Obecna minister pracy, rodziny i polityki społecznej początkowo nie była pierwszym wyborem do objęcia resortu. Funkcję miała otrzymać Katarzyna Kotula, która ostatecznie ustąpiła miejsca partyjnej koleżance - czytamy w "Newsweeku".
Politycy Lewicy na łamach tygodnika przekonują, że nie doszło do konfliktu wewnątrz gabinetu. Według rozmówców z partii decyzja była wynikiem ambicji i determinacji Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, która bardzo zabiegała o stanowisko. Wskazuje się również na dobre relacje obu polityczek oraz strategiczne kalkulacje wewnątrz ugrupowania.
Od objęcia funkcji pozycja ministry miała wyraźnie wzrosnąć – zarówno w strukturach partii, jak i w oczach lewicowego elektoratu. Jednocześnie, jak relacjonują anonimowi rozmówcy, jej styl działania nie przysparza jej wielu przyjaciół w polityce.
Reforma PIP i 11 mld zł z KPO. O co poszło?
Jednym z głównych punktów spornych między ministrą a premierem jest reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). Według źródeł z otoczenia szefa rządu projekt przedstawiony przez Dziemianowicz-Bąk miał zostać uznany za zbyt radykalny przez Tuska. W konsekencji szef rządu go zablokował, ale Lewica wskórała to, że nie porzucono prac nad zmiany w PIP.
W tle pojawił się także wątek środków z Krajowego Planu Odbudowy. Według medialnych relacji ministra miała ostrzegać, że brak przyjęcia rozwiązań może zagrozić nawet 11 mld zł z KPO. W otoczeniu premiera takie postawienie sprawy miało zostać odebrane jako forma politycznego nacisku.
Z relacji polityków wynika również, że Dziemianowicz-Bąk aktywnie zabiera głos podczas posiedzeń rządu – nie tylko w sprawach swojego resortu, ale także projektów innych ministerstw. To ma być kolejne źródło nieporozumień.
Donald Tusk i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Trudna "chemia”
Według medialnych doniesień między premierem a ministrą od początku nie było "chemii”. Pojawiają się relacje o złośliwych uwagach i półżartobliwych komentarzach, które mają oddawać napiętą atmosferę współpracy. "Tusk wielokrotnie pytał Czarzastego: 'Jak ty z nią wytrzymujesz', ale sam też wytrzymuje — śmieje się polityk lewicy pytany o Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk" – podaje przykład "Newsweek". - Jesteś tak samo wkur***ca jak ja - miał rzucić kiedyś premier do swojej minister z Lewicy.
Podobnie sytuacja miała się z Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Nowa szefowa Polski 2050 skrytykowała liberalne media. - Mizoginia to choroba polskiej polityki i niektórych mediów, które same uważają się za otwarte, liberalne i tolerancyjne. Posłuchajcie uważnie: Wasz czas mija. A dla Dziemianowicz-Bąk pełne wsparcie, Panią Minister oceniajcie wyłącznie po merytorycznych efektach jej pracy - podkreśliła Pełczyńska-Nałęcz, która wciąż nie może dostąpić spotkania z liderem KO i nie uzyskała teki wicepremiera w gabinecie.
Sama Dziemianowicz-Bąk, pytana przez "Newsweek" o konflikt z KO i premierem, odwołuje się do własnych doświadczeń z rynku pracy. Wspomniała że pracowała na umowach cywilnoprawnych, miała problemy z otrzymaniem wynagrodzenia i musiała dochodzić swoich praw w sądzie.
Fot. Minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk i premier Donald Tusk/PAP
Red.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)