Uciekł do Polski od reżimu Łukaszenki. Ludzie, którzy mu pomogli wpadli w poważne kłopoty

Przejście graniczne między Polską a Białorusią.
Przejście graniczne między Polską a Białorusią.
Białoruski opozycjonista przepłynął przez Bug na polską stronę. W Polsce został uznany za „terrorystę”. A człowiek, który po przejściu granicy wyciągnął do uchodźcy rękę, został zawieszony w obowiązkach służbowych za „pomoc terroryście w przekroczeniu granicy”. Grozi mu dyscyplinarne zwolnienie, a jego białoruskiej żonie… deportacja do kraju Łukaszenki.

Ta historia jest poruszająca. Człowiek zaszczuty przez reżim ucieka z narażeniem życia, przepływając przez graniczną, niebezpieczną rzekę, w każdej chwili mogąc być zastrzelonym przez białoruskich pograniczników. W Polsce zostaje oskarżony, a ludzie, którzy mu pomogli wpadają w ciężkie tarapaty. Oto historia Vitaliya.

Vitali przepływa Bug


Vitali prowadził firmę przewozową. Przez lata szło nie najgorzej. W Polsce mężczyzna uzyskał prawo pobytu i Kartę Polaka. Szło idealnie, dopóki nie zaangażował się politycznie. – Przez lata raczej byłem z dala od polityki, bieżącej działalności. Jednak w ubiegłym roku coś we mnie pękło. Skala oszustwa wokół wyborów była olbrzymia, uznałem, że nie mogę milczeć – wspomina.

Polecamy:

Vitali wziął udział w masowych protestach w Mińsku. Uznano go za jednego w prowodyrów i „radykałów”. Musiał uciekać. Przez kilka miesięcy się ukrywał, okazało się, że grozi mu kara do 10 lat kolonii karnej. Zorientował się że złapanie go na Białorusi jest kwestią czasu. Postanowił działać. – Decyzja była trudna, bo zdawałem sobie sprawę, że przekroczyć granicę mogę tylko w jeden sposób – wpław przez Bug. Postanowiłem zaryzykować – wspomina.

Był marzec, rzeka wezbrana, w której w okresie wiosennym z uwagi na zdradliwe wiry o utonięcie bardzo łatwo, nawet w przypadku wytrawnych pływaków. Mężczyzna jednak zdecydował się płynąć. Był odpowiednio przygotowany. Ubrany w specjalną wodoszczelną i trzymającą ciepło piankę, odpowiednio zabezpieczył też telefon komórkowy (rzecz bardzo ważna w całej historii). Nad ranem przepłynął Bug, udało mu się dopłynąć do brzegu.

– Znalazłem się wśród jakichś rozlewisk, nie bardzo wiedziałem, gdzie jestem. Zadzwoniłem do kumy, czyli matki chrzestnej mojego dziecka – wspomina. Kobieta była przerażona, myślała, że mężczyźnie nie udało się przekroczyć granicy, że wciąż przebywa po stronie białoruskiej, gdzie w każdej chwili może zostać zastrzelony przez pograniczników. Wspólnie z mężem postanowili podjechać nad rzekę.

– Jechaliśmy w konkretnym celu - chcieliśmy ustalić, gdzie Vitali się znajduje. Po to, by jego rodzinie dać znać, że żyje. Nie chodziło o żadną pomoc w przekraczaniu granicy. Bardzo baliśmy się, że chłopak się pomylił i wyszedł w miejscu, gdzie jest załamanie rzeki, a więc po białoruskiej stronie. To byłby paradoks, gdyby z narażeniem życia popłynął z Białorusi na Białoruś. Na szczęście okazało się, że jest po „właściwej” stronie – mówi pan Bartłomiej.

Cały czas podkreśla, że chcieli jedynie ustalić, gdzie Vitali się znajduje. – Gdy przybyliśmy na miejsce, on granicę już przekroczył. Co więcej, chciał iść na policję, a ja powiedziałem jasno: Słuchaj, w takich sprawach zgłaszać się trzeba na Straż Graniczną. Pojechaliśmy. Po drodze spotkaliśmy samochód SG, ale pusty. Potem  spotkaliśmy patrol, który przewiózł nas już na posterunek – tłumaczy.

Uchodźca przestępcą

Vitali został wzięty na przesłuchanie, przesłuchany został też pan Bartłomiej. Sprawą zajęła się prokuratura. Okazało się, że Białorusin oskarżony jest o nielegalne przekroczenie granicy, a pan Bartłomiej o pomoc w tym przekroczeniu. Jak twierdzi, w żadnej ucieczce nikomu nie pomagał.

– Cała akcja była indywidualną inicjatywą Vitaliya. Muszę przyznać, że wykazał się wielką odwagą. Zagrożenie życia nie było wydumane – po pierwsze, sama rzeka nie należy do bezpiecznych. O tej porze roku jej poziom jest wysoki, są w niej zdradliwe wiry, toną nawet dobrzy pływacy. Po drugie, gdyby wpadł w ręce białoruskich strażników, mogliby go zastrzelić. Ale on odezwał się do nas już po przekroczeniu granicy. Zadzwonił nad ranem do mojej żony. Pojechaliśmy go odebrać. Nie chowaliśmy go nigdzie, ale chcieliśmy zawieść na posterunek Straży Granicznej, więc mówienie o pomocy w jakiejś ucieczce jest totalną bzdurą – oburza się mężczyzna.

Zapłacił jednak sporą cenę. Został zawieszony w pracy w Urzędzie Celno-Skarbowym. Izba Administracji Skarbowej w Lublinie, która jest organem nadrzędnym dla UCS, w odpowiedzi na nasze pytania potwierdziła, że jej pracownik został zawieszony: „Izba Administracji Skarbowej w Lublinie informuje, że jeden z funkcjonariuszy Lubelskiego Urzędu Celno-Skarbowego został zatrzymany w związku z podejrzeniem udzielenia pomocy w próbie nielegalnego przekroczenia granicy na rzece Bug. Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Lublinie decyzją z dnia 6 kwietnia 2021 r. (doręczono 22 kwietnia 2021 r.) zawiesił funkcjonariusza w pełnieniu obowiązków służbowych na okres.3 miesięcy, tj. do dnia 22 lipca 2021 r. Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Białej Podlaskiej – napisał rzecznik prasowy IAS w Lublinie Michał Deruś.

Z opozycjonisty robią terrorystę

Sprawa trafiła do prokuratury w Białej Podlaskiej. Prokurator zaproponowała, by białoruski opozycjonista poddał się karze roku więzienia w zawieszeniu. Odmówił. – Nie zrobiłem przecież nic złego – tłumaczy.

– To trochę wygląda tak, jakby Polaków, którym za komuny udało się uciec na Zachód, wsadzano tam do więzienia. To jest niedopuszczalne. Uważam, że należy zrobić wszystko, by temu człowiekowi pomóc! – mówi Salonowi 24 Przemysław Miskiewicz ze stowarzyszenia Pokolenie. – Pamiętajmy, że Vitali uciekł z Białorusi licząc na to, że w Polsce uzyska pomoc. Bo pomoc taką deklaruje nasz rząd. I tu po pzekroczeniu granicy są problemy. Każe to zadać pytanie o stan przepisów prawnych i działania państwa – mówi Roman Ochociński, działacz społeczny. 

Tu jednak jest szansa, ze sprawa znajdzie szczęśliwy finał – mężczyzna przebywa w Polsce, jego rodzinie udało się tu przyjechać. Ma Kartę Polaka, i azyl polityczny do 23 czerwca. Ale najpewniej zostanie. Znacznie gorzej wygląda sprawa ludzi, którzy mu pomogli. Pan Bartłomiej jest zawieszony, w lipcu zapadnie decyzja, grozi mu dyscyplinarne zwolnienie z pracy. Jeszcze większe zagrożenie dotyczy jego żony. Kobieta jest Białorusinką, ma kartę stałego pobytu.

– Żona miała dostać polskie obywatelstwo, zostały ostatnie formalności, jak egzamin z języka polskiego. Niestety, teraz dowiaduję się, że cała procedura może być wstrzymana, a żonie może nawet grozić deportacja na Białoruś. Nie rozumiem tego, dlaczego za to, że pomogliśmy człowiekowi, chce się nas ukarać – mówi funkcjonariusz. Jak twierdzi, mocno zabolały go artykuły lokalnej prasy.

– Nie pytając nas o zdanie media napisały, że pomogliśmy „terroryście” w nielegalnym przekroczeniu granicy. No więc po pierwsze – nie terroryście, nie przestępcy, ale opozycjoniście, ściganemu przez reżim. Po drugie – nie pomogliśmy w przekroczeniu granicy, ale odebraliśmy człowieka, który granicę przekroczył i się do nas zgłosił. Jechaliśmy tylko po to, by sprawdzić, czy żyje i powiadomić o tym rodzinę. Zawieźliśmy go na posterunek. Dziś mam problemy dlatego, że pomogłem człowiekowi – nie kryje rozgoryczenia pan Bartłomiej.

– To niezwykle przykra sprawa. Z jednej strony jestem szczęśliwy, że udało mi się upuścić Białoruś, uniknąć zemsty reżimu. Że jest tu moja rodzina. Z drugiej strony – granicę przekroczyłem sam. Przykre jest to, że problemy mają ludzie, którzy mi pomogli, gdy pojawiłem się po polskiej stronie – stwierdza Vitali.

– Płacimy z żoną dużą cenę, jest ogromny strach, szczególnie, jeśli będą chcieli deportować małżonkę. Ale na pewno cieszy, jeśli Vitaliyowi się uda. I jedno nie ulega wątpliwości – jeśli po raz drugi znalazłbym się w takiej sytuacji, nawet wiedząc, jaką cenę za to zapłacę, zachowałbym się dokładnie tak samo – podsumowuje zawieszony funkcjonariusz.

Przemysław Harczuk

Czytaj także:
Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka