Małgorzata Wassermann podpadła w partii. Władze PiS nie mogą jej tego darować

Redakcja Redakcja PiS Obserwuj temat Obserwuj notkę 78
Deklaracja Małgorzaty Wassermann tuż przed ciszą wyborczą, że nie poparłaby Łukasza Gibały, wywołała wściekłość we władzach Prawa i Sprawiedliwości. Liczono bowiem, że gdyby w Krakowie kandydat niezależny wygrał z kandydatem PO, to PiS mógłby wykorzystać ten fakt w kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Poparcie dla Gibały rosło, aż tu przyszła Wassermann

Według danych PKW poseł PO Aleksander Miszalski (KKW Koalicja Obywatelska) wygrał drugą turę wyborów na prezydenta Krakowa, uzyskując 51,04 proc. głosów. Jego kontrkandydat, startujący z własnego komitetu Łukasz Gibała otrzymał 48,96 proc. głosów. Miszalskiego i Gibałę dzieliły 5 434 głosy. Frekwencja wyniosła 45,50 proc. W I turze wyborów Miszalski miał ponad 37 proc. poparcia, Gibała – prawie 27 proc.

W ostatnich dniach kampanii przed drugą turą wyborów poparcie dla Łukasza Gibały dynamicznie rosło. PiS, którego kandydat, były wojewoda małopolski Łukasz Kmita, nie wszedł do drugiej tury, nieformalnie zdecydował się poprzeć niezależnego kandydata. Na Gibałę wskazywali m.in. Beata Szydło, Andrzej Adamczyk czy radny i szef krakowskich struktur PiS Michał Drewnicki. W ostatniej chwili szyki popsuła Małgorzata Wassermann, która w piątek oświadczyła, że nie wyobraża sobie, by jako krakowianka mogła na niego zagłosować.

"Nie mogłabym poprzeć człowieka, który w sposób haniebny manifestował wielokrotnie pogardę dla ludzi mających konserwatywne, prawicowe poglądy. Czuję sprzeciw wobec tego, aby prezydentem mojego miasta mógł zostać ktoś bez wiarygodnej wizji jego rozwoju, kto dzisiaj składa pusto brzmiące deklaracje o ponadpartyjnym łączeniu mieszkańców, a nie tak dawno chciał otaczać ludzi podzielających moje poglądy i związanych z Prawem i Sprawiedliwością kordonem sanitarnym" — napisała w mediach społecznościowych Małgorzata Wassermann.


Władze PiS wściekłe na Małgorzatę Wassermann

Choć i Drewnicki, i Adamczyk zapewniali, że oni myślą inaczej, to wielu wyborców PiS zostało w minioną niedzielę w domach i ostatecznie wybory na prezydenta Krakowa wygrał poseł PO Aleksander Miszalski.

Jak pisze Onet, "w lokalnym PiS zapanowała wściekłość".  Lokalne struktury są potwornie rozżalone. Wiele osób uważa, że Wassermann po prostu dogadała się z Miszalskim i w imię swoich partykularnych interesów sprzedała partię - powiedział Onetowi jeden z lokalnych polityków w Krakowie.  - Ależ byli na nią wkur.... - dodał drugi.

Pojawiły się nawet sugestie, że Wassermann nie zrobiła tego za darmo, z drugiej strony rozmówcy Onetu nie bardzo mają pomysł, co ugrała posłanka, popierając kandydata z wrogiego dla PiS obozu. Przypominają, że Małgorzata Wassermann miała dość dobre relacje z Jackiem Majchrowskim, często w różnych sprawach gościła w jego gabinecie i sugerują, że liczyła na kontynuację tego układu w przypadku zwycięstwa Miszalskiego.


Sprawa ma jednak nie tylko lokalny kontekst. Władze PiS miały nadzieję, że PO przegra w tak ważnym mieście jak Kraków i chciano to wykorzystać w kampanii przed wyborami do europarlamentu, tymczasem nic z tego nie wyszło.

- Nie wiem, czy spotkają ją jakieś konsekwencje, może jedynie wyrzucenie z klubu parlamentarnego. Ale wątpię, bo cieszy się sympatią prezesa Kaczyńskiego — mówi anonimowo Onetowi krakowski działacz PiS. Wassermann w wyborach parlamentarnych w 2023 r. była jedynką partii i zdobyła w okręgu krakowskim rekordowe 88 tys. głosów. Przed pięcioma laty natomiast była kandydatką PiS na prezydenta Krakowa i konkurowała wówczas między innymi z Jackiem Majchrowskim i Łukaszem Gibałą.

ja

Czytaj także:

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka