Zygmunt Jan Prusiński
PIERWSZY CZERWCA I ŻÓŁTE IRYSY
(List do Herberta)
Przylepiłem się gościnnie do okna, wylazłem z łóżka,
tam porozrzucane sny które nie pamiętam.
Za oknem rosną żółte Irysy, to mój świat Zbyszku;
więcej mi nic nie potrzeba – dziewczę już nie dla mnie,
lata mam wstydliwe by się przyznać przed nią...
A marzenia są chwilowe, zaraz o nich zapominam.
Kochany poeto, Polska gdzieś mi ucieka...!
Nie wiem, może to ja uciekam przed narodem –
tak cichym jakbym miał do czynienia z niemymi.
Ale przecież oni to nie niemowlaki, nieraz
krzyczą gardłem mężnego wojownika.
Gdzie jest naród Zbyszku! Ty tam w ogrodach
pośród białych aniołów – czy są żółte anioły
jak te żółte irysy w ogródku u sąsiadki? –
Dlaczego milczysz w takiej chwili poeto!
Nie stosuj milczenia jak Kamienie Wieku...
Rozpalam zaklęcia skalnego granitu, chcę
pokonać iskrę sławy wobec słabego znaczenia.
Pokątnie zostawiam wiersze wolne w liściach,
niech dojrzewają w zaręczynach z drzewami...
Orkiestra zagra tradycyjnie na trąbce „Ciszę”,
od lat grana jest ta melodia na cmentarzach.
Ale za czym i ja odejdę z tego padołu niewoli,
piszę wciąż (o takiej Polsce której nie ma)!
Przedwczoraj czytałem przed pomnikiem
wiersz „Dzień Ojca i lizak na patyku”,
naszej wspólnej Matce Poezji w Warcinie. –
Czy myślisz że Maria Konopnicka była wdzięczna?
- Jak przyciągnąć tęczę rozstań?
Jak zdobyć kawałek symbolu wielkości kolibra?
Zsuwam się po nitce pajęczej bezpowrotnie.
Zaraz przyjdzie gospodarz i mnie ugości,
za wszystkie grzechy które dokonam...!
1.06.2008 – Ustka



Komentarze
Pokaż komentarze