Poseł KO zapowiada: Grubej kreski dla PiS-u na pewno nie będzie

Redakcja Redakcja Wybory Obserwuj temat Obserwuj notkę 115
Chcielibyśmy, żeby w święta Bożego Narodzenia, ludzie, którzy często siadają albo już ostatnio nie siadali do jednego stołu, bo byli podzieleni, właśnie przez tę telewizję, która dzieliła to społeczeństwo na pół, usiedli przy jednym stole. Żeby złożyli sobie życzenia, niezależnie od tego, jakie mają poglądy i na kogo głosowali – powiedział Dariusz Joński, poseł Koalicji Obywatelskiej. Wywiad ukazał się w Radiu Łódź, rozmawiał Sławomir Jastrzębowski, Salon24.

Osiemdziesiąt siedem tysięcy ludzi na Pana zagłosowało. No, trzeba panu gratulować! Gratuluję.

Dariusz Joński:
Bardzo dziękuję. Chcę gorąco oczywiście wszystkim bardzo podziękować, to jest naprawdę bardzo dobry wynik. Najlepszy od dwudziestu dwóch lat w Łodzi, więc tym bardziej czuję zobowiązanie. To jest panie redaktorze wynik na miarę pierwszej "trójki" PiS-u z Łodzi, więc panów Budy, Raua i Wojciechowskiej razem wziętych. Tym bardziej czuję ogromne zobowiązanie.

Koniec gratulacji, a teraz jedziemy. Prawie na pewno prezydent Andrzej Duda powierzy za miesiąc misję tworzenia rządu Prawu i Sprawiedliwości. To znaczy, że PiS ma czas na przeciąganie do siebie 37 posłów. Przyciągnie kogoś od was? Prowokacja, uwaga.

Nie jestem przekonany, że będziemy miesiąc czekać po wystąpieniach publicznych nowego szefa Kancelarii Prezydenta, myślę tu o panu Marcinie Mastalerku, który zapowiedział konsultacje w przyszłym tygodniu. Jeśli trzech liderów pójdzie do prezydenta Dudy i pokaże 249 podpisów, to oczywiście prezydent może grać na czas, ale odnoszę wrażenie, że może być też inaczej. Zobaczymy.

Czytałem na Twitterze wpisy kilku posłów z Prawa i Sprawiedliwości, którzy przekonują, że będzie dobrze, wszystko idzie w dobrym kierunku, rozmowy trwają. Tak jakby kogoś chcieli przeciągnąć.

Jarosłąw Kaczyński jest mistrzem w kupowaniu ludzi, to wiemy. Potrafił to robić. Łukasz Mejza, Paweł Kukiz - to przykłady, ale już takich osób nie ma w naszych środowiskach. Dlatego mówię, że jeśli podpiszemy taką listę 249 osób, zresztą na początku tygodnia będzie konferencja liderów naszej trójki, to myślę, że prezydent Andrzej Duda nie będzie zwlekał przez miesiąc, a przyspieszy i powierzy misję tworzenia rządu Donaldowi Tuskowi.

Was w tym czasie czekają rozmowy koalicyjne. Bardzo trudne, bo wasze trzy partie łączy przede wszystki niechęć, żeby nie powiedzieć, nienawiść do PiS-u. Ale jeżeli chodzi o gospodarkę, światopogląd, to te programy są rozbieżne, żeby nie powiedzieć zaprzeczające sobie. Teraz trzeba będzie wypracować jakąś umowę koalicyjną. Jak wy to zrobicie, panie Pośle?

Trwa to od wielu miesięcy i zakończy się sukcesem. My nie mamy takich rozbieżności jak w Zjednoczonej Prawicy Kaczyńskiego, gdzie Ziobro chciałby wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. Jeśli są jakieś różnice, bo to są trzy środowiska, no to będziemy się przekonywać, żeby jednak...

Panie Pośle, aborcja...

My w tej sprawie się wypowiedzieliśmy i prawa kobiety odzyskają, to mogę powiedzieć.

Panie Pośle, ale jak odzyskają? Przecież jest ustawa, której prezydent nie podpisze. Jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który mówi to, co mówi. Jak to można prawnie zrobić?

Każda sprawa, która będzie w jakikolwiek sposób dyskusyjna i trzeba będzie szukać innych rozwiązań niż podpis prezydenta, będzie wymagała większości w Sejmie. Takich też będziemy szukać dla różnych projektów.



Również poza koalicją, bo może być na przykład weto prezydenta i trzeba będzie próbować to weto odrzucić. Pamiętajmy też, że mamy Senat. Mówię o pakcie senackim, więc spokojnie

Są weta prezydenta. Arytmetyka mówi, że nie uda się ich odrzucić.

A dlaczego Pan podchodzi tak sceptycznie? Uważam, że jest duża szansa, bo widzę, co się dzieje w Zjednoczonej Prawicy. Jak mnie dzisiaj jeden poseł PiS-u zapytał, czy rozliczymy aferę respiratorową, to już mnie nic nie zdziwi.

Czyli będziecie do projektów kupować posłów z PiS-u?

Nie, nie, absolutnie nie kupować! Ale mam nadzieję, że część z nich przejrzy na oczy. To, co pokażemy, bo tu faktycznie nie będzie grubej kreski, chcemy budować uczciwe państwo, ale jednak powiedzieliśmy, że rozliczymy tych, którzy sprzeniewierzyli albo mówiąc kolokwialnie, ukradli pieniądze.


Mam nadzieję, że takich jak wczoraj pan Marcin Wolski, który powiedział, co robił w telewizji, będzie więcej. Ten redaktor powiedział o tym, jak to uprawiał tępą propagandę rodem z lat 70. To niech mi Pan wierzy, takich posłów może być więcej, jak właśnie Wolski, któremu to nie przeszkadzało w TVP. A teraz już sobie przypomniał, że jednak tego nie akceptuje.

Skoro jesteśmy przy telewizji, to niech mi Pan powie, jaki macie pomysł na to, żeby ją przejąć, zmienić. Bo przecież jest Rada Mediów Narodowych, jest ustawa i teoretycznie jesteście trochę przyblokowani.

Pan mówi w kategoriach przejęcia, a my chcielibyśmy, żeby w święta Bożego Narodzenia, ludzie, którzy często siadają albo już ostatnio nie siadali do jednego stołu, bo byli podzieleni, właśnie przez tę telewizję, która dzieliła to społeczeństwo na pół i usiedli wspólnie przy jednym stole.  Żeby złożyli sobie życzenia, niezależnie od tego, jakie mają poglądy i na kogo głosowali.


Telewizja ma też jednoczyć, a nie dzielić. A wystarczy włączyć na chwilę, żeby wiedzieć, co tam się dzieje. Więc na pewno chcemy skończyć z tą fabryką hejtu. Mamy pewien pomysł, liderzy to ogłoszą krok po kroku, co chcemy zrobić, żeby ta telewizja jednoczyła naród, a nie dzieliła.

A to jest ten pomysł związany z postawieniem w stan likwidacji Telewizji Polskiej i zarząd komisaryczny?

Niech Pan uzbroi się jeszcze chwilę w cierpliwość.

Tak jakby chciał mi Pan potwierdzić, ale nie mógł.

Poczekajmy. Cel wiemy, jaki jest. Telewizja powinna istnieć, ale, szczególnie jeśli Polacy mają na nią płacić, powinna być to telewizja, która łączy, a nie dzieli. Taki jest cel. A który z mechanizmów wybierzemy, żeby go osiągnąć? Negocjują w tej chwili liderzy. To będzie jedna z pierwszych decyzji, dlatego, że musimy scerować to społeczeństwo. To będzie najtrudniejszy proces, bo jednak dzielenie Polaków trwało 8 lat, ale zrobimy to. Mogę to zagwarantować.

Panie pośle, co z CPK?

My mówiliśmy wielokrotnie, że CPK, w którym przecież jeszcze nawet łopata nie została wbita, natomiast ile krzywdy ludzkiej tam się wydarzyło, to my tylko odbieraliśmy telefony i spotykaliśmy się z ludźmi. Bilans otwarcia, komponent kolejowy – tak, ale nie na krzywdach ludzi. Samo CPK uważamy, że jest absolutnie nieakceptowalne, tym bardziej że ono zakłada likwidację Okęcia, marginalizację portów regionalnych, na przykład, w Łodzi. No to przecież to nie chodzi tylko o zamknięcie Okęcia.


Żeby zrobić ruch na CPK na poziomie 40, a docelowo nawet 100 milionów, to trzeba ograniczać, a później zamykać. Nie tylko Modlin, Radom, ale Łódź i kolejne lotniska. Nie po to inwestowaliśmy pieniądze unijne i samorządowe w te regionalne lotniska, żeby je zamykać. Więc uważamy, że dzisiaj priorytetem są nauczyciele, edukacja i zdrowie. Jeśli gdziekolwiek mamy inwestować to w te właśnie gałęzie i to zrobimy, bo od 1 stycznia chcemy podnieść płacę dla nauczycieli – to też jest jeden z naszych konkretów – 1500 złotych i podwyżka dla budżetówki o 20 proc.

Co z płotem na granicy białoruskiej?

Nikt nie będzie go burzył, tylko zobowiązaliśmy się, że wyjaśnimy aferę wizową, bo ktoś postawił mur, a jednocześnie ktoś zarabiał. Grubość portfela decydowała, czy ktoś przejdzie przez ten mur, czy nie.


Dziennikarze udowodnili 1300 takich przypadków, że osoby zaproszone przez Łukaszenkę, które miały destabilizować tę część Europy, przeszły przez nasz mur płacąc m.in. na Białorusi duże pieniądze. Ta afera musi być wyjaśniona.  

Fot. Dariusz Joński/PAP

Rozmawiał Sławomir Jastrzębowski, Salon24. Rozmowa odbyła się w Radiu Łódź



Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka