18 obserwujących
22 notki
636k odsłon
15293 odsłony

Sprawa Sadowskiego: „Zostaw dzieci!” krzyczał przyszły wiceminister!

tylko nie mówcie nikomu
tylko nie mówcie nikomu
Wykop Skomentuj69

Dotarłem do nowych świadków, którzy krzyczeli w Puławach: „Zostaw dzieci!” Jeden z nich zrobił dużą karierę, został wiceministrem. Dwaj pozostali to znani muzycy. Inny muzyk, dziś wykładowca, przyznał, że w trakcie warsztatów w Margoninie ustawiano straże i wydalono Krzysztofa Sadowskiego z obozu. Wciąż nie daje mi spokoju pytanie, dlaczego? Dlaczego to wszystko mogło się dziać niemal na oczach całego środowiska? Dlaczego dziś murem za blisko 40 ofiarami nie stają artyści, politycy, media? Dlaczego nie domagamy się stanowczo jak najszybszego wyjaśnienia tej sprawy i komentarzy autorytetów?


„Odmawiam występów z osobami, które nie potępią czynów Krzysztofa Sadowskiego. To się działo niemal na oczach nas wszystkich i próba zamiatania tego pod dywan jest zwyczajnie obrzydliwa. Nie będę grał z osobami, które próbują zachować się koniunkturalnie. Myśleliśmy, że on jest niegroźny, gdy dziś się okazuje inaczej, musimy reagować stanowczo”


- mówi jeden z najlepszych polskich muzyków deklarując, że będzie zeznawał w sądzie, jeśli dojdzie do procesu.
Sam był świadkiem, jak podczas warsztatów jazzowych dla dzieci w Margoninie Krzysztof Sadowski mieszkał w jednym pokoju z piętnastolatką.

„Jej mama się na to zgadzała, więc my też nie wiedzieliśmy, jak się zachować, ale to jednak nie było normalne. Podczas jednego ze spotkań z uczniami, gdy kadra rozliczała drobne przewinienia podopiecznych, jeden z nich wstał i powiedział: „No dobrze, jak już tak szczerze sobie rozmawiamy, to może byśmy też wyjaśnili, dlaczego pan Krzysztof śpi w jednym pokoju z uczennicą?” Następnego dnia Krzysztof Sadowski zniknął”


- opowiada.
Chłopiec, który wtedy zachował się tak odważnie dziś jest znanym wykładowcą.

"Baliśmy się go, bo przychodził do nas w nocy. Musieliśmy organizować straże nocne, żeby go płoszyć. W końcu postanowiłem zadać oficjalnie pytanie, dlaczego tak się dzieje i dlaczego śpi w pokoju z uczennicą"


– opowiada.
Od tego czasu przy każdej wizycie szefa Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego w Margoninie ostrzegano przed nim dzieci, nauczyciele pilnowali, żeby nie miał do nich dostępu sam na sam, miał nawet osobistego strażnika - strażaka. Dlaczego na to pozwalano? Dlaczego wszyscy milczeli? Dlaczego Krzysztof Sadowski miał dostęp do dzieci w TVP i Polsacie? Dlaczego pozwalano mu być jurorem na festiwalach? Dlaczego muzycy i wykładowcy nie reagowali na protesty dzieci, na to, że śpi z nieletnimi w jednym pokoju?
W 1998 r., podczas koncertu finałowego warsztatów w Puławach, kilku mężczyzn wstało i krzyknęło: „Zostaw dzieci!”. Była to akcja zainspirowana przez 15-letnią Anię. Dotarłem do trzech z mężczyzn. Jeden został potem wiceministrem ważnego resortu. Prosi o anonimowość.

- Ojej, wygrzebał to pan? Wie pan, ja byłem wtedy młodym chłopakiem. Bardziej traktowałem to w kategoriach wygłupu, niż jakiegoś protestu. Fakt, gadało się o tym facecie, że robi coś dziwnego z dziećmi, z dziewczynkami i ktoś wpadł na pomysł, żeby to krzyknąć, ja się tylko przyłączyłem. Nie mieliśmy dowodów, by zrobić coś więcej.


- Nie pamiętam, czy to było „Zostaw dzieci” czy wręcz „Zostaw dzieci, pedofilu”, ale krzyknęliśmy to na pewno. Ilu nas było? Chyba kilku. Mieliśmy po kilkanaście lat, byliśmy młodzi, dorośli wykładowcy to olewali, zajmowali się swoimi sprawami, nie reagowali na te jego zachowania, może mieli za dużo do stracenia


– opowiada jeden z uczniów, dziś znany muzyk.
Dużo do stracenia, bo oskarżany przez dzieci (dziś dorosłych) muzyk był niezwykle wpływowy, rozdzielał pieniądze, lobbował w sejmie, załatwiał dotacje, uczestniczył w jury, bardzo często sam się zgłaszał do różnych gremiów, żeby współdecydować o ważnych sprawach. Przyjaźnił się też z osobami o wielkim autorytecie i wpływach w establishmencie. Składał wizyty prezydentom, występował wspólnie z Krzysztofem Karpińskim, prezesem Sądu Apelacyjnego w Warszawie i Jerzym Stępniem, byłym prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Bywał na koncertach i warsztatach dla prokuratorów i sędziów.
Z kimś takim się nie zadziera, można stracić pieniądze, wpływy, wypaść ze środowiska.


Sprawa Krzysztofa Sadowskiego to największy skandal w historii polskiego show-biznesu. Trudno pojąć, dlaczego przez co najmniej 20 lat środowisko nie zareagowało skutecznie na podejrzane zachowania muzyka i pedagoga, dlaczego nie interweniowały służby i policja. Dotarłem do blisko 40 osób, które twierdzą, że były ofiarami molestowania. Wiele z nich mówi o powszechnej wiedzy dotyczącej niestosownych zachowań. Wśród nich kilka twierdzi, że zostały zgwałcone. Miały wtedy od 11 do 14 lat. O molestowaniu mówią kobiety, które w chwili zdarzeń miały nawet 10 lat. Wśród osób, które się do mnie zgłosiły jest 3 mężczyzn: chrześniak Krzysztofa Sadowskiego, znany muzyk oraz menedżer międzynarodowej korporacji. Wszystkie historie opisywałem i relacjonowałem. Sąd Okręgowy w Warszawie w ramach zabezpieczenia powództwa zakazał mi rozpowszechniania informacji odnośnie Krzysztofa Sadowskiego, dotyczących molestowania i gwałtów na osobach małoletnich”.

Wykop Skomentuj69
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo