Pompy ciepła dopompowały im rachunki za ogrzewanie
Pompy ciepła przez ostatnie lata były przedstawiane jako jedno z najbardziej opłacalnych i przyszłościowych źródeł ogrzewania domów. Rosnące ceny paliw stałych i gazu, a także szeroki dostęp do dopłat sprawiły, że wiele rodzin zdecydowało się na kosztowną zmianę systemu grzewczego. Jak pokazują relacje cytowane przez Newsweek, w praktyce nie zawsze oznaczało to realne oszczędności.
Jedną z osób, które boleśnie przekonały się o ciemnej stronie tej technologii, jest Monika – samotna matka mieszkająca w starszym domu. Na montaż pompy ciepła wydała około 60 tys. zł, finansując inwestycję kredytem. W momencie podejmowania decyzji koszty ogrzewania ekogroszkiem sięgały u niej kilkunastu tysięcy złotych rocznie, więc zmiana miała być ratunkiem dla domowego budżetu.
– Zapłaciłam 60 tys. zł i dziś wiem, że to były pieniądze wyrzucone w błoto – mówi w rozmowie z tygodnikiem. Jak podkreśla, nikt nie uprzedził jej, że przy tradycyjnych grzejnikach i braku gruntownej termomodernizacji pompa będzie zużywać ogromne ilości prądu.
Pierwsza zima przyniosła finansowy szok. Przy silnych mrozach, gdy temperatura spadała do –15 stopni, rachunek za energię elektryczną sięgnął niemal 5 tys. zł za jeden miesiąc. Od tego czasu pompa ciepła działa u niej tylko przy wyższych temperaturach, a dom ogrzewany jest dodatkowym źródłem ciepła.

Dotacje, które trudno oddać
Podobne doświadczenia opisuje Artur, który zdecydował się na pompę ciepła rok temu, korzystając z programu „Czyste Powietrze”. Liczył na niższe koszty ogrzewania i wygodę użytkowania. Z tej drugiej obietnicy faktycznie jest zadowolony – urządzenie jest bezobsługowe. Finansowo jednak bilans wypada znacznie gorzej, niż zakładał.
– Jest bardzo droga w eksploatacji, nawet gdy w domu utrzymuję temperaturę 17–18 stopni – relacjonuje. W samym styczniu pompa zużyła u niego około 1500 kWh energii. Rezygnacja z systemu nie wchodzi w grę, bo oznaczałaby konieczność zwrotu dotacji. – Przez kilka lat nie mam takiej możliwości – dodaje.
Również Magda, która połączyła pompę ciepła z instalacją fotowoltaiczną, nie widzi zapowiadanych oszczędności. W sezonie grzewczym rachunki za prąd potrafią sięgać nawet 2 tys. zł miesięcznie, a zimowa produkcja energii z paneli okazuje się symboliczna.
Nie technologia, lecz warunki
Eksperci, na których powołuje się Newsweek, podkreślają, że problem nie leży w samej technologii, lecz w sposobie jej stosowania. Pompy ciepła najlepiej działają w nowych, dobrze ocieplonych budynkach, wyposażonych w niskotemperaturowe ogrzewanie podłogowe. Tymczasem w Polsce masowo montuje się je w starszych domach, często bez wcześniejszej termomodernizacji.
Efekt jest łatwy do przewidzenia: urządzenia pracują na wysokich parametrach, zużywają znacznie więcej energii i generują rachunki, które dla wielu gospodarstw domowych są trudne do udźwignięcia. Dodatkowym problemem ma być brak realnej weryfikacji kompetencji instalatorów oraz fakt, że część pomp projektowana jest z myślą o łagodniejszym klimacie Europy Zachodniej.
– O tych ograniczeniach użytkownik dowiaduje się dopiero wtedy, gdy przychodzi pierwszy wysoki rachunek – podsumowuje ekspert cytowany przez tygodnik.
na zdjęciu: technik przeprowadzający montaż pomp ciepła, zdjęcie ilustracyjne. fot. Bulat369, Pexels
SW





Komentarze
Pokaż komentarze (47)