38 obserwujących
717 notek
917k odsłon
3328 odsłon

Przeminęło z wiatrem do końca

Wykop Skomentuj32

Kiedy David O. Selznick przeczytał powieść Margaret Mitchell uderzył się z radości po udach twierdząc, że stworzy najwybitniejsze dzieło filmowe wszech czasów. Początkowo miał być to  remake  "Narodziny  narodu"  D.W. Griffitha (1915), ale przekonany co do wizji uparty David pojechał do Mitchell i za 50.000 dolarów kupił od niej prawa do sfilmowania nagrodzonej Pulitzerem powieści. Selznick miał już bowiem od połowy lat 30-tych własne studio filmowe funkcjonujące pod jego nazwiskiem, a wraz z nim nakręcone parę filmów, w tym jeden hit w/g powieści Marka Twaina pt. "Przygody Tomka Sawyera"  wyreżyserowany przez Michaela Curtiza (1938).

Kiedy Selznick spotkał się z Mitchell w celu nabycia praw do nakręcenia filmu poprosił także i oto aby  autorka przebywała na planie zdjęciowym i krytykowała wszystko co uzna za stosowne. Mitchell wywiązała się dość szybko z tego zadania, lecz spotkał ją zawód. Selznick nie miał zamiaru wcale jej słuchać, wobec czego obrażona, do końca zdjęć nie odezwała się ani słowem. 

Tymczasem prace nad filmem szły pełną parą niczym budowa "Titanica". Reżyserem wszystkiego został George Cukor. Napisania scenariusza podjął się mieszkający w  ‎Massachusetts dramaturg Sidney Howard. Scenarzysta  rozpisał jednak powieść na ponad pięciogodzinną projekcję. Selznick się wściekł i zaprosił Howarda do Hollywood. Scenarzysta niechętnie, bo niechętnie, ale udał się do miasta aniołów gdzie czekali go Selznick z Cukorem. Prace nad scenariuszem wbrew pozorom zwolniły jednak na tyle, że Selznick złapał to co spisali razem w trójkę pod pachę i wyjechał na Bermudy.  Tam scenariusz dokończył. Wrócił do Hollywood ponoć z czterema walizkami szkiców i zakomunikował Sidneyowi że wyciął sceny z Ku-Klux-Klanem "Mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną na ten brak, który może wyjść na nieumyślną reklamę dla nietolerancji społeczeństwa w tych faszystowskich czasach".

Równolegle z pisaniem scenariusza rozpoczęto także poszukiwać odtwórców głównych ról. W roli Rhetta Selznick widział kilku aktorów: Ronalda Colmana,  Errola Flynna, Clarka Gable i Gary'ego Coopera. Colman okazał się totalnym nieporozumieniem. Flynn zajęty był akurat pracą nad "Przygodami Robin Hooda", zaś Cooper kategorycznie  odmówił zagrania w filmie Selznicka, a dowiedziawszy się dodatkowo, że na jego miejsce przymierzany jest Clark Gable (ten również się wahał)  dodał złośliwie, że liczy na to, iż tą rolą Gable się pogrąży.

Pogrążyłby się i owszem gdyby wziął wówczas udział w kiczu zwanym "Parnell". Gable jednak wybrał "Przeminęło z wiatrem"  a zgodził się ostatecznie wówczas kiedy Selznick podsunął mu pod nos zadatek, czek na sumę 50.000 tysięcy dolarów.

Suma ta pozwoliła Clarkowi opłacić rozwód  i wziąć kolejny ślub z blond Venus, aktorką Carole Lombard. Żeby było ciekawiej Clark Gable aby zagrać w "Przeminęło z wiatrem"  musiał mieć zgodę od swego pracodawcy, czyli Luisa B. Mayera, właściciela potężnej MGM, prywatnie... teścia  Davida O. Selznicka, który również ostrzył sobie zęby na realizację powieści.

Sęk w tym że zięć teścia ubiegł w planach, ale teść mimo to liczył na obfite zyski. 

Podpisano więc umowę, i tak 9 stycznia 1938 r. Selznick dostał Clarka Gable'a oraz 1 250 000 dolarów na koszty produkcji, w ​​zamian za udzielenie prawa do dystrybucji i 50% zysków, 15% udziałów Loew's Inc. jak również zobowiązanie do zapłaty Gable'owi tygodniowo 4 500 dolarów wynagrodzenia. Nikłe to były sumy, skoro już na początku wyświetlania go w kinach film zarobił niebotyczną jak na tamte czasy sumę 20 milionów dolarów.

Selznick jednak ostatecznie wypracował sobie na tym co zaplanował  4 000 000 dolarów. Niestety, kilka lat później odsprzedał swoje prawa do filmu Johnowi Hay Whitney'owi za  400 000 dolarów, aby zachować płynność swojej niezależnej firmy produkcyjnej. John Hay Whitney, który chyba nie wiedział bardzo co ma z tym fantem począć sprzedał  prawa do "Przeminęło z wiatrem"  z powrotem do MGM za 2 400 000 dolarów. W ten sposób Louis. B. Mayer dopiął swego.

Podobnie, choć nie do końca jak z Gable, było z Leslie Howardem wytypowanym do roli młodego Ashleya Wilkesa. Howard, który zmarł w kilka lat po nakręceniu "Przeminęło z wiatrem"  twierdził stanowczo, że jest do tej roli za stary, mocno się przy tym  opierając. Selznick jednak nie ustępował. Odpowiedniej wysokości czek, w tym prawo do produkcji "Intermezzo"  oraz wszechmocni charakteryzatorzy  uczynili, że Leslie ładnie odmłodniał, stąd twarz młodego Wilkesa na zawsze zostanie zapisana w naszej pamięci jako twarz Howarda.

Do roli Scarllet przymierzano również  wiele aktorek. Największe szanse miała początkowo Tallulah Bankhead oraz Judy Garland, która jednakże odpadła z wyścigu o rolę za sprawą "Czarnoksiężnika z Oz"  w reżyserii Victora Fleminga, a obok nich m.in. Paulette Goddard, Carole Lombard (protegowana Clarka Gable'a), Susan Hayward, Lana Turner, Barbara Stanwyck i Vivien Leigh, którą to Selznick poznał osobiście jeszcze przed zdjęciami próbnymi za sprawą rodzonego brat Myrona, który przedstawił mu Leigh słowami: "David, poznaj swoją Scarlett O'Hara".

Wykop Skomentuj32
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura