Salon 24.pl: Po meczu ze Słowacją na Grzegorza spadła lawina hejtu. Słusznie?
Edward Krychowiak: Kibice mają prawo do swojego zdania. Do oceny piłkarza, krytyki. Tylko niech ta krytyka będzie konstruktywna, a nie przypomina walenia w człowieka jak w bęben. Na Grześka spadło mnóstwo hejtu, jednak ci, którzy go zaatakowali nie zastanowili się nad tym, że syn interweniował, żeby naprawić błąd Kamila Jóźwiaka i odzyskać piłkę. Podjął ryzyko. Był faul. Zdarza się. Przy ocenie tej sytuacji trzeba pamiętać, że mógł się odwrócić, odpuścić. Ale nie zrobił tego, bo on zawsze dla reprezentacji zostawiał na boisku swoje zdrowie. Ci którzy teraz wyzywają piłkarzy, dziennikarze nie zostawiający na drużynie suchej nitki, nie zdają chyba sobie sprawy, że zawodnicy mają bliskich, rodziny i to w te najbliższe osoby ta krytyka najbardziej uderza. Owszem, jak jest powód, trzeba skrytykować, ale wszystko można zrobić z taktem i z umiarem.
Nie brak głosów, że Grzegorz spóźniał się w starciach ze Słowakami, bo podobnie, jak cała drużyna był źle przygotowany do mistrzostw Europy. Są tacy, którzy twierdzą, że Paulo Sousa w Opalenicy zafundował piłkarzom za mocne treningi i zabrakło im czasu na odzyskanie świeżości.
Rozmawiam z synem codziennie i nie skarżył się na intensywność zajęć. Inna sprawa, że spodziewałem się, że coś się w kadrze ruszy. A tu w towarzyskich meczach z Rosją i Islandią oraz ze Słowacją, drużyna wyglądała tak samo. Przed pierwszym meczem na Euro na konferencjach piłkarze powtarzali musimy wygrać, musimy wygrać. Nic nie musimy! Czasami zamiast publicznie prężyć muskuły, trzeba postąpić, jak w tym powiedzeniu: ciszej jedziesz, dalej zajedziesz.
A pan jako ojciec Grzegorza nie miał nieprzyjemności z powodu czerwonej kartki syna?
Mrzeżyno to mała miejscowość. Większość ludzi się zna. Nie było jakiegoś dogadywania, docinek, ale na pewno nie było mi miło...
Nie obawia się pan, że syn po tak wielkiej fali hejtu zrezygnuje z gry w reprezentacji?
Grzesiek to twardy chłopak. Po przejściu z Sevilli do PSG też mówiono, że nie pasuje do składu, nie podawali mu piłki. Ale wytrzymał toi po przejściu do Rosji, pokazał, że jak ktoś na niego postawi, to syn na boisku odda to w trójnasób. Poza tym, tak jak w każdym innym zawodzie, w piłce trzeba być odpornym na krytykę. Nie można siąść i płakać. Trzeba przeanalizować błędy i iść do przodu. Grzesiek to patriota i na pewno nie zrezygnuje z gry dla Polski.
Rozmawiał Piotr Dobrowolski
Czytaj też:
- Lubański: Nie obwiniajcie Krychowiaka! Zawaliła cała drużyna
- Zdzisław Kręcina specjalnie dla Salon24.pl: Sousa nigdy nie powinien prowadzić Polski!
- Polacy rozbili głowy o szwedzki mur i poranieni wracają do domu




Komentarze
Pokaż komentarze (11)