ARGUMENTACJA – PRAKTYCZNIE
Dzisiaj dwa tematy, a może jeden temat z przykładem praktycznym.
Jestem w pewnym sensie wychowany na książce „Erystyka” A. Schopenhauera – nie w sensie, że pamiętam i używam tych wszystkich uczciwych i nieuczciwych sposobów argumentacji, ale że je znam i rozumiem sens ich używania.
W praktyce jednak ludzie używają innych metod argumentacji, które nie są tam wymienione:
1. Wrzask – głupota bardzo chętnie posługuje się krzykiem, jako narzędziem wykluczającym jakiekolwiek rozsądne argumenty;
2. Groźba pobicia lub zemsty – równie chętnie głupota sięga w słowie po argument siły znowu wykluczając rozsądek i logikę;
3. Wprowadzanie terrorystycznych ograniczeń dla ciebie: „Bo ja tutaj rządzę!”;
4. W ostateczności głupota sięga do samego pobicia lub nawet zabójstwa (przypadkowego?), gdy w napadzie szału skończą jej się jakiekolwiek argumenty i puszczą granice powierzchownej ogłady, dobrych obyczajów.
-
Teraz przykład praktyczny do tego tematu – może nie tak oczywisty.
Niedawno pisałem tutaj o tym, że praktycznie dziecko z wyglądu jest bardziej podobne do jednego z rodziców (i po nim dziedziczy też choroby genetyczne) i wyprowadzałem to z nierównego udziału genetycznego rodziców w bazie genetycznej tego dziecka.
Okazuje się, że jestem w błędzie – według naukowców udział genetyczny obojga rodziców w bazie genetycznej dziecka jest równy (po 50%) – inne czynniki decydują, które geny w danym dziecku będą priorytetowe, a które zostaną ukryte jako zapasowe.
Są w tym przypadku używane jakieś nieznane na poziomie porozumiewania międzyludzkiego sposoby argumentacji i uzgadniania między genami stanu równowagi – i nie są one ustalone, bo następne dziecko może być bardziej podobne do tego drugiego rodzica.
--




Komentarze
Pokaż komentarze (1)