Z artykułu dowiesz się:
- Jaką karę usłyszał Andrzej Jeż
- Jakich nadużyć duchowny nie zgłosił śledczym
- Jak opóźnienie wpłynęło na sytuację pokrzywdzonych
- Dlaczego wyrok w bezprecedensowej sprawie pozostaje nieprawomocny
Dwa lata ograniczenia wolności. Pensja hierarchy mocno uszczuplona
Ogłoszony przez sędzię Małgorzatę Adamczyk wyrok nakłada na biskupa dotkliwe sankcje finansowe. Kara ograniczenia wolności polega na comiesięcznym potrącaniu 25 proc. jego wynagrodzenia za pracę na rzecz Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę przez okres dwóch lat.
Dodatkowo tarnowski sąd nakazał duchownemu zapłatę nawiązki po 10 tys. zł za każdą z dwóch spraw. Łączna kwota 20 tys. zł ma trafić na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Oznacza to, że sąd nie skazał hierarchy na karę więzienia, a uszczuplił jego dochody.
Czwartkowe orzeczenie sądu pierwszej instancji jest nieprawomocne. Hierarsze oraz jego obrońcom przysługuje prawo do złożenia apelacji do sądu wyższej instancji. Proces biskupa ruszył w lutym 2026 roku. Sprawa toczyła się przez niemal dziewięć miesięcy i od początku budziła ogromne zainteresowanie opinii publicznej.
Sędzia nie miała wątpliwości. Ostra ocena postawy biskupa
Uzasadnienie wyroku okazało się druzgocące dla tarnowskiego ordynariusza. Sąd Rejonowy ocenił wyjaśnienia hierarchy jako niewiarygodne i jednoznacznie wskazał na bezwzględny priorytet ochrony dzieci.
- Gdyby oskarżony miał na celu nie swój własny interes, tylko interes dzieci pokrzywdzonych, ich rodziców, biorąc pod uwagę ich zeznania i to, że do dziś zmagają się ze swoją traumą, sąd nie miał żadnych wątpliwości, że biskup popełnił wielkie zaniedbanie. Co do tego nie było wątpliwości - mówiła sędzia Małgorzata Adamczyk.
W trakcie procesu zeznawał również ks. Robert Kantor, kanclerz tarnowskiej kurii. - Gdybyśmy nie dokonali tych zgłoszeń, to nie byłoby tego całego problemu - stwierdził duchowny przed sądem.
Zarzuty dotyczą pedofilii dwóch księży. Skala czynów Stanisława P.
Zarzuty prokuratury dotyczyły braku niezwłocznego powiadomienia organów ścigania o przestępstwach seksualnych dwóch kapłanów z diecezji tarnowskiej. Chodzi o księdza Stanisława P. oraz księdza Tomasza K. Śledczy ustalili, że ofiarami obu duchownych padło kilkadziesiąt osób. W przypadku księdza Stanisława P. śledczy ustalili, że mógł on wykorzystać nawet około 100 chłopców w parafiach oraz podczas późniejszego pobytu w Ukrainie.
Opieszałość hierarchy pociągnęła za sobą nieodwracalne skutki prawne. Zwłoka doprowadziła bezpośrednio do przedawnienia karalności czynów wobec części pokrzywdzonych osób. Zawiadomienia o czynach podległych księży trafiły do organów ścigania ponad trzy lata po wejściu w życie restrykcyjnych przepisów. W efekcie sprawa księdza Stanisława P. dotycząca wykorzystywania seksualnego dzieci została w 2022 roku umorzona z powodu przedawnienia.
Linia obrony biskupa. Watykan ważniejszy niż polskie prawo?
Duchowny w toku całego procesu konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Ordynariusz tłumaczył, że w pierwszej kolejności przesłał dokumenty do Watykanu, a zawiadomienie polskich organów wstrzymywał z powodu niejasności procedur. - Gdybym udostępnił dokumenty organom przed wysłaniem do Watykanu, straciłbym stanowisko - mówił ordynariusz diecezji tarnowskiej podczas składania wyjaśnień. Jeż przekonywał także, że musiał czekać na pełną pewność co do zarzutów.
Sąd stanowczo odrzucił tę argumentację. W uzasadnieniu wyroku sędzia uznała, że polskie prawo karne ma bezwzględne pierwszeństwo przed procedurami kanonicznymi oraz sekretami papieskimi.
Obowiązek z art. 240 Kodeksu karnego
Kluczowe dla wyroku przepisy weszły w życie w lipcu 2017 roku na mocy nowelizacji uchwalonej w marcu tego samego roku. Wprowadziły one bezwzględny prawny obowiązek denuncjacji m.in. najcięższych przestępstw pedofilskich. Według wspomnianego przepisu każdy, kto posiada wiarygodne informacje o wykorzystaniu seksualnym dziecka poniżej 15. roku życia, musi natychmiast zawiadomić organy ścigania. Zaniechanie tego obowiązku stanowi przestępstwo zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności.
Fot. Andrzej Jeż, biskup diecezjalny tarnowski/East News
Red.





Komentarze
Pokaż komentarze (16)