Kosiniak-Kamysz w Salonie24 o słowach Tuska: Jedna lista opozycyjna jest niemożliwa

Władysław Kosiniak-Kamysz Fot. PAP/Roman Zawistowski
Władysław Kosiniak-Kamysz Fot. PAP/Roman Zawistowski
Słowa Donalda Tuska jedynie potwierdzają, że sens mają dwa bloki opozycyjne. Centrowo-prawicowy, który budujemy my oraz lewicowo-liberalny, który dziś tworzą Koalicja Obywatelska z Lewicą. Oni mają wspólny program w kwestiach światopoglądowych, ale także w kwestiach gospodarczych – mówi Salonowi 24 Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Donald Tusk podczas campusu Polska Przyszłości zadeklarował legalizację aborcji do 12 tygodnia ciąży. Jednocześnie niewpuszczanie na listy tych, którzy mają w tej kwestii odmienne zdanie. Czy po takim zaproszeniu ze strony lidera Koalicji Obywatelskiej jest bliżej, czy dalej do wspólnej listy opozycji do Sejmu?

Władysław Kosiniak-Kamysz: To jest potwierdzenie tezy, którą głoszę od bardzo dawna. Jedna lista całej opozycji jest niemożliwa. W wielu sprawach są bowiem zbyt daleko idące różnice. Między innymi w kwestiach światopoglądowych, takich jak przerywanie ciąży. Słowa Donalda Tuska jedynie potwierdzają, że sens mają dwa bloki opozycyjne. Centrowo-prawicowy, który budujemy my oraz lewicowo-liberalny, który dziś tworzą Koalicja Obywatelska z Lewicą.

Oni mają wspólny program w kwestiach światopoglądowych, ale także w kwestiach gospodarczych. Jako Koalicja Polska mówimy o wsparciu przedsiębiorców, aktywności gospodarczej, małym biznesie. Wśród propozycji programowych Lewicy i PO jest głównie mowa o administracji, urzędnikach. Widać to po propozycjach podwyżek dla tzw. „budżetówki”, które deklarował szef Platformy Obywatelskiej.

Przeczytaj też:

Prof. Domański: Deklaracjami na Campusie Tusk zamknął drogę do wspólnej listy opozycyjnej

Prawo i Sprawiedliwość radykalizuje swój przekaz. Wobec uczestników campusu z prawej strony, jak Tomasz Terlikowski, poseł Zbigniew Girzyński, czy Klub Jagielloński spadła z prawej strony bardzo ostra krytyka. Jednocześnie drożyzna postępuje, partia rządząca nieco traci poparcie. Pojawiają się opinie, że choć dziś wydaje się to nieprawdopodobne, za rok PiS wypadnie z politycznej ekstraklasy tak, jak SLD w 2005 roku. Czy planujecie nie tyle wspólne dojście do władzy z KO, ale właśnie podzielenie sceny pomiędzy dwa bloki, o których Pan wspomniał?

Na pewno chciałbym, żeby ta propozycja, którą złożymy spodobała się Polakom. I, żeby nasza formacja grała w najwyższej lidze. Faktycznie jest tak, co wynika z kolejnych deklaracji, że Platforma zdecydowanie skręca w lewo i walczy o elektorat lewicowy. My zaś swój przekaz kierujemy wobec wyborców centrum i prawicy, także tych, którzy są rozczarowani PiS, a którzy kiedyś zaufali tej partii.

Dlatego podczas Campusu apelowałem o to, by nie atakować wyborców PiS, bo naszym celem jest pokonanie partii rządzącej, ale przekonanie do siebie jej wyborców. To ludzie często rozczarowani i zmęczeni poziomem zawłaszczenia państwa oraz psuciem jego instytucji przez PiS. To też wyborcy, dla których sprawy wartości – Kościół, tradycja, patriotyzm, a także tak trudne tematy, jak przerywanie ciąży, są ważne, dlatego głosowali na PiS. Dziś zamierzamy im pokazać, że jest alternatywa, że mają na kogo głosować.

Czy w budowaniu tej alternatywy partnerem jest dla Was Polska 2050 Szymona Hołowni?

Jest bardzo wiele rzeczy, które nas łączą, choć są oczywiście pewne różnice. Współpracujemy w Sejmie, nie wykluczamy, że ta współpraca będzie zacieśniona. Na pewno chcemy nasz obóz poszerzać.

Niedawno dr Andrzej Anusz przypomniał w Salonie 24, że w Sejmie leży wniosek PSL o samorozwiązanie Sejmu. I, że to „bomba zegarowa” jaką dysponuje PiS. Dla partii rządzącej byłaby to szansa na lepszy wynik wyborczy jeszcze przed bardzo trudną zimą, gdy może stracić poparcie. Z kolei opozycja nie jest jeszcze w pełni gotowa do wyborów. Czy wierzy Pan, że ten wniosek będzie niebawem głosowany?

Wniosek o samorozwiązanie Sejmu został zgłoszony ponad rok temu. Na razie jest w zamrażarce. Osobiście byłbym bardzo zadowolony, gdyby PiS za nim zagłosowało, bo podpisałoby się w ten sposób pod aktem oskarżenia wobec własnych rządów. Dowodziłoby to, że politycy partii rządzącej przynajmniej potrafią przyznać się do winy. Nie jestem jednak w tej kwestii optymistą. Wydaje mi się, że przywiązanie do własnych stołków i fruktów z rad nadzorczych jest tak silne, że ludzie ci będą trzymać się władzy kurczowo, do ostatniego dnia kadencji.

Przeczytaj też:

Rzecznik koordynatora służb o Olszańskim: Zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego

Radek Sikorski: Reparacje moralnie się nam należą, ale...


Lubię to! Skomentuj40 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka