Kora w Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie. Mąż wokalistki o jej niewyleczonych traumach

Kamil Sipowicz w rozmowie z "Faktem" wspomina o traumach jego zmarłej żony Kory Jackowskiej, związanych z pobytem w Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie (fot. PAP)
Kamil Sipowicz w rozmowie z "Faktem" wspomina o traumach jego zmarłej żony Kory Jackowskiej, związanych z pobytem w Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie (fot. PAP)
Kamil Sipowicz, mąż zmarłej w 2018 roku wokalistki Kory, w rozmowie z "Faktem" opowiada o wieloletnich traumach gwiazdy. Według niego nie potrafiła ona zapomnieć o sytuacjach, które działy się w jej dzieciństwie, kiedy przebywała w Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie, gdzie spędziła pięć lat.

Po reportażu Wirtualnej Polski na temat Domu Pomocy Społecznej Jordanowie, o ośrodku znów zrobiło się głośno. Miało tam dochodzić do bicia, zastraszania i zamykania małych dzieci w klatkach. Prokuratura Rejonowa w Suchej Beskidzkiej wszczęła śledztwo w tej sprawie, a zarzuty usłyszały już dwie siostry zakonne.

Traumy Kory

Mąż Kory Jackowskiej w wywiadzie z "Faktem" przyznał, że jego żona do końca życia mierzyła się z bolesnymi traumami, które prześladowały ją od jej pobytu w Jordanowie.

— Kora we wspomnieniach wielokrotnie mówiła, że to była trauma. Siostry zakonne dokładnie tak samo się odnosiły do małych dzieci. Dzieci 3-letnich, 4-letnich, a Kora była wówczas w takim wieku. Takie dzieci po prostu nie potrafią się bronić. Siostra Kory była starsza i wobec niej oraz innych starszych dziewczynek nie stosowano takich zachowań — powiedział Sipowicz.

— Jeśli dzieci nie trzymały moczu, musiały całą noc spać w mokrym prześcieradle. Smarowano je kałem, stosowano przemoc psychiczną i fizyczną. Kora lubiła czytać książki. Kiedy czytała pod kocem z latarką, to jej te książki zabierano. Dziewczynkom opowiadano potworne historie o wampirach i potworach, żeby wiecznie się bały — opowiadał mąż Jackowskiej.

Cierpienie i strach

Sipowicz przyznał, że przez kilka dekad życia z żoną, często widział w jej oczach cierpienie i strach.

— Dzieci miały numerki, nie zwracano się do nich po imieniu. Kora była ósemką i nikt nigdy nie mówił do niej "Olga". Ona na szczęście była mocną osobowością i tę traumę przetworzyła w sztukę. Ale większości się to nie udaje. Możemy wymienić choćby trzy znane nazwiska w historii, które w młodości były bite i poniewierane: Stalin, Hitler i dzisiaj Putin. Swoje traumy ponieśli dalej w świat — ocenił Sipowicz.

Powrót Kory do Jordanowa

Mąż Jackowskiej opowiadał, że w latach 90-tych Kora postanowiła wrócić do miejsca, w którym ją skrzywdzono.

— W latach 90. pojechaliśmy tam z Korą. Była zdziwiona, bo jako dziecku to wszystko wydawało jej się pięć razy większe, w rzeczywistości jest o wiele mniejsze. Kiedy spojrzeliśmy na napis DPS, oboje popatrzyliśmy na siebie. Stwierdziliśmy, że możemy sobie tylko wyobrażać, co tam może się dziać. Widać mieliśmy rację, bo nic się nie zmieniło — mówi "Faktowi" Kamil Sipowicz. 

— To jest zniszczenie dziecka, zniszczenie osoby do końca jej życia. Kora nigdy się od tego nie uwolniła. Małe dziecko jest jak gąbka. Zastraszone, przerażone, manipulowane, chłonie wszystko — tłumaczy.

Winny kościół?

Według Sipowicza, zaniedbaniom w kontrolowaniu katolickich ośrodków winny jest kościół.

— Kościół kompletnie nie liczy się z tym, co tam się wydarzyło. Nadal jest tak samo, mają miejsce te same zachowania. Tym razem wobec dzieci niepełnosprawnych. Kościół nie wyciąga żadnej lekcji, bo jest aż tak potwornie arogancki. Ośrodki prowadzą nadal te same siostry, zupełnie nikt ich nie kontroluje. A nawet jeśli, to możemy sobie tylko wyobrażać, jak takie kontrole wyglądają. Przerażające jest to, że w takich ośrodkach opiekunowie i siostry zakonne mogą robić, co chcą. Trzymać ludzi w klatkach, głodzić, bić, ubliżać. I to wszystko pod płaszczykiem świętości Kościoła — mówi Sipowicz.

Dodał, że we wspomnieniach Kory często przewijały się konflikty z siostrami zakonnymi.

— Z relacji Kory wynikało, że potworne napięcia były też między zakonnicami. Najczęściej, to były dziewczyny z małych miejscowości, siłą zapędzone do klasztoru — opisuje mąż wokalistki.

— Tam i wszędzie, gdzie dorośli znęcają się nad dziećmi i molestują je seksualnie. Niech wiedzą, że plują temu Jezusowi w twarz — podsumował Sipowicz.


RB


Czytaj dalej:

Anita Włodarczyk przekazała fatalną wiadomość. Potwierdziło się najgorsze

Kopał w ogrodzie, gdy nagle trafił na dziwny przedmiot. Służby od razu ruszyły na miejsce

Pracownik Google'a zaczął mówić, od razu go zawiesili. "AI zyskała samoświadomość"

TVP. Poseł PO wyciągnął na antenie zapiski o inflacji. Realizator natychmiast zareagował

Molestowanie nieletniego w Krakowie. Prokuratura znów zajmuje się kard. Dziwiszem

Lubię to! Skomentuj154 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo