Ostre zadymy w Kantonie. Chińczycy mają dość lockdownu i polityki "zero covid"

Protesty przeciwko lockdownowi w Kantonie na południu Chin. (fot. Twitter)
Protesty przeciwko lockdownowi w Kantonie na południu Chin. (fot. Twitter)
We wtorek jeden z mieszkańców kantońskiej dzielnicy Haizhu w Kantonie na południu Chin przekazał, że w nocy zbrojna policja stłumiła protesty przeciwko lockdownom ogłoszonym w związku ze wzrostem liczby zachorowań na COVID-19. W mediach społecznościowych widać m.in., jak ludzie niszczą ogrodzenia wokół osiedla.

Chińczycy protestują przeciwko lockdownom

Mieszkańcy Kanton w południowych Chinach protestują przeciwko lockdownom wprowadzanym w związku ze wzrostem liczby zachorowań na COVID-19. Demonstracje są wynikiem niezadowolenia społecznego wobec stosowanej przez władze Chin polityki "zero covid" oraz surowych środków zapobiegania pandemii.

Na jednym z nagrań widać, jak ludzie przewracają czerwone bariery, którymi otoczono ich okolicę. Inny film przedstawia robotników zamkniętych fabryk, którzy przewracają radiowóz. Państwowe media milczą w tej sprawie.

Jeden z Polaków, który przebywa obecnie w Kantonie, udostępnił na Twitterze film, w którym przyznaje, że w mieście trwają "zadymy ze służbami porządkowymi".

— Ludzie są zmęczeni, bo jak był lockdown na całe miasto, to było im łatwiej, a teraz, jak są punktowo robione (...), no to się denerwują, czemu sąsiad może chodzić do pracy, a oni nie — opisuje. Podkreślił też, że w Kantonie "cały czas są testy i cały czas są ogniska (zakażeń – przyp. red.)".

Demonstracje w Kanton

Wiele obszarów zamieszkanej przez 1,8 mln ludzi dzielnicy Haizhu od końca października objętych jest lockdownem. Robotnicy napływowi mieszkający w hotelach pracowniczych na Haizhu skarżyli się na brak żywności i dostępu do opieki medycznej. Niektórzy twierdzili, że po powrocie ze szpitali nie mogli wejść do mieszkań. Dostawy spoza dzielnicy były niemożliwe ze względu na lockdown.

— Myślę, że ludzie są bardzo zdesperowani. Być może lepiej jest trafić do więzienia niż zostać tutaj, bo w więzieniu chociaż jest jedzenie, miejsce do spania i lekarz — ocenił jeden z mieszkańców dzielnicy w rozmowie z PAP. Jego osiedle znajduje się niedaleko miejsca, w którym doszło do protestów. Jest ono również zamknięte w lockdownie.

Mieszkańcy osiedla mogą zamawiać produkty spożywcze z supermarketu internetowego. Tymczasem wiele kwater robotniczych nie ma nawet kuchni, bo pracownicy napływowi zwykle korzystają z zakładowych stołówek lub restauracji, które teraz są zamknięte. Mimo to lokalne władze "codziennie chwalą same siebie w wiadomościach telewizyjnych” za sposób radzenia sobie z pandemią, co sprawia, że „ludzie na Haizhu są wściekli” — powiedział mieszkaniec dzielnicy Haizhu.


Wzrost zakażeń koronawirusem w Kantonie

Z relacji dostępnych w mediach społecznościowych wynika, że demonstracje wybuchły wśród pracowników napływowych z prowincji Hubei, której stolicą jest Wuhan. Według doniesień, lokalne władze Haizhu chcą odesłać wielu z nich do rodzinnej prowincji, jednak nie wiadomo, czy zostaną tam przyjęci ze względu na ryzyko rozprzestrzeniania wirusa.

We wtorek władze miasta Kanton zgłosiły ponad 5 tysięcy nowych przypadków zakażenia COVID-19. Większość z nich określono jako bezobjawowe. To najwyższy bilans w tym mieście od początku pandemii. Najwięcej infekcji wciąż notowanych jest na Haizhu.

RB

Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka