Wg prokuratury oszukał sam siebie. On skrzywdzony się nie czuje, ale może iść siedzieć

Fot. arch.
Fot. arch.
W czwartek, 25 listopada w Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku rozpocznie się rozprawa w procesie Mirosława Ciełuszeckiego. Przedsiębiorca został oskarżony o to, że miał oszukać prezesa spółki. Rzecz w tym, ze owym prezesem był… on sam. W kwietniu Sąd Okręgowy przedsiębiorcę uniewinnił stwierdzając, że nie można oszukać samego siebie. Ale prokuratura podległa ministrowi Ziobrze złożyła apelacje. To „odprysk” kuriozalnego procesu, który toczy się już od prawie dwudziestu lat.

Sprawę te media, w tym także Salon24 opisywały wielokrotnie. Przypomnijmy, że dwadzieścia lat temu Mirosław Cieluszecki był jednym z najważniejszych przedsiębiorców na Podlasiu, jego firma była potentatem w branży chemicznej. Szlo jej jednak za dobrze. W kwietniu 2002 roku przedsiębiorca został zatrzymany przez Urząd Ochrony Państwa, potem trafił na kilka miesięcy do aresztu.

Zwiększył kapitał spółki, więc działał na jej szkodę

Został oskarżony o działanie na niekorzyść firmy. Miało nim być sprzedanie własnej spółce działek o rzekomo zawyżonej wartości. Problem w tym, że po pierwsze, Cieluszecki przed dokonaniem transakcji skorzystał z ekspertyzy profesjonalnego rzeczoznawcy, z której wynikało, ze transakcja jest legalna. Działkę sprzedał, pieniądze uzyskane z transakcji wpłacił tego samego dnia z powrotem na konto firmy, podnosząc jej kapitał. A wiec firma zarobiła – zyskała działki, pieniądze, do tego powiększyła kapitał. Trudno wiec mówić o działaniu na niekorzyść spółki.

Z zawyżeniem wartości także nie mieliśmy do czynienia – bo syndyk masy upadłościowej po czasie sprzedał działkę według wartości bliższej tej uzyskanej przez Ciełuszeckiego, a nie podawanej przez prokuraturę. Prokuratorzy nie wzięli zapewne pod uwagę, że działka nie jest zwykłym kawałkiem ziemi na Podlasiu, ale znajduje się na samej granicy, a na niej jest cenna infrastruktura – terminal przeładunkowy torów szerokich na wąskie. Siłą rzeczy działka taka warta jest znacznie więcej, niż kawałek pola kilkanaście kilometrów dalej. Innym zarzutem wobec Ciełuszeckiego było rzekome oszustwo. Przedsiębiorca miał wprowadzić w błąd prezesa spółki. Problem w tym, ze prezes spółki Farm Agro Planta, której Ciełuszecki był właścicielem, nazywał się… Mirosław Ciełuszecki. Tak, to nie zbieżność nazwisk. Według prokuratury przedsiębiorca oszukał sam siebie. I właśnie tego przestępstwa dotyczyć będzie czwartkowa rozprawa.

Gubione dowody, fałszywi biegli

Proces toczył się wiele lat, w jego trakcie sądy i prokuratura gubiły dowody, jeden z biegłych okazał się być fałszywym biegłym, inni razili brakiem kompetencji. Ale w końcu sprawa dobiegła do końca. W 2018 roku Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał, że Ciełuszecki jest winny działania na szkodę firmy, ale uniewinnił go z zarzutu oszustwa. Przedsiębiorca od wyroku się odwołał. W roku 2019 Sad Apelacyjny wyrok utrzymał w mocy. Ale też nakazał Sadowi Okręgowemu ponowne rozpatrzenie sprawy rzekomego oszustwa, jakiego Cieluszecki miał dopuścić się wobec samego siebie.

Dalszy ciąg sprawa miała pod koniec 2020 roku. Sad Najwyższy rozpatrzył kasację obrony i uznał ją w całości. Stwierdził, że skoro przedsiębiorca korzystał z opinii prawnej, wg której jego działanie jest legalne, to nawet jeśli opinia prawna była błędna, to przedsiębiorca nie popełnia przestępstwa. SN uznał, że w trakcie procesu popełniono rażące błędy. Skierował sprawę do Sadu Apelacyjnego zalecając, by ten „tym razem rozpatrzył sprawę rzetelnie”. Jest jednak jeden problem – Sąd Najwyższy nie zajął się sprawą rzekomego oszustwa, gdyż ta wcześniej została już skierowana do Sądu Okręgowego. Ten zajął się nią w kwietniu 2021 roku. I przedsiębiorcę uniewinnił. Stwierdził, ze „obywatel Mirosław Ciełuszecki nie mógł wprowadzić w błąd organu spółki, prezesa Ciełuszecki, bo to jedna i ta sama osoba”. Prokuratura złożyła apelację od wyroku. I w czwartek, w południe przed Sadem Apelacyjnym w Białymstoku odbędzie się rozprawa apelacyjna.

Kilka faktów

Podsumujmy: proces toczy się prawie 20 lat. Gdyby nawet przedsiębiorca był winny, w normalnym systemie sadownniczym już dawno odpokutowałby swoja winę i zaczął życie od nowa. Tu końca sprawy nie widać.

Przed transakcja, do której przyczepiła się prokuratura Ciełuszecki korzystał z ekspertyzy prawnej, wg której było to działanie legalne.

Skutkiem „działania na niekorzyść firmy” było zwiększenie jej kapitału.

Oszukanym przez Ciełuszeckiego miał być prezes zarządu, czyli… on sam. Choć pokrzywdzony i oszukany przez siebie się nie czuje.

Skarb Państwa na transakcji Ciełuszeckiego nie stracił – przeciwnie, zyskał. Bo przedsiębiorca zapłacił należne podatki i to od ceny rzekomo zawyżonej, a więc wyższej. Odpowiednio wyższy był także podatek.

Sprawa toczy się dwadzieścia lat, będziemy do niej wracać.

p.s.

korzystaliśmy z materiałów publikowanych w Salonie 24 i w „Nowym Telegrafie Warszawskim”

Przeczytaj też:

Najnowszy banknot kolekcjonerski NBP: „Lech Kaczyński. Warto być Polakiem”

Apel zniszczonego przedsiębiorcy: Nie wracajcie, jedyne, co na Was czeka to cela


Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo