Eksperci bez złudzeń: Budka to nie jest ktoś, kto miałby szansę zjednoczyć opozycję

Borys Budka, Fot. PAP/Radek Pietruszka
Borys Budka, Fot. PAP/Radek Pietruszka

Nie jest już dla nikogo tajemnicą, że Borys Budka jako przewodniczący nie jest tym liderem, który może jeszcze zjednoczyć opozycję. I aby myśleć o zmianie władzy opozycja musi się uporządkować. Co  nie zmienia faktu, że konflikt w rządzącej Zjednoczonej Prawicy jest realny. Że spory będą narastać. A od tego momentu czas będzie już grać na niekorzyść duetu Gowin-Ziobro – mówi prof. Rafał Chwedoruk, politolog Uniwersytet Warszawski.


Sojusz PiS z Lewicą w sprawie planu odbudowy rozpalił emocje, podzielił opozycję, ale też rozpoczął dyskusję o ewentualnej koalicji PiS z Lewicą. Nie brak głosów, że z jednej strony partie te mocno się różnią – chodzi o światopogląd, kwestie historyczne. Ale też mają punkty styczne. A duże różnice mogą nawet pomóc, bo nie będą podbierać sobie elektoratów. Tak było z Platformą Obywatelską i Polskim Stronnictwem Ludowym – zupełnie inne elektoraty, ale dzięki temu nie przenikały się, więc partie te długo i zgodnie rządziły. Czy może być powtórka w przypadku PiS z Lewicą?

Prof. Rafał Chwedoruk: To jest bardzo interesująca intelektualnie koncepcja, jednak zupełnie dziś nierealna. Co nie znaczy, że było tak zawsze. Kilkanaście lat temu, po 2007 roku, kiedy polityczną scenę zdominowała całkowicie Platforma Obywatelska, ewentualny  sojusz PiS z Lewicą wydawał się logiczny. W sytuacji, gdy jeden podmiot całkowicie dominuje na scenie, to współpraca drugiego i trzeciego jest  naturalna. I nawet PiS z SLD podjął taką współpracę – była koalicja w mediach publicznych, była współpraca w niektórych samorządach. Po latach sytuacja jest jednak zupełnie inna. A współpraca całkiem niemożliwa.

Dlaczego?

PiS przeforsował szereg ustaw w ramach polityki historycznej, przeforsował ustawę dezubekizacyjną, która była nie do zaakceptowania przez trzon elektoratu SLD i tak na co dzień mocno sceptyczny wobec jakiejkolwiek prawicy. Teraz, praktycznie nie ma mowy o tym, by jakakolwiek współpraca z lewicą była przez lewicowy elektorat do zaakceptowania. Do tego dochodzi pewna praktyka polityczna – podczas, gdy w niektórych krajach Europy Środkowej lewica mając do wyboru ugrupowania liberalne albo konserwatywną prawicę, na zasadzie mniejszego zła skłania się do poparcia prawicy. Tymczasem w Polsce zdecydowanie ciąży w kierunku liberalnego centrum. A więc trwała, koalicyjna współpraca na linii PiS – Lewica jest niemożliwa. Co oczywiście nie znaczy, że nie będzie dochodzić do doraźnej współpracy przy konkretnych sprawach.

Ale ta współpraca też wywołuje złość reszty opozycji, oskarżenia o rozbijanie jedności?

Tak, ale gdybyśmy prześledzili dokładnie poszczególne głosowania, to mogłoby się okazać, że ugrupowaniem, które zdecydowanie częściej współpracuje z PiS, jest Platforma Obywatelska. Choćby święto Żołnierzy Wyklętych, stosunek do których jest po lewej stronie delikatnie mówiąc sceptyczny – ostatecznego kształtu nabrało w czasie, gdy rządziła Platforma Obywatelska, a prezydentem był Bronisław Komorowski. A generalnie – taka współpraca nie oznacza przecież, że dojdzie do koalicji. Ani PO nie stworzy koalicji z PiS, ani PiS z SLD. Natomiast doraźnie te formacje będą współpracę podejmować.


Jeśli PSL chciałoby budować nowe centrum, to raczej tworząc ofertę dla mieszkańców mniejszych miejscowości, o umiarkowanie konserwatywnych poglądach, na pewno nie liberalnych gospodarczo. Tu wydaje mi się, że powstanie po prostu liberalna partia, z zieloną koniczynką jako listkiem figowym


Wywołał Pan temat Bronisława Komorowskiego. Były prezydent wsparł formację, określaną mianem „nowej chadecji”, skupionej wokół PSL, ale poszerzonej o formację Jarosława Gowina i tzw. platformianych konserwatystów. Czy pociągnie tę formację, czy nie bardzo?

Oczywiście nie jest politykiem nowym, który mógłby zaoferować coś młodemu pokoleniu. Tu jest jednak inne pytanie – w ogóle o zasadność tworzenia takiej formacji. W Polsce na przestrzeni lat wszyscy poza lewicą mienili się chadecją. I każdy to inaczej rozumiał. Tu raczej mamy do czynienia z kolejnym wcieleniem partii konserwatywno-liberalnej, na którą zapotrzebowanie jest, ale tylko wśród tworzących ją osób. To partia łącząca liberalizm gospodarczy z konserwatyzmem politycznym. W społeczeństwie nie ma na nią zapotrzebowania. Natomiast po stronie antypisowskiej opozycji, a mówiąc wprost – po stronie PO – jest tęsknota za takim podziałem na liberalną partię, której liderem byłby Rafał Trzaskowski, która to partia miałaby liberalne podejście do gospodarki i także postępowe światopogląd, i drugą też liberalną gospodarczo, ale tradycjonalistyczną. Przestrzeni dla niej nie ma. Jeśli PSL chciałoby budować nowe centrum, to raczej tworząc ofertę dla mieszkańców mniejszych miejscowości, o umiarkowanie konserwatywnych poglądach, na pewno nie liberalnych gospodarczo. Tu wydaje mi się, że powstanie po prostu liberalna partia, z zieloną koniczynką jako listkiem figowym.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka