52 obserwujących
1148 notek
804k odsłony
156 odsłon

Życie i śmierć, czyli wpis na 2 listopada

Wykop Skomentuj5



Pierwszym i podstawowym elementem naszej cywilizacji, kultury, sposobu życia jest usuwanie śmierci z codziennej świadomości. Odbębnimy wizyty 1 i 2 listopada na grobach najbliższych i przylgniemy na nowo, z niepowstrzymaną siłą do tego co mamy. Do dni, wydarzeń, pragnień, doznań. Do naszych krzywd, nadziei, przyjemności, oczekiwań. Do naszych smutków i radości.

I będziemy chcieć, podświadomie, za wszelką cenę, aby to trwało wiecznie. Nie będzie.

Nie pamiętamy własnych narodzin. Byliśmy bytem w łonie matki. Było, pewnie w większości, tam dobrze. Ciepło. Bezpiecznie. Miło. Mogłoby tak być zawsze. Ale coś na wypchnęło z tego ciepła i bezpieczeństwa.

Nie wiemy skąd się wzięliśmy. Biologiczno medyczne wyjaśnienia, nie wyjaśniają niczego. To wcale nie chodzi o zbiór komórek czy organizm biologiczny. To chodzi o świadomość. Świadomość siebie. Tego, że istniejemy.

Ta świadomość to też nie efekt, ani jednorazowe zdarzenie. Jesteśmy raczej budzącą się świadomością. Procesem, strumieniem, który nabiera kształtu. Coraz to nowego. W coraz to nowy sposób postrzegającego. Zarówno otoczenie jak i świat.

Pewnie podstawową zmianą w świadomości naszej, było odróżnienie siebie od świata. Wtedy powstało "ja". Wtedy, zamiast być jedynie częścią tego strumienia jakim jest świat, staliśmy się częścią odrębną.

Nie na skutek własnej decyzji czy zamiaru. Znów... "coś" nas wypchnęło. Coś, spowodowało, że tak właśnie się stało. Że zaczęliśmy postrzegać... siebie i świat, jako odrębne byty. Dzięki temu, mogliśmy świadomie wchodzić w relacje ze światem. W relacje z tym, co nie jest nami.

Między nami, tym, co uważamy za siebie w obecnym świecie, a tym, co potem - jest bardzo cienka granica. Szeleszcząca, mieniąca się, jak kurtyna z arcycienkiej folii. Ze strachem o niej myślimy. O tym, co może być. Tuż za nią. O tym, co - co do tego przecież nie możemy mieć wątpliwości - się stanie.

Przekroczymy. I tę granicę. I też nie z własnej woli. I też chcemy zachować się tu. Tu gdzie jesteśmy. A to przecież próżne.

Nie ukrywajmy. Jesteśmy etapem. Pewnym procesem stawania się. Świadomość swoją możemy wykorzystać na dwa sposoby. Pierwszy, zwierzęcy, "naturalny", do przylgnięcia do tego. co jest. Drugi, do uczynienia - tego co jest - drogą. Drogą pomiędzy tym, co było, a tym wszystkim, co będzie.

W ten sposób, to co jest, straci na znaczeniu. Stanie się poddane, stanie się elementem, czegoś większego. Czegoś co trwa. Czegoś co "pcha" nas od początku. Co z przemożną siłą wyłoniło nas z nicości aż do momentu, w którym możemy się rozejrzeć. Aż do teraz. Przez wszystkie wcześniejsze etapy.

Więc możemy postrzegać swoje życie jako całość. Jako to co było, jako to co jest, jako to co będzie. Takie postrzeganie wymusza zmianę postaw i zmianę identyfikacji. Nie jesteśmy już tu i teraz. Ciałem z setką potrzeb. Obywatelem z setką problemów. Człowiekiem z garbem cierpień i sukcesów. Jesteśmy czymś niepomiernie więcej i te wszystkie wcześniejsze określenie, wcale "nas" nie opisują.

Jesteśmy nieznanym i niezwykłym. Na obecnym etapie związkiem postrzegania i świadomości i możliwości wyboru. Jesteśmy zmianą, która się staje. Jesteśmy "dzieckiem" prowadzonym coraz dalej. Przez kolejne dni. Jesteśmy bytem, który nieznana nam ... wynosi do istnienia z niepowstrzymaną siłą.

Nie jesteśmy samotni. Nie jesteśmy przypadkowi. Nie jesteśmy ograniczeni. Nie jesteśmy wyobcowani. Jesteśmy CHCENI. I to przez coś takiego, co obraca całą istniejącą rzeczywistością. Co wyłania ją z siebie, tak jak zresztą i to, co nazywamy "nami". Jesteśmy pieśnią Miłości, która w ten sposób spełnia sama siebie, dając to, co nazywamy "życiem".

Taki jest nasz wybór. Możemy przylgnąć. Ze wszystkich sił. Do tego co mamy. I próbować zacisnąć, nasze chude dłonie, na przeciekającym przez nie czasie, przestrzeni, sznurach zdarzeń.

Albo możemy zaufać. Zaufać temu, co nas wyłoniło, temu skąd się wzięliśmy, temu co JEST. Przestać identyfikować się z ciałem, z pozycją społeczną, z tak zwaną doczesnością. Naprawdę. A zacząć identyfikować się z tą pieśnią, jaka się rozgrywa pomiędzy Miłością, a nami.

Wydaje się, że niczego w ten sposób nie utracimy. Bo cóż możemy utracić, tracąc to, co stracone i tak będzie? Albo już jest, biorąc pod uwagę, że jutro to dzisiaj, tyle że jutro.

Możemy zyskać. Co?
Wszystko?



---------------------

Pierwotna publikacja 2.11.2014
--------------------

Mój blog domowy i/lub pielgrzymkowy

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo