Stuhr w ogniu krytyki po ujawnieniu zeznań potrąconego przez niego motocyklisty

W mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej komentarzy po ujawnieniu zeznań motocyklisty potrąconego przez Jerzego Stuhra. (fot. Twitter)
W mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej komentarzy po ujawnieniu zeznań motocyklisty potrąconego przez Jerzego Stuhra. (fot. Twitter)
W mediach społecznościowych pojawia się coraz więcej komentarzy na temat potrącenia motocyklisty przez Jerzego Stuhra, po tym jak do mediów trafiły zeznania poszkodowanego.

Fala komentarzy po ujawnieniu zeznań motocyklisty

— Ktoś tu mija się z prawdą — skomentował na Twitterze dziennikarz, korespondent TVP w Berlinie Cezary Gmyz, który dołączył do swojego wpisu zrzuty ekranu z przeprosin Jerzego Stuhra oraz zeznań motocyklisty, który informował o dwukrotnej próbie ucieczki aktora z miejsca zdarzenia.

Komentarz w tej sprawie opublikował też pisarz Rafał Ziemkiewicz.

— No źle to wygląda dla pana, który się wstydzi mówić po polsku — napisał na Twitterze.

— Na szczęście wszystko jest nagrane więc pan Jerzy Stuhr będzie musiał zderzyć się z twardą rzeczywistością. Technika w dzisiejszych czasach poszła do przodu i są takie małe kamerki — odpowiedział jeden z użytkowników.

"Zero prawdziwej skruchy"

Aleksandra Głowińska, była raperka i dziennikarka TVN także skomentowała sprawę, twierdząc, że Stuhra powinien "dotknąć ostracyzm społeczny".

— Czy uważam, ze Jerzy Stuhr powinien być piętnowany za to, co zrobił? Czy powinien dotknąć go ostracyzm społeczny? Tak x2. Być może to spowoduje, ze kolejna pijana gwiazda zamówi taksówkę zamiast wsiadać za kółko. Ze strachu przed „ludem”. Bo kary pieniężne maja głęboko w d... — napisała na Twitterze.


— Stuhr kłamał pisząc , że nie uciekał z miejsca wypadku. Zero prawdziwej skruchy — napisała jedna z użytkowniczek.

Sprzeczne informacje ze strony Stuhra

Dzień po wypadku Jerzy Stuhr postanowił za pośrednictwem mediów społecznościowych swojego syna Macieja przeprosić za zaistniałą sytuację.

— Bardzo żałuję i przepraszam, że wczoraj podjąłem tę najgorszą w moim życiu decyzję o prowadzeniu samochodu — pisał wówczas na Facebooku. Zapewnił również, że wbrew informacjom mediów nie uciekał on z miejsca zdarzenia.

— Jednocześnie chciałem zapewnić, że wbrew doniesieniom medialnym, nie zbiegłem z miejsca zdarzenia, lecz zatrzymałem się na życzenie jego uczestnika i razem oczekiwaliśmy na przyjazd policji — przekazał.

Tydzień po wypadku Stuhr w rozmowie z dziennikarzami "Faktu" stwierdził, że "jest dobrej myśli, nikomu nic nie zrobił".

— Okazało się, że dziennikarz, z którym wydawało mi się, że jestem umówiony następnego dnia, czeka na mnie wtedy i tyle — mówił Stuhr. Na pytanie, czy jeszcze do niego nie dotarło, co zrobił, odpowiedział "może".

Aktora chwilę po wypadku bronił na Twitterze m. in. Tomasz Lis, który zdarzenie nazwał "potknięciem wybitnego aktora".

— Potknięcie wybitnego aktora, do którego - nie ukrywając niczego - się przyznaje, wywołało ekstazę propagandzistów i wielu zwolenników władzy. Jerzy Stuhr nadal jest wybitnym artystą i aktorem, a nie celebrytą. Potknięcie zaś oceni wolny sąd, czyli tak jak być powinno. I tyle — pisał na Twitterze.

Do sprawy Jerzego Stuhra odniósł się również wówczas dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński, który zarzuca aktorowi "brak skruchy".

RB

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj63 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości