na zdjęciu: Premier Donald Tusk podczas narady w siedzibie KPRM w Warszawie. fot. PAP/Marcin Obara
na zdjęciu: Premier Donald Tusk podczas narady w siedzibie KPRM w Warszawie. fot. PAP/Marcin Obara

Tusk zobaczył ustawę i nie dowierzał w to, co czyta. Minister na cenzurowanym

Redakcja Redakcja Rząd Obserwuj temat Obserwuj notkę 56
Według ustaleń „Gazety Wyborczej” premier Donald Tusk wstrzymał prace nad ustawą reformującą Państwową Inspekcję Pracy i polecił Ministerstwu Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przygotowanie jej nowej wersji. Szef rządu miał uznać obecny projekt za nie do zaakceptowania – przede wszystkim ze względu na zapisy dające inspektorom prawo jednostronnego przekształcania umów cywilnoprawnych w etaty.

„GW”: Tusk zatrzymuje ustawę o PIP

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, projekt reformy PIP – choć 4 grudnia został zatwierdzony przez Stały Komitet Rady Ministrów – został zakwestionowany przez premiera podczas ostatniego posiedzenia rządu. Według rozmówcy dziennika Donald Tusk miał „postawić sprawę na ostrzu noża”, uznając, że obecna propozycja nie może wejść w życie w takiej formie.

Premier polecił wycofanie projektu z dalszych prac rządowych i odesłanie go do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Szefowa resortu Agnieszka Dziemianowicz-Bąk otrzymała zadanie jego radykalnej przebudowy.

Kluczowy spór dotyczy zapisu przyznającego inspektorom PIP prawo wydawania decyzji administracyjnych, które automatycznie przekształcałyby umowy B2B czy zlecenia w umowy o pracę. Tusk – jak podaje „GW” – chce, aby ostateczne rozstrzygnięcia w takich sprawach pozostawały w gestii sądów, a nie organu kontrolnego.


Ustawa o PIP. Na czym polegała krytykowana reforma

Resort pracy od miesięcy zapowiadał „wzmocnienie PIP” w walce z fikcyjnym samozatrudnieniem i nadużyciami umów cywilnoprawnych. Projekt przewidywał, że inspektor pracy mógłby w trakcie kontroli samodzielnie uznać, że dana współpraca spełnia przesłanki stosunku pracy i decyzją administracyjną nakazać jej przekształcenie w etat.

Ten mechanizm budził jednak poważne kontrowersje – zarówno prawne, jak i gospodarcze. Eksperci zwracali uwagę, że inspektor stawałby się jednocześnie kontrolerem i quasi-sędzią, bez prowadzenia pełnego postępowania dowodowego i bez gwarancji procesowych typowych dla sądów pracy. Więcej o wątpliwościach w sprawie projektu nadającego PIP potężne kompetencje pisaliśmy w tym artykule.


Obawy przedsiębiorców. Arbitralność, chaos i brak równości

Środowiska pracodawców alarmowały, że wprowadzenie takiego rozwiązania oznaczałoby „wyrywkowość prawa”. Kontrole PIP nie obejmują wszystkich podmiotów jednocześnie, więc część firm mogłaby zostać zmuszona do etatyzacji, a inne – działając w identyczny sposób – pozostałyby nietknięte.

Wskazywano również na ryzyko nacisku na inspektorów, aby „wykazywali skuteczność”, co mogłoby prowadzić do nadinterpretacji przepisów. Eksperci ostrzegali także przed problemami w sytuacji przedsiębiorców korzystających z dotacji czy kredytów powiązanych ze statusem działalności gospodarczej. Jedna decyzja administracyjna mogłaby uruchomić lawinę sporów prawnych i finansowych.


Krytyka projektu o PIP także za brak dialogu

Projektowi zarzucano nie tylko treść, lecz także sposób procedowania. Partnerzy społeczni mieli nie zostać realnie włączeni w proces, a Rada Dialogu Społecznego – pominięta. Co znamienne, nawet część strony związkowej zachowywała wobec ustawy dystans, wskazując na brak szerokiej debaty.

Federacja Przedsiębiorców Polskich i część ekspertów od początku proponowała inne rozwiązanie: systemowe oskładkowanie umów zlecenia. Ich zdaniem to narzędzie bardziej sprawiedliwe, przewidywalne i obejmujące wszystkich, bez selektywnego „wyciągania” firm do kontroli.

Przyznają też, że część przedsiębiorców popiera takie podejście, ponieważ eliminuje ono nieuczciwą konkurencję podmiotów celowo unikających kosztów pracy.


Co dalej z ustawą o PIP

Na razie reformę udało się wyhamować – wcześniej przesunięto już termin jej wejścia w życie i wykreślono najbardziej drastyczne zapisy, w tym możliwość retroaktywnego karania. Jednak projekt wciąż żyje, a spór o jego ostateczny kształt przenosi się teraz do resortu pracy.

Jedno jest pewne: napięcie między ochroną pracowników a stabilnością warunków prowadzenia biznesu pozostaje. A decyzja Donalda Tuska pokazuje, że ostateczne rozwiązanie – jeśli ma być wprowadzone – musi być bardziej wyważone i odporne na zarzuty zarówno prawne, jak i gospodarcze.


RD

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj56 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Polityka