80 obserwujących
1287 notek
974k odsłony
7364 odsłony

Czas skończyć z przeżytkiem, jakim jest małżeństwo

Wykop Skomentuj269

image


Dlaczego właściwie ludzie nie mogą żyć jak chcą? Dlaczego w ogóle zastanawiamy się, czy wprowadzić "związki partnerskie" "unión concubinaria" czyli zalegalizować konkubinaty? Ludzie nie chcą zawierać ślubu, nawet cywilnego. Chcą po prostu żyć razem i mieć przysługujące z tego tytułu prawa, do dziedziczenia, do wspólnego rozliczania się, itd. Czy naprawdę to komuś przeszkadza?

Mogą mieć w takim związku dzieci. Nie potrzebują do tego "małżeństwa". Dzisiaj te małżeństwa stają się najzwyczajniej niepraktyczne, dlatego więcej osób się rozwodzi niż je zawiera. A z rozwodem, takim od małżeństwa jest całe mnóstwo rzeczywistych problemów. Konkubinat co innego. Przestaliśmy się kochać, dogadywać, pasować. Możemy iść dalej. Mieć następnych partnerów. Żyć jako single. Teraz jest nowy świat, nowa "normalność", pora się obudzić.

Chodzi o to, że miłość nie wybiera. I mężczyzna może zapragnąć mężczyzny, żeby ten drugi wkładał mu w odbyt, to co mu tam wkłada. Albo heteroseksualnie. Człowiek potrzebuje wolności. Swobody. Praw. Jeśli ludzie się kochają, to dlaczego odmawiać im związków partnerskich, małżeństw (***) homoseksualnych, konkubinatów? Ich miłość jest jakaś gorsza? Mamy oceniać sposób zaspokajania ich popędów seksualnych?

Najlepiej będzie skasować małżeństwo jako takie, w tej postaci jaką znamy z przeszłości. To przysięganie albo ślubowanie sobie przed całą społecznością, te obietnice, że "na całe życie". Te błogosławieństwa - "bądźcie płodni". Przecież nie o płodność wcale chodzi! Na przeludnionej Ziemi, którą ludzie zadeptują ośmioma miliardami par stóp, dalsze mnożenie się i płodność, to akt wandalizmu i nieodpowiedzialności.

Ludzie nie dlatego łączą się w pary, żeby płodzić dzieci. Tu, jakże trafnie, wpisują się ze swoim przesłaniem ruchy wyzwolenia kobiet: "moje ciało mój wybór", "nie będę krową rozpłodową!", "kobieta nie jest od tego, żeby rodzić dzieci!". No bo nie jest. Kobieta ma też prawo do kariery zawodowej, zastrzeżonej do tej pory dla mężczyzn. Ma prawo wspinać się po szczeblach korporacyjnej drabiny na sam szczyt. Kobieta też jest człowiekiem, a nie inkubatorem!

Pewnych wątpliwości nabrać można jednak, jeśli człowiek przyjrzy się historii. Dobrze, że we współczesnym świecie człowiek przygląda się wyłącznie temu, co administrator danego kanału medialnego wystawi mu przed oczy. Nie musi sobie w ten sposób zaprzątać uwagi głupimi sprawami. Cudowną rolę pełnią ci administratorzy - cywilizacyjną. Kształtują nowego człowieka. Na miarę. Oczekiwań.

Więc w historii ludzie zawierali małżeństwa. Zawierali je, choć bywało, iż mogli się kochać i współżyć jak tylko chcieli. Nie krępowała ich w tym zakresie posępna polityka Kościoła Katolickiego, bo go nie było. A jednak - żenili się! Ona i on. Żenili się na zawsze, nie na chwilę lub do czasu. Zdrada była w pogańskim Rzymie potępiana. W Chinach podobnie. Co ma do tego Kościół Katolicki? On powtórzył, ugruntował i utrwalił zasady stosowane przez ludzi od dawna.

Więc DLACZEGO ludzie łączyli się w trwałe małżeństwa i dlaczego miały one specjalny status, praktycznie we wszystkich kulturach? Tak tak, zawsze są wyjątki potwierdzające regułę, jeśłi chodzi o ludzkie zachowania.

Czy to była potrzeba doświadczania przyjemności seksualnej? Nie. Czy przyczyną było, iż dwoje się kochało? Nie. Bywało, że nie za bardzo się znali przed małżeństwem. Choć przecież przynajmy, że i te czynniki odgrywały czasem swoją rolę. A jednak, jak pisze Stephanie Coontz  w swojej książce "Jak miłość podbiła małżeństwo", na przestrzeni dziejów miłość przychodziła - jeśli w ogóle - po zawarciu ślubu. Nie zawierało się go w celu skonsumowania przeżywanego uczucia. Więc - po co?

Otóż po prostu dlatego, że ze zbliżenia kobiety i mężczyzny rodziły się dzieci. Istnieje jakiś, trudny do bezpośredniego wskazania, ale zupełnie realny ZWIĄZEK pomiędzy biologicznymi rodzicami i dzieckiem. Pewna "gleba" emocji i współgrania. Właściwie poprzez opiekę, troskę i wychowanie dzieci, ludzie przekazywali życie. Ale nie tylko to - biologiczne. Przekazywali własnym dzieciom - siebie.

Nawet nie potrafimy jasno opisać, co to znaczy - przekazać siebie. Potrafimy odczuwać, to co odczuwa każdy rodzic, gdy malutkie dziecko zaplecie swoje rączki na jego szyi i się przytuli. Czy nadal potrafimy? A przecież wtedy - "świat odjeżdża". Przecież tak naprawdę najsilniejsze relacje miłości występują między rodzicami a dziećmi właśnie.

Ten proces ochrony, kształcenia, pielęgnowania i wreszcie zrywania więzi, by  młody człowiek poszedł samodzielnie już w życie, bo tworzył swoje, niosąc w nie i następujący po nim szereg pokoleń, to, cośmy  mu dali, tuląc jego płacz, wzbudzając jego śmiech, troszcząc się o jego przyszłość i dobro. Tak naprawdę przekazujemy dzieciom siebie, to, co w nas najlepsze. Dzięki nim, w jakimś sensie trwamy, to znaczy życie, które jest w nas, dalej trwa. nić, którą tkaliśmy własnymi wyborami, czynami, cierpieniem i uniesieniem, wplata się w następujące po nas generacje. Najbardziej przez dzieci.

Wykop Skomentuj269
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo