Sowietolog wskazuje na to, co mocno podrażniło Putina. "Pytanie, czy jest samobójcą"

Zachód przestał się bać szntażu nuklearnego Rosji. Fot. Pixabay
Zachód przestał się bać szntażu nuklearnego Rosji. Fot. Pixabay
Zachód wyraźnie wyzwolił się z nuklearnego szantażu Rosji. Seanse nienawiści w putinowskich mediach należy odczytywać w ten sposób: "zrozumieliśmy wasze deklaracje. I bardzo nam się nie podobają" – mówi Salonowi 24 prof. Włodzimierz Marciniak, sowietolog, były ambasador RP w Moskwie.

Od kilku dni w rosyjskich mediach mamy coraz więcej ostrych wypowiedzi pod względem Zachodu, straszenia wojną nuklearną, a nawet zagładą. Czy to gra psychologiczna, przejaw bezsilności, czy może jakaś przemyślana bardziej strategia?

Prof. Włodzimierz Marciniak: Tu trzeba zastosować mechanizmy analizy takiej, jak w przypadku seansów nienawiści z powieści Orwella „Rok 1984”. Bez wątpienia jest tu gra psychologiczna i kwestie oddziaływania na użytek zewnętrzny i wewnętrzny. Ale też mogą być zakamuflowane pewne sygnały w tym przekazie.

Przeczytaj też:

Nowe doniesienia na temat stanu zdrowia Putina. Prezydent Rosji poważnie chory?

Co te sygnały rosyjskie oznaczają?

Trzeba je czytać na odwrót. Jest tu tło psychologiczno-społeczne, a to już szerszy temat. Niewątpliwie dochodzi do tego kwestia polityczna. Polityka Rosji opiera się od lat na szantażu atomowym. Pamiętajmy, że doktryna Rosji - od mniej więcej 2009 roku - zakłada użycie broni jądrowej w przypadku konfliktu lokalnego, którego Rosja nie może przechylić na swoją korzyść. Z uwagi na fakt, że jej autorem był generał Nikołaj Patruszew, nazywana jest czasem doktryną Patruszewa.

Straszak jądrowy, od strony czysto psychologicznej, mocno oddziaływał na kraje zachodnie. Widzieliśmy to podczas kolejnych konfliktów z udziałem Rosji. Przynajmniej od kilku tygodni widzimy, że Zachód uwolnił się od tego szantażu. Widać to choćby po wizycie sekretarza stanu USA Anthony'ego Blinkena i sekretarza obrony USA Lloyda Austina w Kijowie czy deklaracjach, jakie padły podczas konferencji w Ramstein.

Na czym ta znacząca zmiana nastawienia Zachodu polega?

Austin pytany o cele powiedział wprost, że jest to zwycięstwo Ukrainy i osłabienie Rosji na tyle, żeby nie zaatakowała innych państw. To ogromna zmiana, bo mamy wyraźne określenie celów wojny z Rosją. Mało tego, one są wyraźnie sformułowane w stosunku do samych Rosjan – „wam nic nie grozi, my tylko nie chcemy pozwolić waszym przywódcom na wszczynanie awantur”. Jest też dużo większa śmiałość w przekazywaniu broni na Ukrainę.

Jeszcze kilka tygodni temu mieliśmy do czynienia z niekończącą się dyskusją o tym, co jest bronią defensywną, a co ofensywną. Wszyscy już o tym zapomnieli i po prostu dostarczają uzbrojenie.

Po trzecie, sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg przestał opowiadać - i to nagle - że celem Sojuszu jest nieangażowanie się w wojnę. Czyli „pomożemy Ukrainie, ale jej nie pomożemy”.. I po czwarte, wreszcie najważniejsze. Amerykanie dali do zrozumienia, że mają pociski taktyczne średniego zasięgu, które mogą przebijać współczesne bunkry.

Co taka deklaracja w praktyce oznacza?

Ten sygnał jest czytelny – jeśli użyjecie broni jądrowej, my odpowiemy. I to sygnał do konkretnego odbiorcy. To, co się dzieje w rosyjskich mediach, to informacja, że sygnał z Zachodu został odebrany. I, że bardzo się władzom na Kremlu nie spodobał.

Czy użycie tej broni ze strony Rosji, jest w ogóle możliwe?

Ze strony amerykańskiej pośrednio, a ze strony brytyjskiej wprost poszedł sygnał – „jeśli użyjecie broni jądrowej, my odpowiemy”. A takiej wojny nie wygrałby nikt więc Rosjanie - używając broni jądrowej - byliby samobójcami. Z tym, że tu oczywiste jest, że większość ich elity nie akceptowałaby wojny nuklearnej. Pytanie, czy samobójcą okaże się sam Putin? I, czy jeśli tak by się stało, czy elity rosyjskie byłyby w stanie go zatrzymać?

Jak guzik wciśnie, to raczej „po zawodach”?

To nie jest taki prosty mechanizm, że Putin wciska przycisk i lecą rakiety. On podejmuje decyzję, ale po drodze użycie tej broni może być jeszcze powstrzymane.

Te rosyjskie elity muszą jednak wtedy przeciwdziałać. Dawniej był podział na zwolenników opcji siłowej i rozwiązań bardziej ugodowych. Teraz jednak odnieść można wrażenie, że jest tylko narracja siłowików i to desperatów, którzy „z przykrością” popełnią nuklearne samobójstwo?

Tu z jednej strony są ludzie służb, dla których każde poszerzenie ich władzy jest pożądane, i propaganda medialna także prezentuje punkt widzenia siłowików. W nurt ten wpisuje się też były prezydent Dmitrij Miedwiediew, który w zasadzie sprawia wrażenie, jakby miał zastąpić zmarłego niedawno Władimira Żyrynowskiego. Z drugiej strony są niektórzy generałowie. Wojna w Ukrainie to ogromne straty, także w generalicji, nie mówiąc o zwykłych pułkownikach.

Ludzie wojska są tak samo imperialni jak Putin. Ale są bardziej merytoryczni. I mają świadomość, że w ich interesie jest dziś przynajmniej przerwa w prowadzeniu walk. I mogą naciskać na jakieś porozumienie.

Przeczytaj też:

"Tajna broń" krzyżuje plany armii rosyjskiej. Najeźdźcy zaczęli ją masowo atakować

To będzie czarny końwyborów prezydenckich? Sensacyjna kandydatura z PiS z dobrym wynikiem

Nowy gracz w wyścigu po prezydenturę. Dla wielu jego kandydatura może być zaskoczeniem


Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka