53 obserwujących
862 notki
1059k odsłon
  772   4

"Fałsz kobiety" i opór Witkacego

Ostatnio każdy chce na tej naszej biednej Polsce zarobić. Od wielkich po maluczkich. Dlaczego maluczkich? A dlaczego by nie?

Oto wnuk Maryli Grossman, mieszkający na stałe w Szwecji pan Martin Kahlberg poprosił grzecznie  Muzeum Narodowe w Warszawie o zwrot obrazu Witkacego, który przedstawia jego babkę wraz z malarzem. Obraz jest o tyle cenny, że pokazuje niejako artystę przy pracy, czyli malującego urodziwą panią Grossman. Całość ujęta jest dodatkowo w szydercze ramy, albowiem pani na pierwszym planie jest wprawdzie ładnie sportretowana, ale już na drugim wygląda wręcz paskudnie. Sam Witkacy namalował siebie w tle, ze schowaną za plecami ręką i z dłonią zaciśniętą w pięść, jakby chciał powiedzieć tym gestem oglądającym, a takiego wała!  Całość pachnie delikatnie antysemityzmem Witkacego, bo autoportret żony kosztował pana Grossmana zamożnego fabrykanta aż 1500 złotych, co świadczy o tym, że albo bogaci Grossamnowie w czymś Witkacemu podpadli, albo po prostu artysta Żydów portretować nie lubił - gdyż za portret brał standardowe 500 złotych nie mając żadnych zastrzeżeń, a tutaj wyraźnie wybrzydzał, dopiero zaproponowana  kwota 1500 złotych przełamała opór artysty w podjęciu się pracy. Pochodzące z 1927 roku półtno nosi dodatkowo nazwę "Fałsz kobiety". 

 Właściciele obrazu swój żywot jak większość Żydów w Polsce po 1939 zakończyli w obozie koncentracyjnym, zaś namalowany przez Witkacego obraz spokojnie  "przeżył" okupację oraz powstanie warszawskie w piwnicy domu Grossmanów przy Pl. Zbawiciela. Po wojnie administracja kamienicy sądząc, że to nic nie warty bohomaz odsprzedała dzieło jednemu z lokatorów. Do roku 1985 znajdował się on więc w prywatnych rękach, nim kupiło go do swoich zbiorów Muzeum Narodowe w Warszawie.

Sam Martin Khalberg o istnieniu obrazu dowiedział się zupełnie przypadkiem, dzięki pocztówce z dziełem Witkacego  jaką otrzymała z Polski jego matka nomen omen właśnie w roku 1985. Po przetłumaczeniu sobie opisu widokowki, postanowił tym bardziej obraz odzyskać, gdyż zdał sobie sprawę kto jest na widokówce. Najął więc adwokata motywując swoje kroki faktem, że obraz  jest  jedynym wizerunkiem jego babki zamordowanej przez Niemców, w dodatku przez nich zrabowanym. Muzeum Narodowe tłumaczy, że obraz nie został przez Niemców skradziony. Nie przekonuje to jednak samego Khalberga ani jego adwokata  Carla Magnusa Lilienberga, który powołuje się na umowę dotyczącą dzieł sztuki zrabowanych przez Niemców, i stwierdza że "Nie ma znaczenia, gdzie znaleziono obraz. Ważne, że właściciele zostali zabrani przez nazistów i go nie sprzedali".

Sprawa stała się lokalnie głośną, bo Khalberg nagrał swój obrazowy ból w szwedzkim radio, gdzie powiedział, że od 16 lat ma na to nadzieję, że obraz odzyska, dopóki żyje, a ma już 72 lata.

Nie wiadomo jak się zakończy ta sprawa, ale biorąc pod uwagę wzrastającą nagonkę na Polskę, to trzeba wziąc namiar na fakt, że  mogą nas cisnąć z różnych kierunków o różne sprawy i ciągać z tego powodu po sądach. Oczywiście pan Khalberg ze swoim prawnikiem ani słowa nie wspomnieli, że kraj w którym mieszkają jest wręcz nafaszerowany  skradzionymi z Polski dziełami sztuki. Mało im? Widocznie mało. Ot, taka historyczna mentalność złodziejskiego kraju i jego niektórych obywateli.

na podstawie TVP Info

Lubię to! Skomentuj34 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura