Nadmiar energii z fotowoltaiki. PSE wyłączały instalacje
Początek czerwca pokazał, z jakimi wyzwaniami mierzy się polski system energetyczny. W dniach od 4 do 7 czerwca Polskie Sieci Elektroenergetyczne kilkukrotnie decydowały o ograniczeniu pracy części odnawialnych źródeł energii. Powodem była bardzo wysoka produkcja energii z fotowoltaiki przy jednocześnie niskim zapotrzebowaniu na prąd. Sytuacja była szczególnie widoczna podczas długiego weekendu, gdy wiele zakładów pracy i przedsiębiorstw ograniczyło działalność.
4 czerwca redukcje rozpoczęły się około godziny 8 rano i trwały aż do godziny 19. Największe ograniczenia wystąpiły po godzinie 10, gdy z systemu wyłączono instalacje o łącznej mocy przekraczającej 2,4 GW.
Dzień później sytuacja była stabilniejsza. 5 czerwca, mimo wysokiej produkcji energii słonecznej, większe zapotrzebowanie na prąd pozwoliło uniknąć redukcji oraz ujemnych cen energii. Problemy wróciły jednak już 6 i 7 czerwca. W sobotę ograniczenia objęły źródła o mocy przekraczającej 1,7 GW, a w niedzielę nawet blisko 2 GW.
Skąd ujemny ceny energii?
Ujemne ceny energii występują wtedy, gdy produkcja znacząco przewyższa bieżące zapotrzebowanie. Wtedy na rynku pojawia się więcej energii, niż odbiorcy są w stanie wykorzystać. W takich sytuacjach operator systemu musi podejmować działania mające na celu utrzymanie stabilności sieci. Jednym z nich jest tzw. redysponowanie nierynkowe, czyli administracyjne polecenie ograniczenia pracy wybranych instalacji.
Problem staje się coraz poważniejszy. Według danych Forum Energii do końca maja 2026 roku w wyniku takich ograniczeń nie wyprodukowano już około 0,9 TWh energii. Dla porównania przez cały 2025 rok było to około 1,4 TWh.
Brakuje magazynów energii
Zdaniem specjalistów główną przyczyną problemu jest niedostateczna liczba wielkoskalowych magazynów energii. Takie instalacje mogłyby przechowywać nadwyżki energii produkowane w słoneczne dni i oddawać je do systemu wieczorem, gdy zapotrzebowanie rośnie, a produkcja z paneli fotowoltaicznych gwałtownie spada. Tymczasem rozwój fotowoltaiki w Polsce postępuje szybciej niż rozbudowa infrastruktury magazynowej oraz sieci przesyłowych. W efekcie coraz częściej dochodzi do sytuacji, w których system nie jest w stanie zagospodarować całej produkowanej energii.
Dla większości gospodarstw domowych chwilowe spadki cen energii pozostają praktycznie niezauważalne. Rachunki są bowiem oparte na taryfach i kontraktach długoterminowych. Inaczej wygląda sytuacja około 1,6 mln polskich prosumentów, czyli osób posiadających własne instalacje fotowoltaiczne.
Najlepiej chronieni są właściciele paneli zamontowanych przed 1 kwietnia 2022 roku, którzy korzystają z systemu net-meteringu. W ich przypadku rozliczenie odbywa się na podstawie ilości oddanej i pobranej energii, a nie jej aktualnej ceny rynkowej. Znacznie trudniejszą sytuację mają osoby rozliczające się w systemie net-billingu, obowiązującym dla nowych instalacji. Tutaj nadwyżki energii są sprzedawane po bieżących cenach rynkowych.
Pułapka dla właścicieli nowych instalacji fotowoltaicznych
W słoneczne weekendy, kiedy produkcja energii z przydomowych paneli osiąga najwyższe poziomy, ceny na rynku hurtowym często gwałtownie spadają. W skrajnych przypadkach stają się nawet ujemne. Zatem energia oddawana do sieci przez prosumentów jest wyceniana bardzo nisko, a czasami niemal traci wartość ekonomiczną. W połączeniu z planowanym upowszechnieniem taryf dynamicznych może to znacząco wydłużyć okres zwrotu inwestycji w fotowoltaikę.
Eksperci od OZE doradzają jednak, że rozwiązaniem może być większe wykorzystanie magazynów energii w gospodarstwach domowych. Pozwalają one przechować nadwyżki wyprodukowanego prądu i wykorzystać je później, zamiast sprzedawać je do sieci po niekorzystnych cenach.
Fot. Panele fotowoltaiczne/East News
Red.




Komentarze
Pokaż komentarze (7)