Badanie opinii publicznej zlecone przez Polski Związek Pracodawców Ochrona pokazało, że projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy nie miał poparcia społecznego w żadnym elektoracie, nawet wśród wyborców Partii Razem, która oficjalnie popierała zmiany. O wynikach badania i przyczynach wycofania projektu przez premiera Tuska rozmawiamy z Grzegorzem Wojtasikiem, wiceprezesem zarządu PZPO.
Salon24: Premier Tusk zablokował reformę PIP. Jak Pan ocenia tę decyzję?
Grzegorz Wojtasik: Oceniam ją pozytywnie, choć przyszła stanowczo za późno.
Zleciliście badanie opinii publicznej o projekcie reformy PIP. Kiedy i dlaczego?
Badanie przeprowadziliśmy pod koniec listopada, tuż po tym, jak projekt trafił do konsultacji. Chcieliśmy sprawdzić, jak Polacy – nie eksperci, nie prawnicy, ale zwykli wyborcy – odbierają proponowane zmiany. Wyniki opublikowaliśmy w grudniu i były jednoznaczne: rozwiązania zaprezentowane w projekcie ustawy nie mają społecznego poparcia.
Dlaczego akurat wy, organizacja pracodawców z branży ochrony, zdecydowaliście się na tak szerokie badanie opinii publicznej?
Bo widzieliśmy dysonans między oficjalną narracją a tym, co słyszeliśmy od naszych członków i ich pracowników. Ministerstwo powtarzało mantrę o "ochronie zatrudnionych", a my wiedzieliśmy z pierwszej ręki, że ludzie pracujący na B2B czy zleceniach często świadomie wybierają tę formę.
Branża ochrony zatrudnia dziesiątki tysięcy osób na różnych formach. Mamy pracowników etatowych, ale też dużą grupę na umowach cywilnoprawnych – często emerytów, studentów, ludzi dorabiających. Dla nich elastyczność to klucz. Reforma miała to wszystko zniszczyć decyzją urzędnika.
Czuliśmy, że potrzebujemy twardych danych, nie dowodów anegdotycznych. Dlatego zleciliśmy reprezentatywne badanie profesjonalnej firmie badawczej. Chcieliśmy wiedzieć, czy to tylko my tak myślimy, czy społeczeństwo widzi to podobnie.
Jakie były główne wnioski wynikające z badania?
Zacznijmy od najważniejszego: 61% wyborców Koalicji Obywatelskiej sprzeciwiało się możliwości, by inspektor PIP mógł jednostronnie przekształcić B2B lub zlecenie w etat, nawet gdy zatrudniony jest zadowolony z obecnej formy. 38% odpowiedziało "zdecydowanie nie", kolejne 24% "raczej nie". Poparcie wyniosło zaledwie 21%. To nie był jakiś margines statystyczny. Mówimy o elektoracie największej partii wchodzącej w skład tego rządu.
Co więcej – ten sprzeciw w sprawie przekształceń umów był przekrojowy przez elektoraty wszystkich głównych partii politycznych. Konfederacja: 78% przeciw. Nowa Lewica: 68% przeciw. Koalicja Obywatelska: 66% przeciw. Trzecia Droga: 57% przeciw. PiS: 51% przeciw. Nawet wyborcy Partii Razem – ugrupowania, które oficjalnie popierało projekt – w 51% byli przeciwni przymusowym etatom. To pokazuje skalę problemu. Rozwiązania zaproponowane w projekcie nie miały większościowego poparcia w żadnym elektoracie.
A jak ludzie odbierali sam cel ustawy?
Tu były równie ciekawe wyniki. Zapytaliśmy wyborców KO wprost: czy cel tej ustawy to ochrona pracowników, czy uzyskanie dodatkowych wpływów do budżetu? 52% odpowiedziało, że chodzi o pieniądze. Tylko 36% uwierzyło w ochronę pracowników. Co istotne, 32% wyborców KO uznało, że "raczej bardziej" chodzi o budżet, a 20% że "zdecydowanie bardziej" o budżet.
Pytaliście też o konsekwencje ekonomiczne?
Tak, i tu wyniki były jeszcze bardziej przygnębiające dla zwolenników projektu. 53% wyborców KO przewidywało, że przekształcenie B2B lub zlecenia w etat oznacza spadek pensji netto. Tylko 12% wierzyło, że dzięki temu zarobi więcej. Ale spójrzmy na inne elektoraty. Spadek wynagrodzeń przewidywało: 82% wyborców Partii Razem, 70% Konfederacji, 67% Nowej Lewicy. To były najbardziej pro-regulacyjne ugrupowania w tej debacie, a ich wyborcy masowo obawiali się właśnie tego, co miało być główną korzyścią ustawy.
Jaka grupa społeczna była najbardziej przeciwna reformie?
Przedsiębiorcy. 58% osób prowadzących działalność gospodarczą stanowczo odrzucało możliwość narzucenia etatu, 39% "zdecydowanie nie", 19% "raczej nie". To zrozumiałe, bo oni mieli ponosić koszty tych zmian. Ale co ciekawe, w dużych aglomeracjach powyżej 500 tysięcy mieszkańców sprzeciw wyrażało 43% badanych. Wśród osób o poglądach centrowych, 64% było przeciw, w tym aż 43% "zdecydowanie nie".
Co te wyniki oznaczają dla projektu?
Że nie ma poparcia społecznego. Widać, że ludzie pytani ogólnie o taką ustawą wyrażają aprobatę, ale gdy ich zapytać już o szczegółowe zapisy proponowanych rozwiązań, czy o potencjalne konsekwencje wprowadzenia w życie takiego projektu, to wówczas widzimy że są przeciwni.
Nie da się przepchnąć reformy, której sprzeciwia się większość elektoratu. Nawet jeśli formalnie ma się większość w Sejmie, społeczny opór tej skali musi skończyć się wycofaniem projektu. Minister Dziemianowicz-Bąk próbowała przekonywać, że to "kampania dezinformacyjna pracodawców".
Ale badanie, które zleciliśmy pokazało coś innego: ludzie po prostu nie wierzą, że ta ustawa im pomoże. I nie chodziło o brak zrozumienia – chodziło o bardzo konkretne obawy przed niższymi pensjami i trudniejszym rynkiem pracy.
red.
Badanie zostało przeprowadzone przez Ogólnopolską Grupę Badawczą metodą CATI w dniach 25-28 listopada 2024 roku na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych mieszkańców Polski.
Fot: Tiger Lily/Pexels
Inne tematy w dziale Społeczeństwo