Rafał Trzaskowski pod ostrzałem. Szpital Południowy to nie wszystko

Redakcja Redakcja Głos Regionów Obserwuj temat Obserwuj notkę 101
Koalicja Obywatelska i Rafał Trzaskowski mierzą się z największym kryzysem politycznym i wizerunkowym od 2023 roku. Prezydent Warszawy zapewniał dziś, że nie wiedział nic o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym, a także negował istnienie VIP-roomu dla partyjnych działaczy. Patryk Słowik w Zero.pl udowodnił, że Trzaskowski od roku miał świadomość, że w placówce dzieje się wiele złego, ale nie zareagował. Na domiar złego w podległym mu Urzędzie Stanu Cywilnego w Warszawie panuje od lat nepotyzm i mobbing. Te dwie afery łączy oprócz ratusza jedno: represje zawodowe wobec tych, którzy zgłaszali nieprawidłowości.

Ordynator ostrzegał Trzaskowskiego przed Kacprzykiem

Według ustaleń portalu Zero.pl atmosfera w Warszawskim Szpitalu Południowym gęstniała już w pierwszej połowie 2025 roku. Jednym z głównych bohaterów sporu był znany obecnie całej Polsce Dawid Kacprzyk, wówczas młody lekarz bez specjalizacji, który pełnił funkcję zastępcy kierownika, a następnie koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego.

Ordynator chirurgii miał wielokrotnie zgłaszać zastrzeżenia dotyczące kompetencji Kacprzyka oraz sposobu funkcjonowania oddziału, uważając, że szkodzi Szpitalowi Południowemu i nie ma doświadczenia, by zarządzać SOR-em. W czerwcu 2025 roku poinformował o swoich obawach dyrekcję szpitala i członka rady nadzorczej. Gdy nie doczekał się reakcji, zwrócił się bezpośrednio do Rafała Trzaskowskiego. Najpierw w prywatnej wiadomości na Whatsappie. Trzaskowski odpisał doświadczonemu lekarzowi, że nie ma czasu na spotkanie i prosi o dostarczenie korespondencji na piśmie. 

Portal Zero.pl twierdzi, że 19 lipca 2025 roku prezydent Warszawy otrzymał szczegółową wiadomość opisującą sytuację w placówce. Ordynator pisał m.in., że Kacprzyk, będąc na początku specjalizacji, został dopuszczony do faktycznego zarządzania SOR-em jednego z największych warszawskich szpitali.

W wiadomości miały znaleźć się również zarzuty dotyczące wykonywania procedur bez odpowiednich uprawnień, wywoływania konfliktów oraz prowokowania pacjentów do składania skarg. Autor zgłoszenia ostrzegał także, że sposób zarządzania placówką "wymyka się normom etycznym, zdroworozsądkowym i merytorycznym”. 


Dwa miesiące później lekarz został zwolniony

Zamiast reakcji stołecznego ratusza, 22 września 2025 roku ordynator otrzymał wypowiedzenie umowy. Kacprzyk triumfował, bo pozbył się swojego krytyka. Wśród powodów wskazano m.in. zaległości w przekazywaniu dokumentów do Narodowego Funduszu Zdrowia, skargi pacjentów oraz zagubienie depozytu należącego do jednego z chorych.

W dokumentach pojawiły się również zarzuty dotyczące używania niecenzuralnych słów wobec Dawida Kacprzyka oraz rzekomego naruszenia jego nietykalności cielesnej. Sam ordynator miał domagać się udostępnienia nagrań z monitoringu, które mogłyby potwierdzić lub wykluczyć takie zdarzenie. Według jego relacji do dziś nie otrzymał tych materiałów.

Ratusz odpowiada natomiast, że do miasta nie wpłynęło formalne zgłoszenie nieprawidłowości w trybie przewidzianym dla sygnalistów czy zawiadomień służbowych.

Sprawa Szpitala Południowego wybuchła na nowo po publikacjach dotyczących bajońskich zarobków Dawida Kacprzyka oraz doniesieniach o funkcjonowaniu nieformalnego "saloniku VIP”, z którego mieli korzystać politycy związani z Koalicją Obywatelską. W reakcji na aferę Rafał Trzaskowski odwołał cały zarząd placówki, a sam Kacprzyk stracił pracę i zrezygnował z funkcji publicznych.   


Trzaskowski: Nic nie wiedziałem, nie było VIP-roomu w szpitalu 

Dziś Trzaskowski wystąpił na konferencji prasowej. Zero.pl tylko czekało od kilku dni na jego relację, w której zaprzeczy, że wiedział o wpływach Kacprzyka i o tym, że istniał wydzielony pokój dla polityków KO w placówce, którą nadzorował. Tak też się stało. Trzaskowski wprost oświadczył, iż nie miał wiedzy o nieprawidłowościach, nie otrzymał żadnego oficjalnego pisma w tej sprawie, a saloniku dla VIP-ów nie było. Dwie godziny później Patryk Słowik i Jakub Styczyński wykazali, że polityk mija się z prawdą. Posiadają korespondencję internetową między byłym ordynatorem chirurgii szpitala a prezydentem Warszawy. 

- Nieprawdą jest, że od 19 lipca 2025 r. wiedziałem o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym. Fakt, że ktoś wysłał wiadomość na komunikatorze internetowym, w zalewie setek innych nieprzeczytanych wiadomości, nie jest równoznaczny z tym, że wiadomość została przeczytana przez adresata. Dlatego tak ważna jest droga formalna - tłumaczy się na portalu X Trzaskowski. 

 

- Panie Prezydencie, a kto poprosił o przekazanie szczegółów na WhatsAppie? - nie odpuszczał Słowik na X. 


Zarzuty wobec warszawskiego USC. Mobbing, nepotyzm i "system klanowy”

Jest też drugi głośny skandal, który został "przykryty" sytuacją w Szpitalu Południowym. "Gazeta Wyborcza” opisała funkcjonowanie warszawskiego Urzędu Stanu Cywilnego, gdzie – według relacji obecnych i byłych pracowników – od lat ma działać system klanowy oparty na rodzinnych powiązaniach. Ci, którzy go ujawnili, ponieśli konsekwencje służbowe. 

W publikacji pojawiają się zarzuty nepotyzmu, preferencyjnego zatrudniania krewnych oraz blokowania awansów osobom spoza nieformalnego układu. Szczególnie dużo miejsca poświęcono karierze Karoliny Sorbian-Jamiołkowskiej, która po odejściu z Urzędu Miasta w Pruszkowie szybko objęła stanowisko zastępcy dyrektora warszawskiego USC. Według autorów publikacji funkcję tę wcześniej przez lata pełniła jej matka.

Opisano także przypadki zatrudniania innych członków rodziny w strukturach stołecznego ratusza. Pracownicy cytowani przez gazetę twierdzą, że osoby zgłaszające nieprawidłowości miały doświadczać szykan, przenoszenia między placówkami czy pozbawiania dodatków motywacyjnych.

Jednym z najbardziej krytycznych głosów był list wieloletniej pracownicy USC Ewy Danowskiej, która po 21 latach pracy i przejściu na emeryturę opisała działania mające – jej zdaniem – charakter represyjny wobec osób zgłaszających problemy.

"Osoby zgłaszające nieprawidłowości lub dążące do ich usunięcia spotykają się z działaniami o charakterze represyjnym lub dyskredytującym. W szczególności osoby, które wyróżniają się merytorycznie i mają odwagę mówić o nieprawidłowościach w USC, są szykanowane i dyskryminowane, a na niektórych szuka się haków w celu ich zwolnienia" - argumentowała Danowska w liście do "Gazety Wyborczej". 

Warszawski ratusz - dokładnie tak, jak w kwestii układów partyjnych w Szpitalu Południowym - zdecydowanie odrzuca wszystkie oskarżenia względem Urzędu Stanu Cywilnego. Rzeczniczka miasta Monika Beuth przekazała, że decyzje kadrowe podejmowane są wyłącznie na podstawie kwalifikacji i obowiązujących przepisów, a same relacje rodzinne nie mogą być uznawane za naruszenie prawa, jeśli nie występuje bezpośrednia zależność służbowa.  

Koalicja Obywatelska i Rafał Trzaskowski są pod ogromnym gradobiciem w sieci i w mediach tradycyjnych. O warszawskiej aferze donoszą prawicowe i liberalno-lewicowe media, włącznie z TVN24. Skala krytyki jest jeszcze większa, niż po ubiegłorocznych doniesieniach o przyznanych grantach z KPO na jachty, klubach dla swingersów czy prywatnych biznesach polityków. 

 

Fot. Rafał Trzaskowski na dzisiejszej konferencji prasowej/East News 

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj101 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (101)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo