócie: krótkoterminowo - spektakularne zwycięstwo. Długoterminowo - Rzeczpospolita staje się strażnikiem Bałtyku zamiast Szwecji, ale musi na stałe utrzymywać armię zaciężną i flotę, co szlachta znienawidzi jeszcze bardziej niż reformy Władysława.
Historycy jak Wisner i Wimmer oceniają Sztumską Wieś jako "zwycięstwo przy zielonym stoliku" właśnie dlatego, że udało się odzyskać to, co najważniejsze - Prusy i cła - bez ryzyka wojny z Turcją i bez zadłużania państwa.
Gdyby Władysław uderzył, to byłaby decyzja w stylu Gustawa Adolfa: wszystko albo nic. Prawdopodobnie wygrałby wojnę 1635-1637, odzyskałby całe Prusy i może Rygę, i zapobiegłby Potopowi 20 lat później. Ale zapłaciłby za to utratą szans na reformę wewnętrzną - a bez reformy i tak nie utrzymałby tych zdobyczy do 1648 roku.
Okno było otwarte może 12 miesięcy. Potem Francja znów zaczęła płacić Szwedom i Baner odbudował armię.




Komentarze
Pokaż komentarze