Posłanka PiS ze wstrząsającymi szczegółami o swojej chorobie

Canva, Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en>, via Wikimedia Commons
Canva, Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en>, via Wikimedia Commons
Posłanka PiS Barbara Dziuk zachorowała na Covid-19 na chwilę przed ubiegłorocznymi świętami Wielkiej Nocy. W rozmowie z Polsat News zdradziła, jak ciężko przechodziła zakażenie koronawirusem.

Kiedy Barbara Dziuk zachorowała na Covid-19 nie była jeszcze zaszczepiona - na trzy tygodnie przed zaplanowanym szczepieniem.

Barbara Dziuk o szczegółach choroby

- To, co przeżyłam rok temu to był mój osobisty dramat, dramat mojej rodziny, moich przyjaciół - stwierdziła posłanka PiS na antenie Polsat News.

Na COVID-19 Dziuk zachorowała przed ubiegłorocznymi świętami. Szczepienia w Polsce ruszyły natomiast 27 grudnia 2020 r. Posłanka miała czekać na swoją dawkę jeszcze trzy tygodnie. Wirus okazał się jednak szybszy.

- Zaczęła spadać mi saturacja. Kiedy leżałam w domu, w łóżku, już podczas mocnych objawów, SMS-a wysłał mi Jerzy Polaczek [poseł PiS, przyp. red.], żebym nie czekała, tylko udała się do szpitala - opowiadała Barbara Dziuk.

Sytuacja w związku z epidemią była wówczas w kraju trudna - w szpitalach brakowało wolnych miejsc i respiratorów.

- Znalazłam miejsce w małym szpitalu powiatowym, gdzie otrzymałam niezbędną opiekę, dostałam osocze. Tam zaczął się dramat. Zaczęły mi wysiadać po kolei nerki, poszczególne organy. Nie umiałam sobie z tym poradzić - wspominała trudne chwile posłanka.

Stan zdrowia polityk był tak ciężki, że lekarze wraz z rodziną podjęli decyzję o przeniesieniu Dziuk do szpitala specjalistycznego. Posłanka opisywała, jak wyglądały wówczas oddziały, szpitalne korytarze, na których ludzie po prostu umierali.

- To uświadomiło mi, że też mogę znaleźć się w tej grupie - zdradziła Dziuk.

Posłanka wspomina ogromny ból

- Nie byłam w stanie w ogóle rozmawiać przez telefon. Każde słowo kosztowało mnie niesamowity wysiłek, a ból wewnętrzny, który oddziaływał na cały organizm, stwarzał myśl, że nie wiadomo, co będzie - mówiła posłanka i wspomniała, że w trudnych chwilach ogromnym wsparciem okazała się dla niej obecność księdza.

- Spokój płynący z bycia blisko kapłana sprawił, że zaczęłam się uspokajać - zdradziła i dodała, że przy życiu trzymał ją fakt, że cały czas ma dla kogo żyć.

W jednej chwili posłanka poczuła, że jest bliżej śmierci niż mogłoby się jej wydawać. 

- W jednym momencie przed oczami stanęło mi całe życie. Powiedziałam "bądź wola Twoja". Jeśli mam żyć, to proszę o życie. A jeśli mam odejść z tego świata, to chciałam w zgodzie. W SMS-ie wysłałam serce do męża - opowiadała ze wzruszeniem. Doszła do wniosku, że jej życie dobiega końca, co bardzo nią wstrząsnęło.

Pacjenci wspierali się nawzajem

Posłanka Dziuk wyznała również jak wielkie wsparcie uzyskała od innych pacjentów.

- Nawzajem dodawaliśmy sobie siły, obserwowaliśmy monitory. Najgorsze było to, że nie widzieliśmy własnego monitora. Na własne oczy zobaczyłam, jak u innej osoby ten monitor zrobił się cichy. Ten moment jest bardzo trudny dla każdego, bo w tym czasie zastanowiłam się, że być może następny zgaśnie mój monitor - stwierdziła. 

Parlamentarzystka spędziła na OIOM-ie dwa tygodnie. Doświadczenie choroby, która okazała się dla niej niemal zabójcza, umocniło przekonanie o tym, jak ważne są szczepienia.

- Dzięki szczepieniom zostały wygaszone pewne choroby. Nie mogę pojąć, że ruch antyszczepionkowy przy tej pandemii jest tak mocny. Mam nadzieje, że osoby, które są nieprzekonane do działań ingerujących w życie, może zmienią zdanie. Trzeba na ten temat rozmawiać i pokazywać dramaty - podsumowała Dziuk. 

WP

Czytaj dalej: 

Lubię to! Skomentuj39 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości