Skandale i księża celebryci. „Prawdziwi księża nie szukają rozgłosu. Modlą się i pracują”

W Kościele prawdziwi księża nie szukają rozgłosu, uważa nasz rozmówca. fot. Piotr Drabik, CC BY 2.0
W Kościele prawdziwi księża nie szukają rozgłosu, uważa nasz rozmówca. fot. Piotr Drabik, CC BY 2.0
Prymas Wyszyński zwracał uwagę, że tak zwane „środki ubogie” Kościoła czyli sakramenty, liturgia, modlitwa świadczą najbardziej o jego bogactwie. Zdecydowanie więcej jest wciąż duszpasterzy, którzy wierzą bardziej w środki ubogie niż w terapie szoku. Ale działalność tych księży została w jakiś cyniczny sposób zdezawuowana przez grupę faktycznych księży celebrytów – mówi Salonowi 24 ks. Prof. Paweł Bortkiewicz.

W ostatnim czasie doszło do kilku głośnych i bardzo dla ludzi wierzących przykrych sytuacji związanych z ludźmi Kościoła. Media informowały na przykład o szokującym zachowaniu rzecznika białostockiej kurii. Tam reakcja przełożonych była szybka. Jak jednak tego typu sytuacje wpływają na Wspólnotę Kościoła w Polsce?

Ks. Prof. Paweł Bortkiewicz: Przyznaję, że informacje o działaniach byłego rzecznika kurii w Białymstoku i byłego redaktora jednego z programów katolickich są dla mnie szokiem. Absolutnie nie jestem w stanie zrozumieć tej anty-logiki działań. Są tak drastycznie irracjonalne, że stanowią wręcz naoczne świadectwo opętania człowieka przez złego. Rozmawiamy na ten temat, gdy jestem kilka godzin po pogrzebie, na którym spotkałem kilku księży. Proboszcz parafii, w której odbywał się pogrzeb to kapłan z trzydziestoletnim stażem w tej parafii, wcześniej wieloletni kapelan szpitala, kilkuletni kapelan w więzieniu. Krótka rozmowa dotycząca jego biografii uzmysłowiła mi ogrom dobra, często niestandardowego, mało spektakularnego, ale najprościej mówiąc - absolutnie niezwykłego. Takich kapłanów – mówię to z pełną świadomością - są setki i tysiące. Niestety, jakiś procent czy może promil stał się ewidentnie opętany złem. Problemem jest to, że łatwiej dostrzegamy to zło niż dobro. Oczywiście, w dużej mierze jest tak dlatego, że owo zło staje się udziałem ludzi - nazwijmy to - wyeksponowanych także w świecie kościelnym.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Nie żyje "handlarz respiratorami". Prokuratura ma niepotwierdzoną informację

Te szokujące historie dotyczą często ludzi działających na styku mediów i działalności duszpasterskiej. Wspomniany ksiądz był nie tylko rzecznikiem prasowym, a więc osobą odpowiedzialną za kontakty medialne. Występował też w popularnym programie telewizyjnym. Na ile fakt, że kapłan staje się gwiazdą mediów, może wpłynąć na jakość jego posługi kapłańskiej?

Oczywiście, muszę się przyznać, że sam współpracuję z pewnymi mediami. Traktuję jednak je wszystkie jako możliwość wypowiadania się na areopagu współczesnego świata. Nigdy – i mówią to bezwzględnie szczerze – nie traktowałem i nie traktuję mediów jako sposobu budowania własnego wizerunku. To są narzędzia. Problemem chyba staje się to, kiedy człowiek dotykający tych narzędzi staje się ich niewolnikiem. Wspominają państwo o byciu „gwiazdą mediów”, o byciu „celebrytą”… Przyznam się bardzo szczerze, że te pojęcia są dzisiaj także w przestrzeni świeckiej tak bardzo zdewaluowane, że budzą we mnie śmiech. Przeglądając portale internetowe czytam o jakimś dramacie celebrytki czy celebryty, a dla mnie „dramatem” jest to, że nazwisko owej osoby kompletnie nic mi nie mówi. Jeżeli ktoś z nas duchownych pretenduje do tego, by stać się takim „celebrytą” to nie jest już kwestia pustego śmiechu. To kwestia śmiechu żałosnego.

Zjawisko celebryctwa jest częste wśród dziennikarzy, artystów, polityków. Pojawili się też celebryci-kapłani. Był ksiądz, który publicznie walczył ze swoim biskupem, byli na Zachodzie księża przedstawiający w mediach szokujące dla katolików poglądy na prawdy wiary. Sprzeczne z oficjalną doktryną. „Drobiazgi” to na przykład dodawanie świeckich elementów podczas mszy, bądź przeciwnie – robienie show wokół wiary, skupianie się na wyłącznie objawieniach prywatnych, cudach, nadawaniu religii sensacyjnego charakteru. Na ile takie zjawisko jest powszechne, a na ile medialne, gdzie jednostkowe sytuacje są po prostu głośne, a zwykła praca kapłanów jest przez nie przykrywana?

Pozwolę sobie na przypomnienie wielokrotnie powtarzanych słów bł. prymasa Wyszyńskiego, który zwracał uwagę, że tak zwane „środki ubogie” Kościoła czyli sakramenty, liturgia, modlitwa świadczą najbardziej o jego bogactwie. Niestety, dzisiaj wielu z nas, kapłanów, uległo przekonaniu, że chcąc dotrzeć z orędziem Ewangelii do współczesnego człowieka trzeba szokować, tak, jak szokuje się newsami. To oczywiście - delikatnie ujmując - błędna teoria, u której podstaw leży jednak oszałamiająca pycha – przekonanie, że pierwszym działającym w Kościele jestem „ja kapłan”, a nie Chrystus. Sądzę, że zdecydowanie więcej jest wciąż duszpasterzy, którzy wierzą bardziej w środki ubogie niż w terapie szoku. Ale tak jak wspomniałem na początku rozmowy, działalność tych księży nie jest eksponowana, nie jest medialnie wydobyta. Została też w jakiś cyniczny sposób zdezawuowana przez grupę faktycznych księży celebrytów, którzy określili siebie 2 lata temu mianem „zwykłych księży”. Prawdziwie zwykli księża, zwyczajni, po prostu księża katoliccy nie szukają szokujących metod i nie szukają rozgłosu. Modlą się i pracują.

Podczas zjazdu absolwentów jednego z seminariów księża wspominali, że gdy byli klerykami starszy rektor ostrzegał ich, że to w seminarium szatan jest najbardziej aktywny, gdyż jeśli księża ulegną pokusom, skutki są poważniejsze, niż jeśli ulegnie „zwykły człowiek”. Na ile pokusa działalności medialnej, w prasie, TV, portalach społecznościowych jest szansą kapłaństwa, dotarcia do większej liczby ludzi, a na ile jest dla niego zagrożeniem?

Oczywiście, każdy z nas kapłanów powinien mieć świadomość szczególnego daru i odpowiadającego mu zadania. Degradacja własnej godności kapłańskiej staje się źródłem niejednokrotnie kryzysu dla wielu osób. Słynne pozostają słowa księdza Tischnera, który stwierdzał, że nie spotkał człowieka porzucającego Kościół po przeczytaniu Feuerbacha, zna natomiast ludzi, którzy opuścili Kościół po wysłuchaniu kazania swojego proboszcza. Każdy z nas kapłanów, musi być świadomy szczególnych zagrożeń, jakie na nas czyhają. Jednak kapłan, tak jak każdy katolik, nie jest człowiekiem wyłącznie skupionym na demaskacji zła. Uczeń Chrystusa jest powołany do działania na rzecz dobra, promowania prawdy, ujawniania piękna ludzkiego życia. Dlatego warto niewątpliwie korzystać ze współczesnych metod technicznych, zwłaszcza audiowizualnych, pamiętając jednak, że są one narzędziem i tylko narzędziem. My, będąc sługami prawdy mamy tymi narzędziami się posługiwać w sposób stosowny i pamiętając czemu one służą. Warto w tym miejscu przypomnieć sobie ciężar owego słowa „sługa”. Chrystus wyraźnie przypominał swoim Apostołom, że miarą sługi nie jest użyteczność, ale wierność. Te słowa pozostają dzisiaj niezwykle aktualne.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Kaczyński rozwiał wątpliwości. Premier Morawiecki nie do ruszenia

Tokarczuk nie chce, by jej książki trafiały pod strzechy. "Piszę nie dla idiotów"


Lubię to! Skomentuj113 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo