Morawiecki dla Euractiv. "Nadszedł czas na wielki rachunek sumienia Europy"

Premier Mateusz Morawiecki w swoim artykule dla brukselskiego portalu Euractiv poruszył m. in. temat zachowania Europy wobec wojny na Ukrainie, a także zagrożenia związanego z imperializmem Rosji. (fot. Twitter/Kancelaria Premiera)
Premier Mateusz Morawiecki w swoim artykule dla brukselskiego portalu Euractiv poruszył m. in. temat zachowania Europy wobec wojny na Ukrainie, a także zagrożenia związanego z imperializmem Rosji. (fot. Twitter/Kancelaria Premiera)
— Gdyby cała Europa poszła za głosem Niemiec, to nie tylko Nord Stream 1, ale także Nord Stream 2 działałby od wielu miesięcy; a zależność Europy od rosyjskiego gazu, który służy Putinowi do szantażowania całego kontynentu, byłaby prawie nieodwracalna — napisał premier Mateusz Morawiecki w artykule dla brukselskiego portalu Euractiv.

Prawda o Rosji

— Wojna na Ukrainie ujawniła prawdę o Rosji. Ci, którzy nie chcieli dostrzec, że państwo Putina ma imperialistyczne tendencje, muszą dziś zmierzyć się z faktem, że w Rosji odrodziły się demony XIX i XX wieku: nacjonalizm, kolonializm i totalitaryzm — stwierdził szef polskiego rządu. — Ale wojna na Ukrainie obnażyła też prawdę o Europie. Wielu europejskich przywódców dało się omamić Władimirowi Putinowi i jest dziś w szoku — dodał premier.

Jego zdaniem powrót imperializmu w Rosji nie powinien dziwić, bowiem przez prawie dwadzieścia lat kraj ten powoli odbudowywał swoją pozycję na oczach Zachodu.

"Geopolityczna drzemka"

— Tymczasem Zachód zamiast zachowywać rozsądną czujność, zdecydował się na geopolityczną drzemkę. Wolał nie widzieć narastającego problemu, niż stawić mu czoła z wyprzedzeniem. Europa jest dziś w takiej sytuacji nie dlatego, że była niewystarczająco zintegrowana, ale dlatego, że nie chciała słuchać głosu prawdy. Głos ten dobiega od wielu lat z Polski — podkreślił Morawiecki. Zaznaczył również, że "Polska nie ma monopolu na prawdę", jednak w stosunkach z Rosją ma ona znacznie większe doświadczenie niż inni.

— Prezydent Polski Lech Kaczyński miał rację, podobnie jak Kasandra przewidująca upadek Troi, gdy wiele lat temu powiedział, że Rosja nie zatrzyma się na Gruzji i sięgnie po więcej. I on też pozostał niewysłuchany — napisał Morawiecki.

Ignorowany głos Polski

— To, że polski głos jest ignorowany, to tylko przykład szerszego problemu, z którym zmaga się dziś UE. Równość poszczególnych krajów (we Wspólnocie) ma charakter deklaratywny. Praktyka polityczna pokazała, że liczy się przede wszystkim głos Niemiec i Francji. Mamy więc do czynienia z formalną demokracją, ale de facto oligarchią, w której władzę sprawują najsilniejsi. Ponadto, ci silni popełniają błędy i nie są w stanie zmierzyć się z krytyką — ocenił szef rządu.

Morawiecki zwrócił uwagę, że zawór bezpieczeństwa, który chroni UE przed tyranią większości, to zasada jednomyślności.

— Poszukiwanie kompromisu wśród 27 krajów, których interesy tak często są ze sobą sprzeczne, bywa czasem frustrujące, a kompromis może nie zadowalać wszystkich w stu procentach. Gwarantuje jednak, że każdy głos zostanie usłyszany, a przyjęte rozwiązanie spełni minimalne oczekiwania każdego państwa członkowskiego — podkreślił.

— Jeśli ktoś proponuje, aby działania UE były jeszcze bardziej niż dotychczas uzależnione od decyzji niemieckich – co oznaczałoby zniesienie zasady jednomyślności – krótka retrospektywna analiza decyzji niemieckich powinna załatwić sprawę. Gdyby w ostatnich latach Europa zawsze postępowała tak, jak chciały Niemcy – czy znaleźlibyśmy się dzisiaj w lepszej czy gorszej sytuacji? — zapytał Morawiecki.

"Gdyby cała Europa poszła za głosem Niemiec..."

— Gdyby cała Europa poszła za głosem Niemiec, nie tylko Nord Stream 1, ale także Nord Stream 2 działałby już od wielu miesięcy. Zależność Europy od rosyjskiego gazu, który dziś służy Putinowi jako narzędzie szantażu przeciwko całemu kontynentowi, byłaby prawie nieodwracalna. Gdyby cała Europa zaakceptowała propozycję prezydencji niemieckiej w czerwcu 2021 roku dotyczącą zorganizowania szczytu UE-Rosja, skończyłoby się to uznaniem Putina za pełnoprawnego partnera i zniesieniem sankcji nałożonych na Rosję po 2014 roku — zauważył Morawiecki. — Gdyby ta propozycja, zablokowana wówczas przez Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię, została przyjęta, Putin uzyskałby gwarancję, że UE nie podejmie żadnych realnych działań w obronie integralności terytorialnej Ukrainy. Bylibyśmy dziś raczej obiektem niż podmiotem polityki międzynarodowej, gdyby Unia Europejska zamiast twardej polityki obrony własnych granic, fundamentalnego atrybutu suwerenności państwa, przyjęła również zaproponowane w 2015 roku zasady dystrybucji migrantów — wyliczał szef polskiego rzadu.

Migranci jako narzędzie w wojnie hybrydowej

— Putin zauważył wtedy, że migranci mogliby zostać wykorzystani jako narzędzie w wojnie hybrydowej przeciwko UE, a w 2021 roku wraz z Alaksandrem Łukaszenką zaatakował w ten sposób Polskę, Litwę i Łotwę. Nasza odporność na kolejny wielki kryzys byłaby dziś jeszcze mniejsza, gdybyśmy w 2015 roku słuchali zwolenników otwartych granic. Wreszcie, gdyby cała Europa wysyłała broń na Ukrainę na taką samą skalę i w tym samym tempie, co Niemcy to wojna skończyłaby się dawno temu. Skończyłaby się absolutnym zwycięstwem Rosji. A Europa byłaby w przededniu kolejnej wojny. Rosja, zachęcona słabością swoich przeciwników, ruszyłaby dalej — stwierdził Morawiecki.

Premier ostrzegł, że każdy głos z Zachodu, apelujący o ograniczenie dostaw broni na Ukrainę, złagodzenie sankcji, zachęcający "obie strony" do dialogu jest przez Putina odczytywany jako oznaka słabości.

Lubię to! Skomentuj128 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka