100 tys. Polaków umarło na COVID. Lekarz gorzko: Większości śmierci można było uniknąć

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay
Niestety trochę nieodpowiedzialnie podchodzimy jako społeczeństwo do pandemii koronawirusa. Zdecydowanej większości tych zgonów można było uniknąć – mówi Salonowi 24 dr Michał Sutkowski, lider warszawskich lekarzy rodzinnych.

Magiczna granica – sto tysięcy zgonów na COVID-19, została przekroczona. Koronawirus nie jest główną przyczyną śmierci, bo Polacy najczęściej nadal umierają na zawał i nowotwory. Ale ofiar SARS-COV-2 w Polsce jest kilkadziesiąt razy więcej niż ofiar wypadków samochodowych. O czym świadczy ta statystyka?

Dr Michał Sutkowski: Świadczy o tym, że niestety trochę nieodpowiedzialnie podchodzimy jako społeczeństwo do pandemii koronawirusa. Zdecydowanej większości tych zgonów można było uniknąć. Mówię tu o tych zgonach tegorocznych, już po pojawieniu się szczepionki. Niestety, wiele osób lekceważy szczepienia, lekceważy zasady DDM. Drugim powodem tak tragicznej statystyki jest to, że zbyt późno chorzy zgłaszają się do lekarza, zbyt późno trafiają do szpitala. Czasem na ratunek nie ma już szans. Niektórzy są przekonani, że są panami sytuacji, że będą mieli szczęście, że lecząc się w domu zwalczą koronawirusa bez hospitalizacji.

Przeczytaj też:

Dziambor w Salonie24: Jaki będzie "end game" tej pandemii?

Co się dzieje z polską dyplomacją? "Kompromitacja naszego MSZ"

Bo czasami leczenie w domu wystarcza i udaje się pokonać chorobę?

Powiem więcej – często jest tak, że faktycznie leczenie w domu jest rozwiązaniem lepszym. Jednak absolutnie nie należy rezygnować z opieki, konsultacji lekarskiej. To lekarz zdecyduje, w jakim stanie jest chory, jakie leczenie zastosować. Wreszcie – czy pacjent powinien trafić do szpitala, czy nie ma takiej potrzeby. Opieka medyczna powinna być od początku, od momentu pojawienia się choroby. Niestety wielu chorych leczy się całkowicie na własną rękę. A gdy już taki pacjent zdecyduje się na pomoc lekarską, jest już za późno i w szpitalu nie można mu pomóc. Poważny problem stanowią też ludzie z grup ryzyka, którzy nie chcą się szczepić. Mówię tu zarówno o osobach w podeszłym wieku, które powinny być już po trzeciej dawce, jak i o osobach z chorobami przewlekłymi, nowotworami, po przeszczepach. Jeśli ludzie ci nie przyjęli trzeciej dawki, to jest bardzo źle. I wreszcie kolejny powód dramatycznej liczby zgonów – to ogólny stan naszego systemu ochrona zdrowia. On się poprawia, ale zaniedbania w nim sięgają siedemdziesięciu lat, czasów II wojny światowej. Nie da się tego poprawić ot tak, z dnia na dzień.

Mówi Pan o potrzebie zaszczepienia większej liczby ludzi. Ale tu trwa ostry spór. Z jednej strony są ludzie negujący w ogóle istnienie choroby. Z drugiej strony słyszymy ze strony rządu, części ekspertów, którzy najpierw mówią, że szczepionki całkowicie chronią, potem że chronią, ale nie w stu procentach. Niedawno redaktor naczelny Salonu 24 pisał o wizycie we Francji, gdzie z dnia na dzień uznano jedną ze szczepionek za krócej skuteczną i unieważniono paszporty covidowe. Trudno się dziwić, że ludzie czują się zdezorientowani?

Zgadzam się, że przekaz powinien być rzetelny i prosty. I ja staram się mówić jak najprostszym językiem, szczerze. Prawda jest taka, że szczepionki są na dziś niedoskonałym ale najlepszym sposobem walki z wirusem. Dają wysoki poziom ochrony przed zakażeniem, bardzo wysoki poziom przed ciężkim przebiegiem, hospitalizacją i zgonem. Na usprawiedliwienie niektórych ekspertów powiem, że czasem nieporozumienia wynikają ze skrótów myślowych. Mówią „szczepcie się, bo to najlepsza ochrona”, a media tłumaczą to „szczepcie się, na 100 proc. się nie zarazicie”. Tak nie jest, ale na pewno szczepiąc się zmniejszamy ryzyko zakażenia i prawie eliminujemy ryzyko zgonu. Ale zgadzam się, że brak spójności, albo zbyt skomplikowany przekaz sprawia, że spora część ludzi niebędących antyszczepionkowcami nie decyduje się na szczepienie. I to właśnie oni stanowią różnicę między Polską a krajami zachodnimi, gdzie ten poziom wyszczepienia jest znacznie większy.

No właśnie są tu dwie postawy. Ludzi młodych, którzy uważają, że COVID-a przechodzili, więc już mają naturalną odporność, nic im nie grozi. Z drugiej strony jest wcale niemała grupa ludzi starszych, którzy nie szczepią się, bo boją się wyjść z domu. I zamiast szczepionki wolą się izolować, zerwać kontakt ze wszystkimi. „Bo przecież w domu nie zachorują”?

Również spotkałem się z takimi postawami. Jeśli chodzi o ludzi młodych to jest to postawa złudna, bo po jakimś czasie od przechorowania odporność spada. I to szczepienie daje najskuteczniejszą ochronę. W przypadku ludzi starszych jest tak, że zazwyczaj nie są oni antyszczepionkowcami, ale po prostu uważają, że należy się izolować, że wtedy ich choroba nie dotknie. No nie jest tak, bo ograniczenie kontaktu wcale nie oznacza ich braku. Wystarczy, że ktoś przyniesie zakupy i akurat też jest niezaszczepiony i przechodzi infekcję. Więc to ryzyko jest, należy o nim mówić.

Pojawiły się w mediach ostatnio znów argumenty koronasceptyków mówiące o tym, że szpitale COVID-owe dostają więcej pieniędzy za leczenie COVID-19 niż innych chorób. Więc opłaca się zgłaszać koronawirus zamiast innych schorzeń?

To argument całkowicie poniżej pasa. Oczywiście leczenie ciężkiej, zakaźnej choroby to koszty – leków, sprzętu, personelu, pacjenta. Więc oczywistym jest, że środki na to muszą być przeznaczane. Ale zapewniam, że żaden szpital na świecie nie zamówiłby sobie pandemii po to, żeby na niej zarobić. Po prostu uzyskuje zwrot poniesionych poprzez leczenie COVID-19 kosztów.

Przeczytaj też:

Kontrola cen? To da się zrobić

Budka zorganizował konferencję przed piekarnią. Jej właściciela wykańczają rachunki

Polski Ład wyśmiewany przez Polaków. "Wizerunkowo nie do uratowania"


Lubię to! Skomentuj90 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości