Były minister obrony: Polacy mogą spać i pracować spokojnie. Jesteśmy bezpieczni

Piesze polsko - ukraińskie przejście graniczne w Medyce, fot. PAP/Darek Delmanowicz
Piesze polsko - ukraińskie przejście graniczne w Medyce, fot. PAP/Darek Delmanowicz
Polska jest na szczęście członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, który posiada potencjał militarny, techniczny, ekonomiczny wielokrotnie wyższy od rosyjskiego. Więc nie wydaje mi się, aby ktokolwiek na Kremlu zdecydował się na uderzenie na którekolwiek państwo członkowskie NATO. Zresztą nie ma żadnych przesłanek, informacji, czy doniesień, by takie uderzenie na teraz było realne – mówi Salonowi 24 Jan Parys, minister obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego (1991-92).

Rosja dokonuje już pełnej agresji na Ukrainę. Ostrzał rakietowy, bombardowania lotnicze, akcje wojsk lądowych. Giną ludzie. Konflikt toczy się tuż przy granicy z Polską. Przez lata wszyscy obawiali się Rosji, ale inwazja na inne państwo wydawała się bardzo mało prawdopodobna. Teraz możemy mówić o punkcie zwrotnym?

Jan Parys: Agresja na Ukrainę jest faktycznie momentem przełomowym. Jak powiedział premier Mateusz Morawiecki po raz pierwszy od czasu II wojny światowej mamy do czynienia z konfliktem na taką skalę na terenie Europy. Bo owszem w okresie zimnej wojny były konflikty, ale prowadzone były poza Europą. Więc sytuacja jest bardzo groźna, wymaga wyciągnięcia wielu wniosków. Także odpowiedzi na pytanie „skąd ta wojna”. I ta wojna bierze się z brutalnej ingerencji jednego państwa w wewnętrzne sprawy drugiego. Tymczasem niezależność, możliwość decydowania o sobie, jest gwarancją pokoju. Gdy jacyś politycy chcą uszczęśliwiać na siłę inne narody, to najpierw jest nacisk polityczny, ideologiczny, dyplomatyczny, a potem być może też militarny. Czas, aby wyciągnąć wnioski.

Przeczytaj też:

Agresja Rosji na Ukrainę [Relacja]

Władimir Putin w swoim bardzo ostrym, agresywnym przemówieniu ostrzegał też Zachód, że za pomoc Ukrainie „zapłaci straszliwą cenę”. Niektórzy dopatrują się tu groźby użycia broni atomowej. Pan był w rządzie, który jako pierwszy proponował wejście do NATO. To się udało i gdy przystępowaliśmy do sojuszu wydawało się, że bezpieczeństwo jest już zapewnione po wsze czasy. Czy teraz w związku z tym, co się dzieje, możemy zacząć się obawiać?

Polska jest na szczęście członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, który posiada potencjał militarny, techniczny, ekonomiczny wielokrotnie wyższy od rosyjskiego. Więc nie wydaje mi się, aby ktokolwiek na Kremlu zdecydował się na uderzenie na którekolwiek państwo członkowskie NATO. Zresztą nie ma żadnych przesłanek, informacji, czy doniesień, by takie uderzenie na teraz było realne.

Jednak NATO zwiększa obecność na wschodniej flance Sojuszu. Będzie więcej żołnierzy, broni?

Sytuacja jest o tyle poważna, że w kraju bezpośrednio sąsiadującym z Sojuszem toczy się wojna. Jak wspomniałem, pierwsza na taką skalę w Europie po zakończeniu II wojny światowej. Nic dziwnego, że NATO podjęło pewne decyzje, uruchamia dodatkowe środki. Przygotowane zostały tak zwane plany ewentualnościowe na wypadek, gdyby zagrożenie wzrosło. Poza planami teoretycznymi następuje też realne zwiększenie obecności wojsk. Pakt Północnoatlantycki zwiększa wojskową obecność na wschodniej flance, także w Polsce. I to przesunięcie wojsk będziemy mogli zaobserwować w ciągu najbliższych dni, tygodni. To się naprawdę dzieje. Natomiast to tylko zwiększa poziom naszego bezpieczeństwa. Możemy spokojnie spać, pracować. A za bezpieczeństwo odpowiadają służby, Sztab Generalny, Wojsko Polskie.

Przeczytaj też:

Wojna na Ukrainie. Polskie wojsko w pełnej gotowości

Renata Gabryjelska: Dużo robiłam dla innych, mało dbałam o siebie

Czy istnieje wypalenie zawodowe wśród polityków?


Lubię to! Skomentuj53 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka