Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego UOKiK wykluczył zmowę cenową dystrybutorów
- Ile kotłów drzewnych przybyło w Polsce w ostatnich latach
- O ile Lasy Państwowe ograniczyły roczne pozyskanie surowca w 2026 roku
- Ile aktualnie wynosi cena tony certyfikowanego opału w polskich składach
UOKiK ucina spekulacje o zmowie
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zakończył badanie rynku pelletu. Z analizy opublikowanej pod koniec sierpnia 2026 roku wynika, że wysokie ceny nie są efektem niedozwolonych porozumień. Nie stwierdzono też nadużywania pozycji dominującej.
Prezes Tomasz Chróstny uważa, że problem ma charakter strukturalny. Wcześniej trzykrotnie alarmował Ministra Energii. Pisma wysyłał w lutym, kwietniu oraz lipcu 2026 roku. Opisywał w nich kryzysową sytuację podażową i możliwe działania zaradcze.
- Nasza analiza jednoznacznie wskazuje, że przyczyną wzrostu cen pelletu są problemy systemowe. W szczególności niedostosowanie podaży pelletu z krajowych zasobów do popularności pieców na drewno, w tym dofinansowanych z programu Czyste Powietrze. Z dużym prawdopodobieństwem wystąpią one również w najbliższym sezonie grzewczym. Narzędziami pozwalającymi ograniczyć ich negatywne skutki dysponuje rząd, w szczególności Ministerstwo Energii oraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska, nadzorujące PGL Lasy Państwowe. Nie jest jeszcze za późno na działania - zakomunikował Chróstny.
Pułapka programu Czyste Powietrze
Istotnym czynnikiem napędzającym popyt okazały się państwowe dopłaty do wymiany kopciuchów. W 2025 roku w programie "Czyste Powietrze” aż 77 proc. wniosków o dofinansowanie dotyczyło zakupu kotłów na pellet i drewno.
Jak wynika z analizy UOKiK, liczba gospodarstw domowych ogrzewanych takimi urządzeniami wzrosła o ponad 90 tysięcy w porównaniu z 2023 rokiem. W całej Polsce działa obecnie około 450 tysięcy kotłów na pellet. Tysiące Polaków zainwestowały w nowocześniejsze źródła ciepła, licząc na stabilne koszty eksploatacji.
Brak koordynacji pomiędzy programami wsparcia a realnymi możliwościami zaopatrzenia rynku wytyka Augustyn Mikos z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. - Gospodarstwa domowe mogą czuć się nabite w butelkę, ponieważ od pewnego czasu wiadomo, że w Polsce popyt na pellet nie spotyka się z odpowiednią podażą. Dostępnych źródeł surowca jest za mało, żeby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie - ocenił na łamach portalu Money.pl.
Brakuje surowca z lasów
Trudną sytuację rynkową pogłębiają ograniczenia w dostępności drewna. Zgodnie z planami Lasów Państwowych, pozyskanie surowca w 2026 roku zostanie ograniczone do poziomu 37 mln m sześciennych. Dla porównania, średnia z lat 2017-2024 wynosiła około 40 mln m sześciennych rocznie. Odcięto też kierunki dostaw ze Wschodu. Ponadto Polska stała się importerem netto pelletu, podczas gdy wcześniej była jego eksporterem.
Do tych kwestii odniósł się w Porannej rozmowie w RMF FM wiceminister energii Miłosz Motyka. - Ceny pelletu są związane z rynkami - przede wszystkim z rynkiem wschodnim, który zablokowano w przypadku Białorusi i który legł w gruzach na Ukrainie. Stąd podejmujemy działania wspólnie z Ministerstwem Klimatu, aby z jednej strony zwiększyć podaż tego surowca na rynku polskim, z drugiej intensywnie pracujemy nad przepustowością - importem do Polski - tłumaczył.
Ile zapłacimy za tonę pelletu?
Według informacji przekazanych przez Polską Radę Pelletu średnie ceny detaliczne certyfikowanego paliwa klasy A1 wzrosły o 20-30 proc. w ujęciu rocznym. Podwyżki liczone są względem czerwca 2025 roku i dotknęły niemal wszystkie regiony kraju.
Różnice w stawkach na rynku lokalnym pozostają znaczne. Z danych rządowego serwisu cieplo.gov.pl wynika, że w czerwcu 2026 roku w Wielkopolsce tonę można było nabyć za 1733 zł. Łódzkie składy na początku września oferowały opał w cenie 2400 zł za tonę. Koszty ogrzewania pelletem pozostaną wysokie, dopóki rząd nie uruchomi dodatkowych źródeł dostaw i podaż drewna nie wzrośnie. Nie widać na razie sygnałów, by sytuacja miała się szybko poprawić.
Fot. pellet/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (61)